Wieloryb z Greifswaldu w trzech odsłonach

Syreny, gryf, złota rybka – już te trzy mogłyby zapełnić stronice niejednego bestiariusza. Tak, na Pomorzu obserwujemy szczególny wysyp zwierzęcych dziwostworów, tworzących miejskie, regionalne, a nawet państwowe ikonografie.

|

Bałtycki śledź pojawia się w nazwie popularnego kurortu Heringsdorf, ryba jest oficjalnym miejskim symbolem dumnego Barth, mitycznego gryfa (najczęściej czerwonego), czyli połączenie lwa (króla ziemi) z orłem (władcą przestworzy), znajdziemy w herbie znaczącej części miast dawnego książęcego Pomorza, w Prenzlau pojawi się w wariancie złotym wraz z łabędziem, w Szczecinku – czarnym wespół z jesiotrem. Jest obecny w nazwie Gryfina, Gryfic i tytułowego Greifswaldu. A jest jeszcze rybogryf, czyli połączenie już trzech żywiołów (!) – godło Uznamu, Sławna, Darłowa, Łeby, prominentnych grafów von Puttkamer. Z czasem odkryto w gryfie polityczno-ikonograficzny dualizm niegdyś świetnego księstwa, kumulował bowiem symboliczne emblematy obu państw, między które podzielono je na mocy traktatów westfalskich: szwedzkiego lwa i pruskiego orła. Efektowne, choć niepokojące czerwone wilki odkryjemy w herbie rodziny von Borcke, z której pochodzić będzie pierwsza lokalna (i pierwsza romantyczna) „czarownica”. Także pomorska Słowiańszczyzna miała swoich zwierzęcych bohaterów, a to Biały Koń Swarożyca z Arkony, a to Czarny Koń szczecińskiego Trygława, wykorzystywanych przez żerców do wróżenia przyszłości i odczytywania znaków czasu i przeznaczenia, a których zabicie odbierano jako świętokradztwo i kres porządku polityczno-religijnego. W 1914 roku podczas prac remontowych w Trzebiatowie (wówczas Treptow an der Rege) odkryto niezwykłe sgraffito, przedstawiające ni mniej, ni więcej tylko słonia. Po drobiazgowej kwerendzie okazało się, że mogła to być pochodząca z Cejlonu słonica Hansken, która przybyła do pomorskiego grodu wraz z cyrkiem, najpewniej w 1639 roku, jeśli tak – była tym samym zwierzęciem, które uwiecznił na grafice Adam i Ewa (1638) sam Rembrandt (!). Tymczasem zajmijmy się innym ogromnym gabarytowo ssakiem, który na całe wieki elektryzował wyobraźnię mieszkańców Greifswaldu i nie tylko...

Akt pierwszy

XVI-wieczny Greifswald, jedno z najważniejszych miast książęcego Pomorza, słynął z pierwszego w regionie uniwersytetu, erygowanego w 1456 roku, dużego browaru, portu gwarantującego mieszkańcom dostęp do zagranicznych towarów, i nekropolii lokalnej dynastii, położonej malowniczo w parku przy cysterskim klasztorze w Eldenie. Pod koniec marca 1545 roku na mieliźnie nieopodal wspomnianego konwentu znaleziono martwego wieloryba. Moment zjawienia się „morskiego potwora” był znamienny, minęła właśnie dekada od przyjęcia przez Pomorze nowej luterańskiej konfesji (księstwo należało do pionierów w skali całej Rzeszy Niemieckiej), w listopadzie 1545 roku na świat przyszedł książę wołogoski Ernest Ludwik (z tej linii pomorskich Gryfitów, której przypadł Greifswald), którego nagły zgon, spowodowany, jak uwierzono w kolejnym stuleciu, klątwą rzuconą przez odtrąconą kochankę, domniemaną czarownicę – Sidonię von Borcke, otwierał pełną nadprzyrodzonych znaków dynastyczną tragedię. Parę tygodni przed końcem roku 1545 obrady rozpoczął Sobór Trydencki, którego zadaniem było…

🔒Widzisz tylko 16% tekstu. Cała historia jeszcze przed Tobą.
🔒

Treść dostępna dla prenumeratorów

Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

Pakiety jednorazowe i cykliczne. Płacisz tylko za to co czytasz!
Dostęp jednorazowy 5 zł
Pakiet miesięczny 10 zł miesięcznie
Wybierz Szczegółowe porównanie
Twoja organizacja potrzebuje jednego lub wielu dostępów?
1 dostęp 200 zł
5 dostępów 675 zł
10 dostępów 1200 zł
Poznaj ofertę dla firm i instytucji Szczegółowe porównanie

Dodaj Przegląd Bałtycki jako preferowane źródło w Google

Nasze treści będą częściej wyświetlać się w Twoich wynikach Google

Strona głównaHistoriaWieloryb z Greifswaldu w trzech odsłonach
Prenumeruj, aby utworzyć konto. Masz konto? Zaloguj się, aby skomentować.