Svens Kuzmins (ur. 1985) – łotewski pisarz, aktor i artysta. Pochodzi z łotewskiej Rzeżycy, z rodziny artystycznych dysydentów. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych Łotwy oraz słuchacz kierunków artystycznych w Manchester Metropolitan University. Autor zbioru opowiadań Pilsētas šamaņi (pol. “Szamani miasta”, 2016), powieści Hohma (Chochma, 2019) oraz Dizažio (pol. “Disagio”, 2021), za którą otrzymał Łotewską Nagrodę Literacką. Ponadto współtworzy grupę aktorską Nerten, współpracuje z redakcją czasopisma Rīgas Laiks i od czasu do czasu prowadzi literacki talk show w łotewskim Radio 1. W Polsce właśnie ukazała się jego powieść Chochma w przekładzie Agnieszki Smarzewskiej, opublikowana przez Wydawnictwo Marpress w serii Bałtyk. Agnieszka Smarzewska: Trudno nie rozpocząć tej rozmowy pytaniem, które główny bohater Twojej książki zadaje po kolei każdemu ze swoich rozmówców: „Nie masz czasami wrażenia, że ty to niezupełnie ty, a ktoś zupełnie inny?” Svens Kuzmins: Tak, zdarzało mi się mieć takie wrażenie. Po prawdzie było to jedno z pierwszych pytań, które zapoczątkowało wiele pomysłów z książki. Oczywiście nie spotkał mnie dokładnie ten sam los, jaki przypadł w udziale głównemu bohaterowi, ale cała opowieść nie jest pozbawiona pewnych szczegółów autobiograficznych. Pisarz, artysta aktor – która z artystycznych ścieżek jest Ci najbliższa? Czy może jest raczej tak, że jedna nie mogłaby istnieć bez drugiej? Ze wszystkich sztuk literatura jest mi najbliższa. Ale raczej za sprawą zbiegu okoliczności. Z różnych przyczyn akurat pisanie pomogło mi najpełniej wyrazić siebie, naturalniej niż cokolwiek innego. Jednak każda z uprawianych sztuk jest dla mnie równie ważna. Sęk w tym, że nie traktuję ich jako odrębne dziedziny. Sztuka to jedna wspólna rozmowa, której nie ograniczają przestrzeń i czas. To całość. Dlatego moje pisarstwo nie mogłoby istnieć bez, dajmy na to, muzyki i malarstwa. I oczywiście bez architektury. Moja relacja z architekturą wyraźnie odciska się na moich tekstach. Na szczęście Artysta nie jest zobligowany do wyboru jednej wąskiej specjalizacji, jak to często bywa, na przykład, na polu współczesnej nauki. Wystarczy, że po prostu żyjesz sztuką. Jeśli chcesz, bierzesz w niej udział jak w niekończącej się rozmowie, choć i to nie jest przecież żaden obowiązek. Chochma to Twoja druga książka. Właśnie ukazała się w Polsce jako pierwsza Twojego autorstwa. Intrygujący tytuł to nazwa fikcyjnego miasteczka na mapie Łotwy. Dlaczego zdecydowałeś się właśnie na tak brzmiącą nazwę? Odpowiedniej nazwy dla miasta szukałem bardzo długo. Powieść była już gotowa, a żadna z propozycji nie wydawała się wystarczająco dobra. I wtedy dowiedziałem się, że słowo „chochma” (łot. „hohma” – przyp. tłum.), które w żargonie sowieckich…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!



