Stanisław Tarasiewicz urodził się w 1966 r. na Wileńszczyźnie. W 1983 r.ukończył szkołę średnią im. Stanisława Moniuszki w Kowalczukach, później zaś także zawodową szkołę kolejarską w Wilnie. Od 1989 do 1994 r. kształcił się w dziedzinie historii na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Po powrocie na Litwę pracował w pismach „Słowo Wileńskie”, „Gazeta Wileńska” i „Kurier Wileński”. Od 2000 r. był zatrudniony jako asystent posła na Sejm. Zaangażował się w działalność w Związku Liberałów i Centrum Artūrasa Zuokasa, wielokrotnie kandydował z jego listy w wyborach samorządowych i sejmowych. Po powstaniu Litewskiego Związku Wolności w 2014 r., będącego następcą liberało-centrystów, został szefem jego oddziału w rejonie wileńskim. W styczniu 2019 r. ogłosił start na radnego rejonu wileńskiego z listy Gediminasa Kirkilasa i jego Litewskiej Socjaldemokratycznej Partii Pracy. Żonaty, ma trzech synów. Od paru lat mieszka w Wielkiej Brytanii, dokąd wyemigrował „za chlebem”.
Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Przez całe lata był Pan związany z partią Artūrasa Zuokasa, był Pan jej szefem na rejon wileński. Obecnie kandyduje Pan z listy Litewskiej Socjaldemokratycznej Partii Pracy Gediminasa Kirkilasa. Co się stało?
Stanisław Tarasiewicz: Opowiem o wszystkim od początku. Niedawno przy okazji zbierania obowiązkowych podpisów mieszkańców rejonu wileńskiego na listę z której startuję, zwróciłem się z prośbą o wsparcie do swoich przyjaciół, znajomych rzeczywistych oraz facebookowych. Zaznaczyłem zarazem, że nie zmieniłem ani swoich poglądów ani też przynależności partyjnej. Nadal jestem bowiem członkiem drużyny politycznej mera Artūrasa Zuokasa, wspieram go w tegorocznych wyborach na mera Wilna, bo uważam, że poglądy jego ugrupowania, podejście do problematyki stolicy Litwy, są najlepszą opcją dla Wilna. A więc nic się nie stało ani z moimi przekonaniami politycznymi ani też nic się nie zmieniło w moich relacjach z Artūrasem i jego drużyną.
Jak zatem rozumieć Pański start z listy Gediminasa Kirkilasa, skoro nadal wspiera Pan Litewski Związek Wolności i jest jego szefem w rejonie wileńskim?
Jest pewien problem techniczny. Litewski Związek Wolności, czyli partia mera Zuokasa, postanowiła nie wystawiać własnej listy w rejonie wileńskim, z którym jestem związany od urodzenia. Początkowo więc nawet nie planowałem uczestniczyć w wyborach, najwyżej poprzez samo głosowanie. Otrzymałem jednak kilka propozycji wystartowania. Wahałem się, dlatego znów na Facebooku zapytałem swoich znajomych i przyjaciół, czy powinienem przystać na takie propozycje. Ich odpowiedź była jednoznaczna. A najbardziej przekonywająca dla mnie była odpowiedź Artūrasa Zuokasa, który napisał krótkie „powinieneś”. Stąd mój udział w tegorocznych wyborach samorządowych.
Tylko dlaczego od razu Kirkilas i jego „starzy socdemowie”? Nie było innych partii?
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

