Początek obecnej kampanii wielu jest skłonnych wiązać z wydarzeniami na Ukrainie w 2014 roku. Jest oczywiste, że przeprowadzona przez Rosję aneksja Półwyspu Krymskiego i rozpoczęcie inwazji na wschodnią Ukrainę wzbudziło z początku duży niepokój także na Litwie. Później ten niepokój tylko rósł, a w sposób szczególny znalazł on upust w usuwaniu z przestrzeni publicznej pozostających jeszcze upamiętnień sowieckiej przeszłości. Najwięcej dyskutowano o zdemontowanych w 2015 roku rzeźbach z Zielonego Mostu. Jednak de facto ten proces zaczął się wcześniej. We wrześniu 2013 roku, nocą, podobnie jak w przypadku rzeźb na Zielonym Moście, ze skweru przed ówczesnym Ministerstwem Edukacji i Nauki zostało usunięte popiersie pisarza Liudasa Giry.
W 2019 roku proces ten obrał nieco inny kierunek. W lipcu wileńska rada miejska podjęła decyzję w sprawie zmiany nazwy alei Kazysa Škirpy i przemianowania jej na aleję Trójkoloru (litewskiej flagi – przyp. red.), a nocą 27 lipca ze ściany budynku Biblioteki Wróblewskich została zdjęta tablica pamiątkowa Generała Wichra (Jonasa Noreiki – przyp. red.), która już wcześniej wywoływała w społeczeństwie wiele dyskusji. Wobec takich działań litewskich władz użyłbym terminu polityka historyczna.
Polityka historyczna to poważna sprawa. Jest ważna nie dlatego, że za pomocą środków politycznych w życiu społecznym podkreśla się konkretne wydarzenia z przeszłości, ale z uwagi na realizację celów bieżących i przyszłych. Politycy, którzy podejmują decyzje o publicznym upamiętnianiu osób i zdarzeń, przeszłością się nie przejmują.
Przypominając wydarzenia historyczne albo wychwalając postacie, wychowują oni społeczeństwo i dążą do tego, żeby nadać znaczenie konkretnym wartościom, które uważają za istotne. Likwidując upamiętnienia przeszłości, do których odwołują się inni politycy, wysyłają oni zarazem społeczeństwu sygnał, że pewne historyczne narracje przestały być aktualne dla teraźniejszości i przyszłości. Tworzenie, burzenie i zapomnienie o miejscach pamięci to trzy ważne części składowe polityki historycznej.
Patrząc na niedawne przypadki burzenia pomników, można je też scharakteryzować w bardziej wyrafinowany sposób. Jest oczywiste, że na polu walki zderzyły się dwa modele litewskiej tożsamości: litewsko-narodowy, akcentujący interesy litewskiej grupy etnicznej i ignorujący inne narody historycznie zamieszkujące Litwę, oraz litewsko-europejski, obejmujący nie tylko traumatyczne doświadczenia pozostałych etnosów Litwy, ale także Holokaust.
Ta druga kwestia jest jedną z najważniejszych na Zachodzie, a skoro część Litwinów uważa, że należy do tej cywilizacji, to akcentowanie takich wartości stanowi ważny element prozachodniej tożsamości obywateli Litwy. Ten konflikt można opisać też prościej: jako kłótnię między „narodowcami” i „liberastami”.
W takim wypadku, gdy mowa jest o konflikcie tożsamości, staje się oczywiste, że w obu obozach górę biorą emocje, a argumentów nie chce…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

