Gdyby papież Franciszek w Polsce powiedział to, co powiedział na Litwie, państwowa telewizja opatrzyłaby zapewne jego wypowiedzi stosownymi „paskami”, zawierającymi „słuszną wykładnię”. Młodzież zachęcił, by poprzez żywe relacje z dziadkami i starszymi utrzymać więź z przeszłością i nie tracić korzeni. Ten osobisty przekaz o przeszłości na Litwie (jak i u nas) nie zawsze zgodny jest z przekazem wynikającym z państwowo zarządzanego kultu bohaterów. W Kownie w homilii papież spytał otwarcie w nawiązaniu do czytania Ewangelii, w której Jezus postawił w centrum uwagi apostołów małe dziecko: „W stulecie swojej niepodległości, kogo postawicie w jej centrum?”. Wymienił, że mieliby się tam znaleźć imigranci i uchodźcy, bezrobotni bez perspektyw, starsi i opuszczeni. Otwarcie wezwał chrześcijan do czujności, by w ich myśleniu nie pojawiło się przekonanie o wyższości własnej kultury czy języka. Przemawiając po modlitwie Anioł Pański w Kownie papież przypomniał „Naród ten [litewski] był świadkiem zagłady getta wileńskiego” i wezwał do modlitwy „by Bóg udzielił nam daru czujności, byśmy na czas dostrzegli zgubne początki zła, pojawiające się w różnych postaciach i niszczycielskie dla serc pokolenia, które tego nie doświadczyło”. A powiedział jeszcze, że zdarzało się nieraz, iż jakiś naród uważał siebie, swoją kulturę czy prawo do istnienia za większe, niż to, które przysługuje innym narodom i że gest Chrystusa z czytanej w Kownie Ewangelii jest na to odpowiedzią. Ten, kto nie umie się wyleczyć z własnych ran „dyskutuje o tym, czyja przeszłość była szlachetniejsza, kto ma prawo do większych przywilejów”, i dlatego zwykle nie jest gotów podjąć wyzwań i zobowiązań ważnych dla teraźniejszości. Złudne to pocieszenie, że papież powiedział to do Litwinów. W jego wypowiedziach czytelna była negacja topornego nacjonalizmu, który w obu krajach jest swoją strukturą i treścią podobny w znacznie większym stopniu, niż narodowcy obojga narodów byliby skłonni przyznać. Charakterystyczny dla Litwinów i Polaków kult własnej ofiary i cierpień jest tu najlepszym przykładem. Nie znaczy to jednak, że papież nie odniósł się z wielkim szacunkiem do zmagań i ofiar, jakie mieszkańcy Litwy ponieśli w okresie wojny i przez kolejne dekady. Ojciec Święty wielokrotnie o tym mówił, ale najbardziej – zaświadczył, gdy z ogromnym wysiłkiem, na sam koniec swojej wizyty, udał się do Muzeum Okupacji i Oporu, gdzie modlił się i odwiedzał miejsca kaźni, z trudem pokonując strome, obleśne schody dawnego gmachu KGB. Ten jego wysiłek przy widocznym już zmęczeniu był najlepszym świadectwem, że papież nie przyjechał wypomnieć udziału niektórych Litwinów w Holokauście, którego ofiary uczcił przed pomnikiem na terenie byłego wileńskiego…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

