Viktorija Čmilytė z wykształcenia jest filologiem angielskim, studiowała w Rydze. Pochodzi z Szawli. W wieku sześciu lat rozpoczęła karierę szachową. W 1993 roku zdobyła tytuł mistrzyni Europy juniorek do lat 10, dwa lata później mistrzostwo świata i Europy. W 2000 roku triumfowała w kategorii seniorek Litwy. Siedmiokrotnie uczestniczyła w olimpiadach szachowych, dwukrotnie zdobyła złote medale za wyniki indywidualne. Najwyższy ranking w dotychczasowej karierze osiągnęła wiosną 2015 roku – zajmowała wówczas siódme miejsce na liście Światowej Federacji Szachowej, będąc jednocześnie na pierwszym miejscu wśród litewskich szachistek. Pięć lat temu zaangażowała się w litewską politykę, wstępując do Ruchu Liberałów. Mandat posłanki na Sejm uzyskała w 2015 roku. Rok później ponownie została wybrana do parlamentu. W Sejmie pracuje w Komisji ds. Europejskich i Komisji ds. Praw Człowieka. Jest wiceszefową parlamentarnej grupy przyjaciół Ziemi Szawelskiej.
Porozmawiajmy o sporcie. Jest Pani jednym z tych polityków, którzy grają namiętnie w szachy, uczestniczyła Pani wiele razy w zawodach. Znam podobną panią polityk na Łotwie, Danę Reizniece-Ozole, która jest obecnie ministrem finansów. Jak dla gracza w szachy wyglądało wejście do polityki?
To nie jest niespotykana kariera. Swoją przygodę w szachach zaczęłam 25 lat temu, gdy miałam sześć lat. Podróżowałam z szachami sporo, uczestniczyłam w europejskich czy światowych zawodach. A prawdę mówiąc między szachami a polityką jest pewien związek. Wielu polityków lubi szachy. Z kolei wielu profesjonalnych szachmistrzów, gdy kończą karierę, zostają politykami, by wspomnieć o Garim Kasparowie. Swoją energię przetransferował do polityki i jest tutaj dość widoczny. Ale są także mniej znane przykłady ze sceny międzynarodowej jak Dana Reizniece z Łotwy czy Alisa Marić, która była ministrem ds. młodzieży i sportu w Serbii, czy wiele innych. Więc dla mnie nie było to nic szokującego, zawsze gdzieś tam w tyle głowy miałam taką opcję. Byłam bowiem zawsze zainteresowana polityką. W pewnym momencie dostałam propozycję wejścia do Ruchu Liberalnego.
Czy doświadczenie szachowe pomaga w polityce?
Myślę, że tak. Dzięki szachom możemy trenować pewne cechy. Trzeba myśleć strategicznie, być cierpliwym, wiedzieć, jak wygrywać i jak przegrywać. To jest ważne także w życiu, nie tylko w szachach. One uczą ciężkiej pracy, tego, by uczyć się szybko nowych rzeczy. A przecież dokładnie tak jest w polityce. Nagle musisz nauczyć się czterdziestu nowych zagadnień. Szachy dają tutaj dobry trening. Sugerowałabym większej liczbie polityków, by grali w szachy.
Czy międzynarodowe kontakty, które zyskała Pani w szachach, także pomagają?
Nie ma takiego kraju w Europie, którego bym nie poznała z racji moich pasji szachowych. To się…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

