„Czy członkowie NATO, włączając nowych członków – kraje bałtyckie, mogą liczyć na pomoc militarną Stanów Zjednoczonych, jeśli zostałyby zaatakowane przez Rosję? Czy mogą liczyć, że wypełnimy swoje zobowiązania?” – spytał dziennikarz gazety. „A czy oni wypełnili swoje zobowiązania wobec nas? Jeśli tak, odpowiedź brzmi tak.” A nawet jeśli nie? Wcześniej w cytowanym wywiadzie Trump powiedział, że „Jeśli nie możemy być właściwie wynagrodzeni za ogromne koszty jakie ponosimy chroniąc militarnie inne kraje... Ja zdecydowanie byłbym przygotowany, by powiedzieć im »Gratulacje, będziecie teraz bronić siebie sami.«”. Wow. „Jeśli Trump podważa solidarność NATO w zakresie Artykułu 5 (klauzula wzajemnej obrony sojuszników – przyp. autor), jego wybór jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa bałtyckiego” – zatweetował Artis Pabriks, były łotewski minister spraw zagranicznych i obrony, który obecnie jest członkiem Parlamentu Europejskiego. Nie tylko dla bezpieczeństwa bałtyckiego. Ale Trump nie został jeszcze wybrany. NATO, w czasie swojego szczytu 8-9 lipca w Warszawie, podjęło decyzję, by rozlokować w każdym z trzech krajów bałtyckich po jednym batalionie – wielonarodowe siły składają się z żołnierzy Wielkiej Brytanii, Kanady i Niemiec – w odpowiedzi na stałą rosyjską agresję i zastraszanie północno-wschodniej flanki sojuszu. Chociaż siły te nie byłyby w stanie odeprzeć zmasowanego rosyjskiego ataku, powinny one służyć za bezpiecznik, który naruszony automatycznie pociągnie za sobą odpowiedź NATO. Powinno to dać Putinowi do myślenia. Co jednak ze stwierdzeniem Trumpa, że kraje bałtyckie niewiele wnoszą do sojuszu? Prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves zatweetował, że jego kraj „walczył bez sprzeciwu”, w operacji NATO, na podstawie artykułu 5, w Afganistanie. Do dzisiaj 45 żołnierzy z krajów bałtyckich nadal służy w Afganistanie. Jeśli wziąć pod uwagę to, że te trzy państwa liczą niewiele ponad 6 milionów mieszkańców – 2 miliony mniej niż Londyn – a sama Estonia to mniej niż połowa populacji Berlina, nie jest to liczba bez znaczenia.
Estonia jest jednym z pięciu krajów NATO, który wypełnia zobowiązanie wydatków obronnych na poziomie 2% PKB. Pozostałe kraje to Wielka Brytania, Grecja, Polska i Stany Zjednoczone. Razem z Łotwą, która planuje w 2016 roku wydatki obronne na poziomie 1,45% PKB i Litwą z 1,49%, mogą one zostawać nieco w tyle, ale nadal są daleko przed Niemcami, które wydają na obronność zawstydzające 1,19% i Włochami z 1,11%. Jeśli Trump chce kogoś straszyć, powinien wybrać kogoś zbliżonego wielkością, jak Niemcy. Jednak oprócz liczb, kraje bałtyckie – jedna z najciekawszych turystycznie części Europy, z niesamowitymi miastami Tallinnem, Rygą, Wilnem, z dzikimi lasami i pięknymi wybrzeżami – mają do czynienia z wyjątkowym w skali NATO problemem, który Rosja wykorzystywała już, by podzielić terytoria swoich sąsiadów – Gruzji, Mołdawii i Ukrainy. Mniejszość rosyjska – rosyjskojęzyczni to w większości Rosjanie, ale także Białorusini, Kazachowie, Ukraińcy i inne narodowości dawnego Związku Sowieckiego – stanowi prawie 30% populacji Łotwy, ponad 27% Estonii i około 7% Litwy. Rosja stale używa tej mniejszości i skomplikowanej kwestii obywatelstwa i języka w Estonii i Łotwie, by wzbudzać problemy. Dwa lata temu, Putin zadeklarował, że Rosja będzie obrońcą etnicznych Rosjan gdziekolwiek na świecie, w tym w krajach bałtyckich. Większość Rosjan przybyła w ramach programu rusyfikacji, kiedy państwa te okupowane przez Związek Sowiecki; prawo międzynarodowe nie przyznaje automatycznie przybyszom prawa do obywatelstwa kraju, który niedawno odzyskał niepodległość. Wszystkie trzy kraje bałtyckie (Litwa po odzyskaniu niepodległości przyznała obywatelstwo wszystkim mieszkańcom – przyp. red.) oczekują, że Rosjanie wystąpią o obywatelstwo i zademonstrują podstawową znajomość języka państwowego i konstytucji. Odbierane jest to jako dyskryminacja i połączone z nostalgią za czasami sowieckimi, kiedy grupa ta była uprzywilejowaną kastą, oraz pogardą dla lokalnej kultury, którą Rosjanie postrzegają jako chłopską, wzbudza wśród wielu Rosjan urazę. Nie jest więc zaskoczeniem, że Rosja postrzegana jest zupełnie inaczej…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

