Do przełomowej myśli, która naznaczy dalsze życie Marksa Formansa, prowadzi go ciąg zdarzeń wywołanych pojawieniem się w Chochmie – tytułowym miasteczku-kurorcie, położonym gdzieś na łotewskim wybrzeżu – znanego także w Polsce sosu słodko-kwaśnego Wujaszka Bena. Przeczucia Marksa nie są wcale nieuzasadnione, o czym będziemy się stopniowo przekonywać, wędrując przez Chochmę i nie tylko, bo w czasie lektury zajrzymy i do Rygi, a nawet do dalekiej Irlandii, odbędziemy podróż w czasie, cofając się do lat dziewięćdziesiątych i wybiegając w odległą przyszłość, skosztujemy środka uśmierzającego skutki upojenia alkoholowego, przyrządzonego przez genialnego doktora Leviego i skorzystamy z atrakcji, jakie niesie ze sobą usługa lifeswappingu (gdy dwie nieznajome osoby na pewien czas zamieniają się rolami). Trudno jest pisać o Chochmie (jak i Chochmie), bo…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!


