Estończyków dla Katowic odkryła Martyna Makowska z Miasta Ogrodów: „Sama mieszkałam w Finlandii ponad 8 lat, więc kultura ugrofińska jest mi bardzo bliska. Ponadto, Miasto Ogrodów miało okazję uczestniczyć w Tallinn Music Week, które to wydarzenia jest nie do przecenienia pod względem promocji muzyki estońskiej, ale i całego basenu Morza Bałtyckiego. Trad.Attack! zawsze tam gości i przyciąga rzeszę słuchaczy, co nie dziwi wcale, zważywszy na ich oryginalność i żywiołowość. Ostatecznie przekonał nas jednak ich występ na zeszłorocznym WOMEX-ie, który obejrzeliśmy i wysłuchaliśmy w całości większą reprezentacją z Katowic i będąc pod wrażeniem zespołu, postanowiliśmy zaprosić trio do nas na Urodziny Miasta. Akurat ten plenerowy dzień, podczas którego występowali artyści z Estonii i Finlandii był ostatnim elementem serii "before WOMEX", którą realizowaliśmy od marca, aby przybliżyć mieszkańcom Katowic nadchodzące targi i konferencję WOMEX (25-29 października)”. Muzycy podczas godzinnego koncertu zaprezentowali utwory pochodzące przede wszystkim z najnowszego albumu Kullakarva. Bardzo miłym akcentem ze strony muzyków było powitanie publiki w języku polskim, co nie powinno już dziwić – była to już ich szósta wizyta w naszym kraju. Usłyszeliśmy między innymi skoczne Talgo, hipnotyzujące Imepuu, czy melodyjną kołysankę Unelaul. Muzycy swoją energicznością i serdecznością bardzo szybko zachęcili publikę do wspólnej zabawy. Aleksandra Mrozińska, Przegląd Bałtycki: Witajcie w Polsce. To już Wasz szósty występ w naszym kraju. Na początku chcielibyśmy pogratulować wam najnowszego albumu Kullakarva. Jest bardzo dobry i niezwykle interesujący. Jakub Zygmunt, Przegląd Bałtycki: Na początek jednak chcieliśmy spytać o Wasze początku, kiedy pojawił się pomysł na stworzenie grupy Trad.Attack!? Jakie były początki? Sandra Vabarna: Działamy już 4 lata, lecz z większym rozmachem od dwóch. Na początku nie chcieliśmy tworzyć zwartego zespołu, lecz współpracować ze sobą od czasu do czasu i koncertować na przykład tylko raz w roku. Po pierwszym singlu muzycznym „Kooreke” okazało się, że podobamy się szerszej publiczności i wtedy zaczęliśmy działalność na całego. Jalmar Vabarna: Przy realizacji klipu do „Kooreke” nawet nie mieliśmy profesjonalnego sprzętu. Posługiwaliśmy się jedynie podstawowym aparatem cyfrowym i mieliśmy kilka starych zdjęć do klipu. Tõnu Tubli: Nie planowaliśmy w ogóle stworzenia wielkiego zespołu. Chcieliśmy grać dla pasji, ale rozwijając swoją pasję staliśmy się jednocześnie bardziej profesjonalni i sławni. AM: Jak się w ogóle spotkaliście? Znaliście się wcześniej? SV: Jesteśmy przyjaciółmi od kilkunastu lat. Znamy się z uczelni oraz z poprzednich zespołów, w których także razem graliśmy. AM: Estończycy muzycy często grają w kilku zespołach jednocześnie. Jalmar, Ciebie pamiętamy z Curly Strings. Skąd się bierze ten fenomen? Jak…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

