„Zgniły śledź”, „60 na 40”, czy „wielkie kłamstwo” to tylko wycinek taktyk i metod pracy rosyjskich propagandystów, które Aro opisuje w swoim reportażu. Wielu potencjalnych czytelników sięgając po książkę pewnie spodziewa się właśnie tego, że pozna działalność propagandową od kuchni. Wśliźnie się wraz z autorką do rosyjskiej farmy w podpetersburskim Olgino i przez ramię zajrzy rosyjskim copywriterom, specjalistom od SEO i ich menedżerom. Sama historia śledztwa Aro, które dało jej sławę jest jedynie odległym tłem dla całej książki. Jedynie czymś co jest przyczynkiem do całej historii. Reportaż „Trolle Putina”, choć porusza kwestie metodyki działań rosyjskiej machiny propagandowej, to jest raczej historią wojny autorki i kilku innych badaczy i aktywistów z Kremlem. Aro opowiadając o „taktyce 60 na 40” czy „zgniłym śledziu” zabiera nas w podróż między innymi do państw bałtyckich i na Ukrainę, do mroźnej Skandynawii i rozpolitykowanych Stanów Zjednoczonych i Zjednoczonego Królestwa. Tam czytelnik spotyka się bohaterami podobnymi do Aro. Zwykłymi dziennikarzami, biznesmenami, naukowcami, którzy nieraz przez czyste zrządzenie losu ujawnili największe ostatnich lat tajemnice i kłamstwa Kremla. Wśród bohaterów książki spotkamy Romana Burkę, założyciela portalu InfoNapalm, Billa Bowdera współtwórcę Magnitsky Act, czy założyciela portalu BellingCat. Wszyscy oni swoją działalnością narazili się władzy w Rosji: Burko prowadząc portal ujawniający zbrodnie Kremla na Ukrainie, Bowder upubliczniając proces prania rosyjskich brudnych pieniędzy w zachodnich bankach. Poznamy także Eliota Higginsa z BellingCat, który wraz z grupą badaczy udokumentował i potwierdził odpowiedzialność Rosji za zestrzelenie samolotu MH17 na ukraińskim niebie.
Nie tylko autorka reportażu, ale też wszyscy bohaterowie, których w wyniku swoich badań wybrała Aro stali się celem rosyjskiej nagonki. Wszyscy z tych potyczek wyszli zwycięsko, bo kontynuują swoją pracę badawczą czy publicystyczną. Burko jest zdolny sprawnie kontrować ataki informacyjne z Rosji. Inni, choć zwycięscy, to kończą bardziej poturbowani fizycznie i psychicznie niż dobrze zakonspirowany Burko. Przykładem tutaj jest los autorki, która w pewnym momencie musiała uciekać z Finlandii. Czy Szweda Martina Kragha, którego rzetelność jako naukowca w oczach opinii publicznej została niemal podważona. Wszystkim tym mniej lub bardziej tragicznym historiom, które poznajemy w reportażu Jessikki Aro były winne narracje rozpowszechniane przez rosyjskie media i prorosyjskich aktywistów. Od Sowieckiej „Prawdy” do „Russia Today” W 2005 roku […] wyjechałam na praktyki studenckie do Petrozawodzka w rosyjskiej Karelii. [..] Oglądałam rosyjską telewizję, która ukazywała Putina jako nieomylnego, wszystkowiedzącego męża stanu. I zrozumiałam, że dziennikarstwo w Rosji w zasadzie rozumiano w odwrotny sposób niż…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

