Z pierwszych stron opowieści dowiadujemy się, że żyrafy nucą. Mają niski głos, który może być niesłyszalny dla człowieka (na wszelki wypadek nie sprawdzajcie tego na YouTubie!). Skupmy się na tytułowej żyrafie. To właśnie na wyspie w kształcie owego zwierzęcia rozpoczyna się akcja. Mieszka tu niejaka Vega. Nie jest sama. Mieszka z ojcem. Poza tym towarzyszy jej niezliczony zastęp zwierząt, które wydają się obywatelami dziecięcej wyobraźni. Najważniejsze są kolacje w towarzystwie taty. Vega je uwielbia. Rozmawiają, mają swój własny kod i szczególną więź. Stół otacza linia narysowana kredą. To granica. Nie mogą jej przekroczyć bodźce z zewnątrz. Jednak pewnego dnia coś się zmienia. Ojciec zaczyna się spóźniać, Vega zauważa, że myślami jest gdzieś indziej i nie jest już taki, jak dawniej. Wszystko przez Violę, która z czasem sprowadza się do ich domu i niemal dosłownie zamraża serce taty. Vega rozpoczyna poszukiwania swojej prawdziwej mamy. Do tej pory niewiele o niej słyszała. Na szczęście jest jeszcze dziadek. I chociaż wie, że na niego zawsze może liczyć, to jego relacje na temat mamy są dosyć pokrętne i gubią trop. Tymczasem ten prowadzi do cyrku. Druga bohaterka, Janna, nie chodzi do szkoły. Żyje na co dzień w cyrku. Co tydzień jest gdzieś indziej. Vega…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

