Roberts Putnis urodził się w 1976 roku w Alūksnē. W przeszłości mieszkał w Niemczech, gdzie należał do lewicowej SPD i działał w lokalnej społeczności łotewskiej. W latach 2004-2008 sprawował funkcję przewodniczącego rady „Stowarzyszenia na Rzecz Otwartości DELNA”, które walczyło z korupcją na Łotwie. Od 2015 do 2017 r. stał na czele Wydziału Polityki Medialnej Ministerstwa Kultury Łotwy. W 2017 r. został sekretarzem generalnym lewicowej partii „Postępowi”, obecnie jest jej przewodniczącym. Jest pierwszym szefem partii politycznej na Łotwie należącym do społeczności LGBT. Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Zacznijmy naszą rozmowę od Baltic Pride, w którym zarówno Pan, jak i Pana organizacja polityczna wzięła udział. Tak się składa, że tego samego dnia mieliśmy w Warszawie Paradę Równości, która zgromadziła 45 tysięcy uczestników. To był rekord. Baltic Pride nigdy nie był tak popularny, ale teraz także mieliśmy do czynienia z największą liczbą demonstrantów. Jakie są Pana wrażenia z tego dnia? Roberts Putnis: Czuję się bardzo szczęśliwy. Jeszcze dzień przed Baltic Pride rozmawiałem z organizatorami i oni mi mówili, że oczekują 2-3 tysięcy uczestników. A przyszło trzy razy więcej. Według danych policji, która zawsze zaniża liczbę demonstrantów, bo działacze LGBT twierdzą, że osób mogło być więcej. Większość uczestników była Łotyszami? Wśród demonstrantów byli nasi sąsiedzi, Litwini i Estończycy, ale tak, sądzę, że większość to jednak byli Łotysze.
I nikogo z Socjaldemokratycznej Partii „Zgoda”, która teoretycznie ma bronić lewicowych wartości. Dzień przed paradą zamieściłem wpis na Twitterze z pytaniem, gdzie podział się łotewski reprezentant „Rainbow Rose”, czyli organizacji skupiającej gejów i lesbijki, należących do którejś z organizacji zgrupowanej w Partii Europejskich Socjalistów. Także „Zgoda” teoretycznie ma taką organizację. Niestety nawet Boris Cilewicz, którego bardzo szanuję jako człowieka i który na Twitterze zazwyczaj odpowiada, nie był w stanie udzielić mi informacji. Bo „Zgoda” nie chce się afiszować z poparciem dla osób LGBT. Nie sądzę zatem, by w „Zgodzie” funkcjonowała jakaś grupa otwarta na osoby LGBT. Znam dobrze kulturę tej organizacji. Pytałem przez Baltic Pride działaczy młodzieżówki „Zgody”, czy będzie obecna na wydarzeniu. Odpowiedzieli w ten sposób, że pojedyncze osoby, na podstawie indywidualnej decyzji, może tak, ale cała organizacja nie pójdzie. „Zgoda” ma problem ze swoją tożsamością, co widoczne jest nie tylko przy sprawach LGBT, ale także prawach kobiet czy kwestiach społecznych. Obecnie na Łotwie toczy się dyskusja na temat reformy służby zdrowia, która wyklucza bardzo dużą grupę…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

