Kłótnie na samym początku „W Druskienikach, które choć podobnie jak Wilno przed wojną należały do Polski, nie ma żadnego polskiego lobby: druskienicka mniejszość polska – to w dużej części emeryci i bezrobotni, nie ma tu polskich szkół, polskich przedstawicieli we władzach lokalnych, ani polskiego konsulatu” – pisała dwanaście lat temu dla „Tygodnika Wileńszczyzny” Anna Pilarczyk, nie zdając sobie sprawy, że i tak opisuje sytuację, która jest lepsza niż w 2018 r.. „Jesteśmy trochę tak jakby odosobnioną wyspą. I, niestety, ci którzy chcą nam zaszkodzić, to wyczuwają i wykorzystują" – narzekała wtedy w rozmowie z wileńską dziennikarką pierwsza prezes Związku Polaków w Druskienikach Paulina Lipowicz, w apogeum konfliktu polsko-polskiego, gdy w wyniku działań Ryszarda Maciejkiańca, byłego prezesa Związku Polaków w Wilnie, zmieniono zamki do Domu Polskiego w Druskienikach. „Do naszego Domu przychodziły setki polskich kuracjuszy, organizowaliśmy wieczorki, wspólnie śpiewaliśmy polskie piosenki, rozmawialiśmy. W naszych planach było otwarcie biblioteki. Udało się zdobyć bardzo dużo dobrych książek, one znajdują się w tym domu już tyle lat i nie wiadomo w jakim są stanie. My już zaczęliśmy robić katalogi biblioteczne, ale pan Maciejkianiec zmienił zamki i tak zostaliśmy bezdomni” – mówiła „Tygodnikowi Wileńszczyzny” Paulina Lipowicz. Co zmieniło się po dwunastu latach w mieście – postanowił sprawdzić Przegląd Bałtycki. Paulina Lipowicz *** Przed wojną w Druskienikach mieszkało parę tysięcy Polaków i parę tysięcy Żydów, Litwinów było jak na lekarstwo. Większa część Polaków wyjechała w wyniku pierwszej fazy repatriacji, kolejna część w latach pięćdziesiątych. Z tych osób najwyżej, bo do Sejmu Polski Ludowej, zaszedł Jerzy Surowiec, urodzony w 1944 roku w Druskienikach działacz Stronnictwa Demokratycznego, po II wojnie światowej wraz z rodziną skazany na zsyłkę za działalność antysowiecką. Obecnie mieszka w Darłowie na Pomorzu. Na tegorocznym „Maju nad Wilią”, organizowanym przez Romualda Mieczkowskiego, pojawił się dziennikarz „Polityki” Marian Turski, urodzony w Druskienikach, który jednak podkreśla, że jego związki z miastem są dość przypadkowe. W 1939 r. urodził się tutaj także Jeremy Bujakowski, indyjski narciarz alpejski polskiego pochodzenia, dwukrotny reprezentant Indii na zimowych igrzyskach olimpijskich, syn Haliny Korolec-Bujakowskiej, która w latach trzydziestych wspólnie z mężem odbyła podróż motocyklem z Druskiennik przez kraje Europy, Bliski i Środkowy Wschód, Indie, Birmę, Indochiny do chińskiego Szanghaju. Później w Druskienikach Polaków została garstka. Jednak gdy odradzało się życie polskie w latach dziewięćdziesiątych, był entuzjazm. Jeszcze o tym wspomnimy. *** Z Wiktorią Sienkiewicz, która od 2015 r. sprawowała funkcję szefowej Związku Polaków w Druskienikach, spotkałem się jeszcze w…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

