Margarita Källo urodziła się w 1981 roku. Po ukończeniu gimnazjum w Narwie kształciła się na studiach z dziedziny opieki społecznej w Tallińskim Uniwersytecie Pedagogicznym, następnie zaś studiowała stosunki międzynarodowe oraz finanse i księgowość na Tallińskim Uniwersytecie Technicznym. Pracowała jako pracownik socjalny w Finlandii, następnie zaś w estońskim Swedbanku, w Eesti Energia Õlitööstus, Belstroj Baltic i Ernst & Young Baltic. W 2018 roku podjęła pracę w Fundacji Integracji, zaś 1 października 2019 roku objęła funkcję dyrektorki Domu Języka Estońskiego w Narwie. Oprócz estońskiego i rosyjskiego porozumiewa się w językach angielskim i fińskim. Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Pierwsze pytanie chciałbym zadać o Dom Języka Estońskiego, funkcjonujący w Narwie, którego jest Pani kierowniczką, a także o Fundację Integracji, która działa tutaj w Tallinnie. Dlaczego państwo estońskie stworzyło te instytucje, jaki był cel? Margarita Källo: W 2018 r. jako Fundusz Integracji (Integratsiooni Sihtasutus) obchodziliśmy swoje dwudziestolecie, powstaliśmy jako agenda rządu estońskiego, powołało nas do życia Ministerstwo Kultury. Początki instytucji zajmujących się integracją społeczną były takie, że kupowały kursy języka estońskiego od szkół językowych i oferowały je za darmo tym, którzy chcieli się uczyć języka państwowego. Byli to w zdecydowanej większości Rosjanie, ale teraz sytuacja się trochę zmieniła, bo estońskiego chce się uczyć coraz więcej cudzoziemców z różnych stron świata mieszkających w Estonii. Jednak w Narwie i we Wschodniej Wironii „naszymi klientami” są wciąż głównie Rosjanie. W 2018 r. podjęliśmy decyzję, że zaczniemy uczyć nie tylko języka estońskiego, ale także kultury i pewnych „umiejętności miękkich”. Powstały dwa Domy Języka Estońskiego (Eesti Keele Maja): jeden w Tallinnie, drugi w Narwie. W 2019 r. siedziba Fundacji Integracji praktycznie znalazła się w tym drugim mieście. Dom Języka Estońskiego został otwarty w Narwie 1 października. Będziemy teraz pod jednym dachem z Fundacją Integracji, będziemy wspólnie koordynować nasze akcje. Chcemy być otwartą organizacją, żeby każdy mógł do nas przyjść i brać udział w naszych aktywnościach. Nie organizujemy zresztą tradycyjnych kursów języka estońskiego, gdzie otwiera się podręcznik, wertuje strony, robi ćwiczenia. Chcemy ludzi pobudzić do zainteresowania językiem państwowym poprzez „metody aktywnej edukacji”. Chodzimy do muzeów, odwiedzamy wystawy, byliśmy jeden tydzień na wyspie Sarema, gdzie Rosjanie z Narwy mogli się „zanurzyć” w estońskości. Cofnijmy się do lat dziewięćdziesiątych. Wspomniała Pani, że Wasza instytucja była odpowiedzialna za wykupywanie kursów języka estońskiego. Czyli generalnie kursy tego języka nie były wtedy darmowe jak obecnie? Nie były, każdy musiał się sam o nie zatroszczyć, jeśli chciał zdać egzamin i uzyskać estońskie obywatelstwo. Dopiero od paru lat…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

