Andrius Kubilius. Zdj. Tsajunga.lt Andrius Kubilius, z wykształcenia fizyk, jest obecny w litewskiej polityce od końca lat 80., gdy związał się z niepodległościowym ruchem Sąjūdis. Od 1993 roku działa w Związku Ojczyzny, był jego wiceprzewodniczącym, a w 2003 roku stanął na czele partii. W latach 1999-2000 oraz 2008-2012 pełnił funkcję premiera. W 2015 roku ustąpił ze stanowiska lidera partii, na które wybrany został Gabrielius Landsbergis. W tegorocznych wyborach Kubilius będzie się ubiegał o miejsce w Sejmie w jednomandatowym okręgu wyborczym w Solecznikach, zamieszkałym w większości przez ludność polską. Dlaczego zdecydował się pan na start w wyborach w okręgu solecznickim? Po pierwsze, zdecydowałem się na start w tym okręgu, bo widzę, że cała Wileńszczyzna cierpi na brak właściwej i skutecznej strategii rozwoju. Region jest korzystnie położony, blisko dużego miasta, stolicy, ale niestety potencjał rozwoju regionu nie jest dobrze i skutecznie wykorzystany. Inne regiony Litwy, jak region Kowna czy Kłajpedy są dużo lepiej rozwinięte. Brak rozwoju gospodarczego jest przyczyną wielu problemów w tym regionie, które uniemożliwiają mu osiągnięcie sukcesu ze społecznego, kulturalnego i demokratycznego punktu widzenia. To tworzy problemy, które mogą stać się bolesne, jeśli nie rozwiążemy ich w najbliższej przyszłości. Rozumiemy, że nawet gdy my byliśmy w rządzie, nie zwracano odpowiedniej uwagi na rozwój tego regionu. Gdy prezydent Rosji Władimir Putin zaczął swą agresywną politykę w regionie, począwszy od Ukrainy, ale także w krajach bałtyckich, gdzie odczuwamy bardzo silnie wojnę informacyjną, zrozumieliśmy wtedy, że sytuacja na Wileńszczyźnie jest naszym słabym punktem i że potrzebujemy tam jasnej strategii. Dlatego startuję w tym okręgu, dlatego też przygotowujemy głęboki i szczegółowy program, co należy zrobić, by osiągnąć dużo lepszy stopień rozwoju gospodarczego, społecznego i politycznego w całym regionie. Czy uważa pan, że stosunki polsko-litewskie znalazły się w kryzysie? Co jest jego przyczyną? Nie powiedziałbym, że jest to poważny kryzys. Ale oczywiście brakuje tej romantycznej relacji, która łączyła nas w latach 90. Przyczyny są rozmaite. Nie jestem w stanie wskazać jednej przyczyny, dla której nasze stosunki nie są w tak dobrym stanie, jak wcześniej – jak w czasach Lecha Wałęsy czy śp. Lecha Kaczyńskiego. Teraz widzimy, że sytuacja jest inna. Jedną z przyczyn, dla których zdecydowałem się kandydować z okręgu wyborczego w Solecznikach, jest nasz wniosek, że musimy zrobić co w naszej mocy dla efektywnego rozwoju w regionie, który zamieszkuje polska mniejszość. Musimy zrozumieć, jakie problemy tam występują. Mamy nadzieję, że także politycy w Warszawie dostrzegą, że wykonujemy uczciwą pracę, że…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

