Siim-Valmar Kiisler urodził się w 1965 r. w Tallinnie. W 1991 r. ukończył studia na stołecznym Uniwersytecie Technicznym. Był zatrudniony w spółce prawa handlowego Glacier Eesti AS, pełniąc m.in. obowiązki przewodniczącego rady nadzorczej. Był wybierany do rady miejskiej Tallinna, sprawował m.in. funkcję burmistrza dzielnicy Śródmieście (Kesklinn). W 2003 r. dostał się po raz pierwszy do Riigikogu z listy partii Res Publica, która połączyła się w 2006 r. z Isamaa w Isamaa ja Respublica Liit (obecnie partia Isamaa, pol. „Ojczyzna”). W 2007 r. został wiceministrem w resorcie gospodarki i łączności kierowanym przez Juhana Partsa, zaś rok później ministrem ds. regionalnych w drugim i trzecim rządzie Andrusa Ansipa. Pełnił funkcję do 2014 r., gdy Ojczyzna opuściła koalicję rządową z Partią Reform. W 2017 r. został ministrem środowiska w rządzie kierowanym przez Jüriego Ratasa, którym był do 2019 r.
Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Chciałbym zacząć naszą rozmowę od wyborów do Riigikogu, które odbyły się w marcu. Gdy jesienią 2018 r. spotykałem się z Waszym politykiem, byłym ministrem, Marko Pomerantsem, wtedy partia Isamaa miała trudną sytuację w sondażach, wróżono nawet, że może nie wejść do parlamentu. Tymczasem w wyborach uzyskaliście całkiem przyzwoity wynik, udało Wam się nawet prześcignąć socjaldemokratów. Czy to było zaskoczenie dla Pana?
Siim-Valmar Kiisler: Niekoniecznie dlatego, że w sondażach nasza partia zawsze wypadała słabiej niż przy urnie wyborczej. Nasz elektorat jest bardzo wymagający, składa się z ludzi którzy generalnie wątpią. W sondażach mówili, że nie wiedzą na kogo będą głosować, że nie mają swojej partii, ale w ostateczności zagłosowali na nas.
Jeśli zaś chodzi o problemy naszego ugrupowania, to każdy może mieć inny pogląd. Ja uważam, że po fuzji Res Publiki i Isamaa w 2006 r., dzięki której powstała jednolita partia Isamaa ja Respublica Liit, poprzednik Isamaa, mieliśmy w naszym ugrupowaniu wiele „gwiazd politycznych”, wiele naprawdę znaczących polityków, w wyniku czego pojawiły się napięcia wewnętrzne. Nie mieliśmy wystarczającej liczby miejsc w parlamencie czy w rządzie, by zaspokoić ambicje wszystkich.
Kolejną przyczyną naszej słabszej popularności był wzrost poparcia dla prawicowych populistów z EKRE. Wielu narodowo, patriotycznie nastrojonych wyborców, którzy wcześniej głosowali na Isamaa, przerzuciło swojej poparcie na partię Marta i Martina Helme. Oni nazywają się „narodowymi konserwatystami”, ale dla mnie w ogóle nie są konserwatystami. Można ich porównać do Alternatywy dla Niemiec albo Brexit Party. My zaś jesteśmy partią siostrzaną CDU, członkiem Europejskiej Partii Ludowej.
Krytykuje Pan EKRE, ale Wasze ugrupowanie zdecydowało się wejść w koalicję nie z liberalną Partią Reform i…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

