Film „Listopad” („November”) Rainera Sarneta to adaptacja przeboju literatury estońskiej ostatnich lat, powieści „Rehepapp ehk november” Andrusa Kivirähka z 2000 roku. Dziewiętnastowieczna estońska prowincja. Młoda Liina (Rea Lest) darzy uczuciem Hansa (Jörgen Liik), sąsiada i przyjaciela z tej samej wsi. Ten jednak zakochuje się w przybyłej właśnie niemieckiej arystokratce (Jette Loona Hermenis), córce barona, który jest właścicielem okolicznych dóbr.
Młodzi starają się użyć wszelakich sposobów, aby zdobyć miłość swego życia. Miłość jednak nie jest najważniejsza w świecie, gdzie panuje ciemność, głód i nadciągająca zaraza. Odpychająca wyglądem i uczynkami społeczność wiejska, zmuszona do jedzenia kory z drzew i nietoperzy sąsiaduje z dworem, gdzie pożywienia ani bogactw nie brakuje. Niemiecki baron (znany choćby z „Króla Olch” Dieter Laser), inaczej niż zdążyły nas czy Estończyków przyzwyczaić przykłady z literatury i filmu, nie okazuje się tu ciemiężycielem, obcym wrogiem, który wykorzystuje chłopów. Jest uprzejmy, wręcz domaga się współczucia od widza. To Estończycy kradną jego majątek i oszukują. Oszukują zresztą nie tylko barona, ale także Chrystusa, diabła, zmarłych i samych siebie.
Skromna fabuła jest tylko asumptem do ukazania barwnego, mimo że pokazanego tu w czarno-białych kolorach, folkloru estońskiego. Bogatą galerię postaci ludzkich uzupełniają twory metafizyczne. Ważną rolę pełni kratt (inaczej puuk, vedaja), rodzaj domowego skrzata, mającego przynosić swojemu gospodarzowi pieniądze, jedzenie, wszystko co ma jakąkolwiek wartość. Kratta zatrudniano także do wykonywania wszelkich prac, ale uwaga, gdy stawał się bezrobotny, mógł nawet zabić swego pana. Istotę tę można sporządzić ze zboża, narzędzi rolniczych lub kości zwierząt i tchnąć w nią duszę, dogadując się uprzednio z diabłem. Estończycy wierzyli, że kratt potrafi latać, przynosząc dobra swemu właścicielowi poprzez komin. Widywany był na niebie z iskrzącym się ogonem, stąd też jego inne nazwy ludowe takie jak pisuhänd czy tulihänd. Mart Taniel odpowiedzialny za zdjęcia w filmie opowiadał mi, że latający kratt stanowiłby problem do zrealizowania, więc zdecydowano się na jego „pieszą” wersję. Żartował, że nie chcieli robić filmu science-fiction z latającymi, święcącymi obiektami.
Film jest imponujący wizualnie. Szczególne wrażenie robi scena wizyty duchów zmarłych. W Estonii okres takich odwiedzin nazywany jest hingedeaeg. W zależności od regionu przypada od 29 września (Mihklipäev) aż do świąt Bożego Narodzenia. Tytułowy miesiąc to pora, kiedy najbardziej można było spodziewać się tych, którzy odeszli. Szczególnie ważne były pierwsze dni listopada, ale także 10 i 25 listopada, odpowiednio Mardipäev i Kadripäev. W estońskiej obrzędowości ludowej zapraszano dusze zmarłych do domu, częstowano je posiłkami, a także goszczono w saunach. We wspomnianych fragmentach filmu świetnie widać…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

