Zaza Urushadze w „Mandarynkach” wraca do wojny w Abchazji na początku lat 90. XX w. Można powiedzieć, że to kolejny film poruszający temat wojny, który tak często gości na ekranach. Jest to jednak obraz inny, bo jego akcja zamknięta w starej chacie i mandarynkowym sadzie zachwyca prostotą, zamyśleniem i mądrością. Margus (Elmo Nüganen) pielęgnuje w sadzie mandarynki podczas gdy Iwo (Lembit Ulfsak) zbija skrzynki, w których owoce będą składane podczas zbiorów. Obaj są potomkami Estończyków, którzy przybywali do Abchazji w XIX w., obaj przeżyli całe swoje życie w ciepłych i słonecznych dolinach opartych o zbocza Kaukazu. Na początku lat 90. XX w. w Abchazji wybuchła wojna między Gruzinami i Abchazami, którzy chcieli wybić się na niepodległość. W konflikt włączyli się Rosjanie i czeczeńscy najemnicy z Północnego Kaukazu. Mniejsze narodowości stały się albo świadkami nienawiści i okrucieństw, jak choćby nasi bohaterowie, albo zostali ewakuowani do ojczyzny przodków, jak rodziny Iwo i Marg...
Pozostało jeszcze 74% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


