– Nie wejdziemy do jednego gabinetu z rosyjską „Zgodą”, ani z partią premiera Mārisa Kučinskisa – powiedział parę dni temu były minister sprawiedliwości w gabinecie Valdisa Dombrovskisa, obecnie szef konserwatystów, Jānis Bordāns. Oznacza to, że wbrew powyborczym przewidywaniom, bierze on pod uwagę rząd z udziałem populistycznej, antysystemowej partii „Do kogo należy państwo?” (KPV LV) Artussa Kaimiņša. Co ciekawe, znaczna część politycznej klasy Łotwy przez długi czas wykluczała partię Kaimiņša z powyborczych koalicji. Z tych samych powodów co parę lat temu partię byłej kontroler państwowej Inguny Sudraby „Od Serca dla Łotwy”. – „Projekt Kremla” – komentowali na Facebooku działacze Jedności czy narodowców, niepokojąc się wzrastającymi słupkami poparcia dla Kaimiņša. Narodowcy szli jeszcze dalej i o związki z Moskwą oskarżali nawet Nową Partię Konserwatywną, która podebrała im w ostatnich dwóch wyborach elektorat. Po niedzieli jednak ochłonęli i nie wykluczają współpracy ani z Kaimiņšem, ani wejścia do rządu Bordānsa. – Wszyscy do rządu, tylko nie rosyjska „Zgoda” – mówi lider narodowców Raivis Dzintars. Także kandydat „Jedności” na premiera Arturs Krišjānis Kariņš jest zaskoczony, że rozmowy z „projektem Kremla” KPV LV były „całkiem konstruktywne”. Wyraźnie widać zatem, że w trakcie kampanii wyborczej politycy centroprawicy nadużywali oskarżeń o związki z Moskwą w stosunku do co najmniej jednego ugrupowania.
Związek Zielonych i Rolników odejdzie?
– Nowy Sejm zaskakuje tym, że jest bardzo sfragmentaryzowany, ponadto silna do niedawna partia Związek Zielonych i Rolników drastycznie straciła poparcie. Ponad dwie trzecie posłów to nowicjusze, to największy taki współczynnik w historii Łotwy – analizuje na szybko w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim politolog Filips Rajevskis. W związku z tym, że Sejm jest sfragmentaryzowany i ewentualne koalicje mogą wisieć na włosku, kandydat na premiera liberalnej koalicji „Dla Rozwoju Łotwy” i „Ruchu Za!” Artis Pabriks, podobnie jak nacjonalista Raivis Dzintars, przelicytował Bordānsa i opowiedział się za sojuszem wszystkich sześciu „łotewskich” partii politycznych. Ani centroprawicowa „Jedność” ze swoim taktycznym kandydatem na szefa rządu Krišjānisem Kariņšem, ani wspomniani liberałowie, nie wysuwają wobec obytego na salonach politycznych Związku Zielonych i Rolników żadnych „czerwonych linii”. Te problemy ma tylko Bordāns, owładnięty personalną niechęcią do mera Windawy, o czym mówił zresztą w lipcu Przeglądowi Bałtyckiemu:
– Optymalna koalicja to taka, gdzie nie będzie „Zgody” ani Związku Zielonych i Rolników (...) Ich patrona, Aivarsa Lembergsa, mera Windawy, czeka trudny, ale sprawiedliwy proces. Musimy oczyścić atmosferę w Sądzie Najwyższym, w prokuraturze. Tam wszędzie są ludzie Lembergsa. Naszym zadaniem będzie taka reforma sądownictwa, by pozbyć się tych osób – powiedział mi…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

