Właśnie w ten sposób ja, który wyrosłem na Karolince (dzielnica Wilna – przyp. red.), w dzieciństwie prowadzony obowiązkowo za rączkę do ówczesnej Galerii Obrazów w Katedrze, do nieskończonych barokowych cudów św. Piotra i Pawła – było ich zawsze zbyt dużo, abym mógł ogarnąć je dziecięcymi myślami, w pamięci zachowywałem jedynie uczucie wirującego chaosu białych stworzeń i form – stąpający posłusznie zaśnieżonymi alejkami przy grobie Jonasa Basanavičiusa z okazji 16 lutego, gdzie oglądający się przez ramię ludzie rzędami wynurzali się z ciszy i gęstnieli nagle w niewielki milczący tłum przy oświetlonym tysiącem zniczy pagórku, i wszystkie te wydarzenia były niesamowite, po dziecinnemu ważne w tamtym czasie, gdy brało się w nich udział, ale zarazem były częścią jakiegoś obcego świata dorosłych, bo…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

