Andris Sprūds jest łotewskim politologiem i badaczem stosunków międzynarodowych, od 2009 roku dyrektorem Łotewskiego Instytutu Polityki Zagranicznej (Latvijas Ārpolitikas Institūts). W 1997 roku ukończył roczne studia magisterskie w zakresie historii Europy Środkowej na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie, a rok później czteroletnie studia magisterskie w zakresie stosunków międzynarodowych na Wydziale Historii i Filozofii Uniwersytetu Łotewskiego. W 2005 roku uzyskał na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego stopień doktora nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce. W przeszłości był adiunktem w Zakładzie Stosunków Międzynarodowych i Bezpieczeństwa Narodowego w Wyższej Szkole Biznesu – National-Louis University w Nowym Sączu. Obecnie prowadzi wykłady m.in. w Uniwersytecie Stradiņša w Rydze.
Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Nie będę pytać o zamach w Sztokholmie, choć wszyscy tym żyją, zapytam o politykę europejską. Parę tygodni temu na stanowisko szefa Rady Europejskiej wybrano Donalda Tuska. Niejednogłośnie, bo bez poparcia własnego kraju. Łotwa, podobnie jak pozostałe dwa państwa bałtyckie, głosowała za Tuskiem, co pewnie nie spodobało się polskiemu rządowi, który miał własnego kandydata. Dlaczego politycy w Rydze postanowili poprzeć Donalda Tuska?
Andris Sprūds: Z tego samego powodu, dla którego za kandydatem Europejskiej Partii Ludowej opowiedzieli się przedstawiciele pozostałych państw. Nie mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy część krajów ma takiego, a część krajów innego kandydata. To właściwie był kandydat całej Unii Europejskiej. Wybór był zatem bardzo jasny. Skoro większość krajów zdecydowała się poprzeć Tuska, dla Łotwy byłoby głupio stanąć na przegranej pozycji. Trzeba pomyśleć czym jest funkcja przewodniczącego Rady Europejskiej. Oczywiście nikt nie jest ideałem i Donald Tusk także nie jest ideałem, można pytać, czy tego czy owego nie można by było zrobić lepiej. Ale z drugiej strony myślę, że Tusk, który był premierem Polski przez siedem lat jest bardziej widoczny niż Herman Van Rompuy, jest bardziej aktywny. To co dla nas bardzo ważne, dla Łotwy, to fakt że Tusk jest przedstawicielem naszego regionu. Zna sytuację Europy Środkowo-Wschodniej.
PiS twierdził jednak, że o wiele lepiej w tej funkcji poradziłby sobie Jacek Saryusz-Wolski.
Dla nas Łotyszy wchodzić w walki wewnątrzpolskie byłoby bardzo niezręcznie. Chcemy grać na poziomie europejskim. Dla naszego kraju ta cała sytuacja była dość przykra. Rozumiem, że Polska pokazała swoje stanowisko, swój głos, ale myślę, że summa summarum Warszawa straciła. Dla nas to jest przykre, bo Polska jest ważnym graczem w regionie, z Polską nas łączy bardzo dużo. Zawsze powtarzam, że Polska jest strategicznym elementem istnienia państw bałtyckich. Dlatego Polska, która jest wiarygodna w Unii Europejskiej i jest szanowana, jest…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

