„Pamiętajcie, od partyzanta do bandyty tylko jeden krok” – te słowa miał wypowiedzieć do swoich żołnierzy Gracjan Fróg „Szczerbiec”, jeden z najsłynniejszych dowódców polskiego podziemia na Wileńszczyźnie. Słowa dowódcy 3 Brygady Wileńskiej AK sprawdziły się w przypadku jednego z jego podkomendnych. Dowódca 1 kompanii szturmowej w 3 Brygadzie, Romuald Rajs „Bury” zasłynąć miał później jako sprawca jednej z najgłośniejszych zbrodni partyzantki antykomunistycznej. Na przełomie stycznia i lutego 1946 roku dowodzony przez Rajsa oddział Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego wymordował mieszkańców kilku wsi na Podlasiu, w okolicach Bielska. Ofiary – prawie 80 osób, dorośli i dzieci, mężczyźni i kobiety – należeli do miejscowej ludności prawosławnej. O zbrodni Rajsa i jego podkomendnych przypomina się nie tylko w jej rocznicę, ale także 1 marca – w ustanowiony w 2011 roku Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Nie wszyscy bowiem podzielają bezkrytyczne, afirmatywne podejście do fenomenu polskiej partyzantki antykomunistycznej. Dziś wydaje się, że uhonorowanie żołnierzy tzw. „drugiej konspiracji” zostało już na trwałe wpisane w oficjalną polską politykę historyczną. Hołd „wyklętym” oddają najwyżsi urzędnicy państwowi od prezydenta począwszy. Dla krytyków wspomniana postać Rajsa jest symbolem i dowodem na zakłamanie państwowego kultu, w którym nie ma miejsca na dyskusję o zbrodniach i pamięć o ofiarach.
Najnowsza książka Piotra Zychowicza, tym razem poświęcona właśnie „wyklętym” – „Skazy na pancerzach” – idzie pod prąd dwóch narracjom jednocześnie: bohaterskiej, bezkrytycznej, przedstawiającej żołnierzy podziemia jako herosów bez skazy i godne wzorce do naśladowania oraz krytycznej, negującej zasługi „wyklętych”, widzącej w nich jedynie bandytów, zbrodniarzy z krwią cywilnych ofiar na rękach. Swoimi tekstami o tematyce historycznej, publikowanymi na łamach „Rzeczpospolitej” i „Do Rzeczy”, autor przyzwyczaił swoich czytelników do tego, że lubi prowokować, stawiać śmiałe tezy, uderzać w narodowe mity. Podobnie czynił w książkach, które wywołały burzliwe dyskusje, jak choćby „Obłęd '44”, krytykująca wywołanie powstania warszawskiego. Nie inaczej jest w przypadku „Skaz na pancerzach”, które ukazały się tuż przed Dniem Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, a także w środku debaty wokół kontrowersyjnych zmian w ustawie o IPN. „Skazy na pancerzach” nie są lekturą łatwą i przyjemną. A szczególny dysonans poznawczy będą musieli przeżyć czytelnicy wychowani w kulcie polskiego munduru, przekonani o tym, że żołnierz polski nigdy nie dopuścił się żadnej zbrodni. Zychowicz pisze bowiem o licznych przypadkach, gdy mundur polskiego żołnierza został splamiony mordem na bezbronnych cywilach. W opisach zbrodni autor nie ucieka się do eufemizmów. Te opisy są niejednokrotnie drastyczne…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

