Chodząc między ceglanymi murami świeżo odnowionej starówki w Tallinnie, z jej kosmopolitycznym klimatem, można się poczuć jak w Skandynawii. Podróż promem do Helsinek zabiera tylko dwie godziny, a do Sztokholmu statki odpływają codziennie. Natomiast dwie, trzy godziny jazdy autem na wschód od Tallinna wciąż jesteśmy co prawda w Estonii, w Unii Europejskiej, w eurolandzie, ale można się już tutaj poczuć jak w Rosji. Ludzie mówią po rosyjsku, jedzą rosyjskie potrawy, mieszkają w sowieckich blokowiskach. Bo północny wschód Estonii wraz z miastem granicznym Narwą jest zamieszkany w większości przez Rosjan. Łącznie rosyjska mniejszość stanowi prawie jedną czwartą ludności państwa, także w Łotwie i Litwie żyje wiele osób rosyjskiego pochodzenia. Większość przybyła do Nadbałtyki w czasach sowieckiej okupacji, osiedlani tutaj jako robotnicy w czasach Stalina i jego następców. Gdy przed ćwierćwieczem Estończycy, Łotysze i Litwini ponownie uzyskali niepodległość, większość rosyjskojęzycznych zos...
Pozostało jeszcze 93% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


