Kowno od paru dni huczało od plotek. Podobno w parku miejskim spalił się jakiś chłopak, przed Teatrem Muzycznym, przy alei Wolności, w samym centrum miasta. Podobno był z Wiliampola, miał długie włosy i zanim się podpalił, krzyknął „Wolność dla Litwy!”. 17 maja wieczorem Rimas Baužys, słuchacz szkoły technicznej, poszedł do popularnego wśród kowieńskiej młodzieży klubu „Akvarium”. Inaczej niż w innych lokalach miasta, tutaj wejścia nie pilnowali działacze Komsomołu, mierzący wchodzącym długość włosów. Baužys wypytywał wszystkich o tego, który się spalił. Ktoś wreszcie przyznał – samobójca nazywał się Romas Kalanta, mieszkał na Wiliampolu przy ul. Panerių, a jutro (czyli 18 maja) będzie jego pogrzeb. Baužys – jak wielu innych – nie zdążył na zaplanowany na 15 pochówek Kalanty. Wskutek nacisków władz…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!


