Jest źle, ale będzie jeszcze gorzej. Recenzja książki „Chochma” Svensa Kuzminsa

Czy mieliście kiedyś wrażenie, że wy to niezupełnie wy, a ktoś zupełnie inny? Takie uczucie towarzyszy Marksowi Formansowi, narratorowi opowiadania otwierającego "Chochmę" Svensa Kuzminsa. Wcale niebezpodstawnie. Bo w tytułowej Chochmie nikt i nic nie jest tym, kim i czym z pozoru się wydaje. Czy "Chochma" to mądrość ukryta w żarcie, a może żart udający mądrość?

|

Do przełomowej myśli, która naznaczy dalsze życie Marksa Formansa, prowadzi go ciąg zdarzeń wywołanych pojawieniem się w Chochmie – tytułowym miasteczku-kurorcie, położonym gdzieś na łotewskim wybrzeżu – znanego także w Polsce sosu słodko-kwaśnego Wujaszka Bena. Przeczucia Marksa nie są wcale nieuzasadnione, o czym będziemy się stopniowo przekonywać, wędrując przez Chochmę i nie tylko, bo w czasie lektury zajrzymy i do Rygi, a nawet do dalekiej Irlandii, odbędziemy podróż w czasie, cofając się do lat dziewięćdziesiątych i wybiegając w odległą przyszłość, skosztujemy środka uśmierzającego skutki upojenia alkoholowego, przyrządzonego przez genialnego doktora Leviego i skorzystamy z atrakcji, jakie niesie ze sobą usługa lifeswappingu (gdy dwie nieznajome osoby na pewien czas zamieniają się rolami). Trudno jest pisać o Chochmie (jak i Chochmie), bo już sam pomysł na książkę wymyka się łatwemu kategoryzowaniu. Z jednej strony można ją potraktować jako zbiór luźno powiązanych ze sobą opowiad...

Pozostało jeszcze 86% artykułu.

Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.

WYBIERZ I ZAMÓW!

Dostęp jednorazowy

Zaloguj się