Każdy kraj ma jakiś cień, czyli Europa Wschodnia oczami Holenderki

Holenderska freelancerka Laura Starink podróżuje po Europie Wschodniej. I zawsze pada na nią jakiś cień. Albo chodzi o trudną przeszłość z okresu II wojny światowej, na przykład Jedwabne lub Legion Łotewski, która wpływa na dzisiejszą politykę, na dzisiejszą samoocenę lokalnych społeczeństw. Albo o całkiem współczesny cień wielkiego mocarstwa, gdy dziennikarka podróżuje na wschód Ukrainy, by zrozumieć racje uczestników wojny domowej w Donbasie. W Kaliningradzie spotyka się z młodymi ludźmi, którzy kwestionują reżim Putina, na Ukrainę jedzie, by podglądać jak wyglądają rządy oligarchy Kołomojskiego w Dniepropietrowsku albo zbadać na ile prawdziwe jest moskiewskie hasło o odrodzeniu "faszyzmu" i "banderyzmu". Nie unika także poruszania wątku żydowskiego, wciąż kontrowersyjnego w tej części Europy, co nadaje reportażowi z Europy Wschodniej pod tytułem "De schaduw van de grote broer" ("Cień wielkiego brata") charakter solidnego dziennikarstwa śledczego. Dla Holendrów zagubionych w gąszczu państw i zdarzeń Europy Wschodniej – rzecz bezcenna i ciekawe wyzwanie, by rozróżnić problemy ukraińskie od łotewskich, dla Polaków, Łotyszy, Ukraińców – uzupełnienie wiedzy o regionie, przyjrzenie się, jak wyglądamy w lustrze zakupionym w Amsterdamie.

|

Za sowieckiej Rygi Laura Starink na Łotwie nie zjawiła się przed paroma laty. Jako studentka Uniwersytetu Leningradzkiego wybrała się ze znajomymi na wycieczkę do Łotwy Sowieckiej w zimie 1979 roku. "Jako zachodni Europejczycy nie mogliśmy opuszczać Leningradu bez oficjalnej zgody, ale przyjaciółka z Rygi beztrosko nas zaprosiła" – zaczyna swą opowieść dziennikarka, która dzięki studiom w Związku Sowieckim poznała język i kulturę Rosji, co zaprocentowało później w postaci jej kolejnych publikacji. Młodzi wsiedli w pociąg nocny. W Rydze zrobili głupi błąd, który dziś wydaje się śmieszny, ale w Związku Sowieckim, gdzie każdy obywatel musiał mieć paszport przy sobie, mógł mieć tragiczne konsekwencje. Zostawili swoje dokumenty w sejfie na dworcu i zapomnieli kodu. "Dostaliśmy paniki podczas podróży powrotnej. Już widzieliśmy siebie złapanych, przesłuchiwanych i wyrzuconych z kraju, a nasza przyjaciółka mogła oczekiwać nieprzyjemności. Jechaliśmy pokonani z powrotem do Leningradu, ale dwa t...

Pozostało jeszcze 97% artykułu.

Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.

WYBIERZ I ZAMÓW!

Dostęp jednorazowy

Zaloguj się