Ieva Petronytė jest litewskim politologiem. Ukończyła studia w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego, gdzie w 2014 roku obroniła pracę doktorską poświęconą kształtowaniu się postaw politycznych w państwie postkomunistycznym na przykładzie Litwy. Od 2009 roku pracuje w macierzystym instytucie, gdzie wykłada podstawy nauk politycznych i psychologię polityki. Zajmuje się kwestiami związanymi z socjologią i psychologią polityki, kulturą i partycypacją polityczną oraz społeczeństwem obywatelskim. W latach 2007–2012 była koordynatorem projektów w Instytucie Społeczeństwa Obywatelskiego (lit. Pilietinės visuomenės institutas), a od 2012 roku jest jego dyrektorem.
Litwa wchodzi obecnie w cykl wyborczy, kraj czekają wybory prezydenckie i do Parlamentu Europejskiego, ale wcześniej, 3 marca, Litwini zagłosują w wyborach samorządowych. Czy te akurat wybory są ważne dla zwykłego obywatela?
Są ważne, ale nie dla wszystkich. Frekwencja zazwyczaj jest niższa niż 50 proc., co oznacza, że ponad połowa społeczeństwa nie jest zainteresowana tym, by udać się do urn. To o czymś świadczy. Mieszkańcy kraju uważają te wybory za ważne, bo dotyczą bliskich im spraw, ale nie na tyle ważne, by samemu wziąć udział w głosowaniu. Zobaczymy zatem, ilu ludzi weźmie udział w tegorocznych wyborach, ale nie spodziewam się, żeby frekwencja była wyższa niż poprzednio.
Dlaczego pani tak uważa?
Nie ma żadnych czynników, które mogły wpłynąć na zwiększenie frekwencji. Mieliśmy w mediach różnego rodzaju kampanie mające na celu zachęcenie ludzi do udziału w wyborach, ale nie miały one raczej większego skutku. Czynnikiem, który może wpływać na zwiększenie frekwencji są bezpośrednie wybory merów, które zostały wprowadzone po raz pierwszy w 2015 roku. Ale nawet to nie pomogło w zwiększeniu uczestnictwa w głosowaniu. Trudno zatem spodziewać się, że frekwencja może przekroczyć 50 proc. Nie odnotowaliśmy żadnych czynników ani tendencji, które kazałyby nam myśleć inaczej.
Czy wprowadzenie bezpośrednich wyborów merów zmieniło w jakikolwiek sposób charakter kampanii wyborczej?
Jak najbardziej. Kampania wyborcza jest zupełnie inna, bo skoncentrowana jest na konkretnych osobach. Niemal wszystkie komitety partyjne biorące udział w wyborach wystawiają swoich kandydatów na merów, co oznacza, że kampania jest dużo bardziej spersonalizowana. Kandydaci na merów skupiają na sobie większość uwagi opinii publicznej. To oczywiście zależy od specyfiki poszczególnych list partyjnych czy komitetów obywatelskich. Ale niektóre z nich nie przejmują się nawet specjalnie promowaniem swoich kandydatów na radnych, a główny nacisk kładą na osobie potencjalnego mera.
A jak bezpośrednie wybory merów przełożyły się na efektywność działania samorządu?
Wcześniej mer, wybierany przez radę, wywodził się partii lub koalicji, która dominowała w radzie. Władza wykonawcza i ustawodawcza w samorządzie znajdowała…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

