Maciej Giers: Zacznijmy od genezy. Skąd pojawił się pomysł na wystawę malarstwa Północy?
Agnieszka Bagińska: W 2018 roku Muzeum Narodowe uczestniczyło w wystawie sztuki Młodej Polski w Göteborgu, gdzie pojechało około 50 obrazów z naszego muzeum. Przy okazji mogliśmy, po raz pierwszy, zobaczyć sztukę nordycką. Muzeum w Göteborgu ma bowiem historyczną, XIX-wieczną kolekcję rodziny Fürstenbergów, która gromadziła dzieła artystów najnowszych, właśnie z obszaru nordyckiego. Mogliśmy więc poznać cały przekrój tematów, technik, nurtów tego malarstwa, do tego w polskim kontekście, który tworzyła organizowana przez nas wystawa. Mnie najbardziej urzekła najwyższa jakość dzieł malarstwa nordyckiego w tej kolekcji, ale też pewne powiązania, które moglibyśmy znaleźć z polskim malarstwem tego samego okresu. Koledzy z muzeum w Göteborgu też je dostrzegali. Możliwe było wskazanie nawet konkretnych malarzy, którzy działali w Szwecji i Polsce i malowali podobnie. Oczywiście upraszczam, bo wiele zależało od kontekstu miejsca i epoki, ale był to pierwszy impuls. Teraz mam nadzieję, że malarstwo nordyckie urzeknie więcej osób.
Na wystawie w Muzeum Narodowym w Warszawie malarstwo nordyckie przeplatane ma być ponownie malarstwem polskim. Jakie konkretnie podobne wątki znaleźli państwo w obrazach z dwóch stron Morza Bałtyckiego? Czy możemy mówić też o bezpośrednich inspiracjach i kontaktach?
Wojciech Głowacki: Często te związki mają charakter nieuchwytny, co nie znaczy, że niewidoczny. W pracy nad wystawą, w przypadku polskich kontekstów, mieliśmy raczej taki problem, że trzeba było ograniczyć wybór. Malarstwo nordyckie i polskie mają swoje odrębne specyfiki, ale kładziemy na wystawie nacisk, przede wszystkim, na związki i podobieństwa. Biorą się one z podobnych ścieżek artystycznych twórców w końcu XIX wieku, zbliżonych aspiracji i wspólnych źródeł inspiracji Zarówno region nordycki, jak i Polska znajdowały się w tamtym okresie na peryferiach tradycyjnego świata sztuki, z Paryżem, Monachium, Düsseldorfem, Wiedniem czy Londynem jako jego centrami. Z tej przyczyny artyści zarówno z Północy, jak i Polski migrowali właśnie do Paryża, aby tam się uczyć. Wiemy na przykład, że Władysław Ślewiński znał fińskiego artystę Pekkę Hallonena, a choćby Konrad Krzyżanowski, za sprawą swoich wyjazdów do Finlandii i studiów w Petersburgu, był zaznajomiony z malarstwem np. Akselego Gallena-Kalleli.
Agnieszka Bagińska: Warto dodać, że podobne były dążenia, pragnienie stworzenia sztuki własnej, odrębnej. Wydaje się, że wystawa w naszym muzeum będzie też pewnym eksperymentem – gdy organizujemy duże ekspozycje malarstwa XIX-wiecznego pojawiają się na nich często konteksty zagraniczne. Tym razem niemal cała wystawa opierać się będzie na obrazach sprowadzonych z zagranicy, z dodanym kontekstem polskim. To trochę odwraca sposób myślenia o wpływach, inspiracjach, czy…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

