Dla wielu mieszkańców państw bałtyckich II wojna światowa nie zakończyła się w 1945 roku. Ani 8 maja 1945 roku – w dniu uznawanym na świecie za datę zakończenia wojny, ani tym bardziej 9 maja – w dniu, w którym Rosja obchodzi zakończenie wojny. Litwa, Łotwa i Estonia, które wbrew swojej woli stały się częścią sowieckiego imperium, nie pogodziły się ze swoim losem i kontynuowały opór przez wiele lat później. Bałtyccy partyzanci, uzbrojeni w broń, która pozostała im po wojnie, schronili się w lasach, by tam tworzyć podziemie antykomunistyczne. Las daje schronienie, miasto – śmierć Motywacje stojące za decyzją o włączeniu się do leśnej partyzantki były różne. Największy odsetek partyzantów stanowili młodzi – niedawno jeszcze walczący w szeregach armii (często formacji niemieckich) oraz pamiętający lata wolności i wychowani na tradycji walki wyzwoleńczej lat 1918–1920. Oprócz motywów czysto romantycznych i walki z „odwiecznym wrogiem”, Estończycy, Łotysze i Litwini do partyzantki szli często z powodów bardziej prozaicznych: część z nich nie miała niejednokrotnie czego szukać w nowym systemie sowieckim; niektórzy obciążeni służbą w niemieckich formacjach policyjnych czy pomocniczych z jednej strony nie mogli liczyć na legalizację, z drugiej – prawdopodobnie nawet jej nie oczekiwali. Przystąpienie do leśnych braci było też sposobem na ucieczkę przed represjami. Wszystkie te motywacje spajała nadzieja na wybuch III wojny światowej, między aliantami a sowietami, która dałaby nadzieję na odzyskanie niepodległości przez kraje bałtyckie. Partyzancki charakter i w znacznej mierze chłopski rodowód bałtyckiego podziemia antykomunistycznego skutkował przyjętą strategią walki. Lasy oraz rozproszone wsie i chutory dawały schronienie i wsparcie ruchowi oporu. Partyzanci nie tylko mogli liczyć na pomoc „legalnych” mieszkańców okolicy, ale rozległe i gęste lasy zabezpieczały ich przed uszami, oczami i lufami sowieckich istrebitelnych batalionów. Prowincja dawała znaczną swobodę i bezpieczeństwo – w przeciwieństwie do miasta. Tam partyzanci nie byli zdolni do brawurowych napadów na sowieckie urzędy czy egzekucji kolaborantów. Tallinn, Ryga, Wilno za sprawą więzień, w których partyzanci byli niszczeni fizycznie i psychicznie przez NKWD i KGB, stanowiły miejsce kaźni. Ci, którzy poddali się naciskowi sowieckich służb często stawali się agentami – „wnutriennikami”. Powracali do lasu, by pomóc w dekonspiracji i likwidacji dawnych towarzyszy broni.
Nie tylko z bronią w ręku Ants Kaljurand, jeden z najsłynniejszych estońskich leśnych braci. Zdj. Wikimedia Commons. Bałtycki ruch oporu, to więcej niż partyzanci walczący zbrojnie przeciwko okupantom. Rafał Wnuk pokazuje bardziej złożony…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

