Ewelina Mokrzecka urodziła się w 1984 roku na Wileńszczyźnie. Studiowała prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Podczas pobytu w Polsce angażowała się w ważne inicjatywy społeczne, takie jak Stowarzyszenie Interwencji Prawnej, Fundacja „Ocalenie”, Niebieska Linia, Fundacja Synapsis. Prowadziła satyrycznego bloga ,,Pulaki z Wilni”. Do Wilna wróciła, gdy otrzymała ofertę uruchomienia portalu informacyjnego Radia Znad Wilii (zw.lt), dziś największego polskiego portalu na Wileńszczyźnie. Z Polskim Klubem Dyskusyjnym, powołanym do życia w 2014 r., związana jest od samego początku, w styczniu 2018 r. została wybrana na jego szefową. Obecnie kończy się jej roczna kadencja, której podsumowania dokonujemy w tym wywiadzie. Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Mamy już ponad cztery lata istnienia Polskiego Klubu Dyskusyjnego, było czterech prezesów, Ty jesteś piąta. Oprócz pracy na rzecz klubu jesteś zatrudniona w „Radiu znad Wilii”, robiłaś w Warszawie „szkołę reportażu”, w dodatku wychowujesz syna. Czy ciężko było się zdecydować, by objąć tę funkcję? Ewelina Mokrzecka: Decyzja była bardzo trudna, dojrzewałam do tego dość długo. Podjęliśmy ją razem z mężem, bo mamy dwuletniego syna. Byłam przez jakiś czas na urlopie wychowawczym. Teraz opiekę nad Brunem łączę z pracą. Bywa to trudne. Jednak zdecydowałam się objąć funkcję prezesa PKD, by zrealizować niektóre swoje pomysły. Miałam wsparcie ze strony męża, znajomych, poradziłam sobie, ale nie ukrywam, że cieszę się, że moja kadencja powoli się kończy. To jest dobra formuła, że co roku zmieniacie prezesa? Sądzę, że tak, bo każdy prezes wnosi coś innego. Dzięki temu klub się zmienia i wydaje mi się, że na lepsze. To jest niedobre tylko z formalnego punktu widzenia - co roku trzeba zmieniać status w Krajowym Rejestrze Sądowym. Jest dużo biurokratyczno-administracyjnych wątków, choćby współpraca z bankiem, w którym PKD posiada konto. Trzeba się dużo nachodzić. Ale uważam, że warto, że to jest dobra formuła i polecam to wszystkim organizacjom na Wileńszczyźnie.
Ta formuła nie jest wcale tak oczywista na Litwie. Jesteś pierwszą kobietą na czele PKD. Wcześniej prezesami byli mężczyźni. To miało dla Ciebie znaczenie? Miało. Jak zostałam wybrana na to stanowisko podczas zebrania, to później koledzy podeszli do mnie i pytali, jak mają się do mnie zwracać: „pani prezes” czy „prezesko”. Odpowiedziałam, że „prezesko”. Ale jak był na Wileńszczyźnie profesor Jerzy Bralczyk, to powiedział, że on postuluje, by używać jednak takich określeń jak „prezes”, „dyrektor”, „psycholog”. Twierdzi, że nie powinno się tych funkcji feminizować, bo to ujmuje na znaczeniu. Jeśli mówimy „prezeska”, to w pewien sposób obniżamy status osoby,…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

