Jerry Meijer pochodzi z rodziny o korzeniach holenderskich (ojciec warszawski Polak, matka Wenezuelka) i urodził się w 1980 roku we Francji. W dzieciństwie mieszkał w Wenezueli, Paryżu, a także w Egipcie i w Singapurze, odwiedzał także swoją rodzinę w Warszawie. Od 2013 r. mieszka na Litwie, dokąd przeprowadził się dla swojej polskiej dziewczyny. Podjął pracę zarówno w korporacjach, jak i w mniejszych firmach. Jest poliglotą, oprócz rodzimych języków polskiego, francuskiego i kastylijskiego, mówi także po portugalsku, angielsku, rosyjsku i litewsku. Jest obywatelem Polski, Francji i Wenezueli. W 2018 r. zdecydował się na kandydowanie z listy komitetu założonego przez Romana Goreckiego-Mickiewicza oraz Zygmunta i Rajmunda Klonowskich „Wileński Niedźwiedź” (lit. „Vilniečių Lokys”) jako numer osiemnasty. Uzyskał uprawnienia do bycia miejskim przewodnikiem po Wilnie. Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Wyjaśnijmy sprawę miśka. Kim jest to wspaniałe zwierzę, które bierze udział w kampanii wyborczej, które możemy spotkać w trolejbusach i autobusach Wilna? Ludzie już oszaleli na Facebooku... Jerry Meijer: Z wyjątkiem jednej sceny, kiedy mnie nie było, to jestem ja. Jak się czujesz w roli niedźwiedzia? Powiem Ci, że całkiem fajnie. Dochodzą tutaj pewne względy osobiste. Kiedy byłem młodszy i szczuplejszy, to dziewczyny w szkole średniej i na studiach mówiły na mnie „misio”. Być może dlatego dobrze czuję się w roli, jaką gram obecnie. Wtedy, kiedy chodziłeś na studia, nie mogłeś się za żadne skarby spodziewać, że będziesz kandydować w wyborach z „niedźwiedziego komitetu”. Szczerze mówiąc, gdyby jeszcze sześć lat temu ktoś mi powiedział, że będę mieszkać na Litwie, to zaśmiałbym mu się w twarz. A co dopiero, że będziesz kandydować w wyborach lokalnych. Do czego jako obywatel Polski, Francji i Wenezueli masz na Litwie prawo. Ja na Litwie funkcjonuję jedynie jako obywatel francuski, mimo, że mam także obywatelstwo polskie. Po prostu jest tak, że nie możesz się zarejestrować jako jedna osoba z kilkoma paszportami. Ja kiedyś chciałem powiązać swój litewski PESEL, czyli „asmens kodas” („kod osobisty”) z dwoma obywatelstwami, ale to się nie udało. Funkcjonujesz zatem w Wilnie jako Francuz, podobnie jak założyciel komitetu „Lokys” Roman Gorecki-Mickiewicz. To prawda i dochodzi z tego tytułu do różnych śmiesznych sytuacji. Jestem postrzegany jako Polak z Polski... Akcent masz warszawski, nie wileński... Dziękuję. Ale gdy zaczynam mówić po litewsku, to mówią mi, że mój akcent jest bardziej wenezuelski. Stamtąd pochodzi rodzina mojej mamy. Miałem wiele razy taką sytuację, że rozmawiałem z Polakami wileńskimi po litewsku. I oni byli zawsze zdziwieni, jak później przechodziliśmy na polski. Mówili: „Pan…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

