Każdy z nas lubi pięknie ubrane choinki, prezenty, kolędy i te oczekiwanie na magiczną noc. Chociaż dzisiaj sklepy zaczynają okres przygotowania do świąt jak tylko znikną z półek znicze, to są miejsca i ludzie na świecie, którzy zaczynają te przygotowania od wieńca adwentowego.
Cztery świece i kilka gałązek iglastego drzewa najczęściej stawiane w kościołach, gdzie każdą niedziele zapala się o jedną świecę więcej. Wieniec symbolizuje oczekiwanie na Światło, które ma przyjść za cztery tygodnie. Coraz częściej takie wieńce stawiane są w domach. Dzieci do tego dorabiają stajenki i żłóbek, który jest jeszcze pusty. W szkołach i w domach można znaleźć adwentowe drabinki. Na górze jest niebo na dole stajenka i żłóbek, każdy stopień to jeden dzień. Malutki Pan Jezus codziennie schodzi o jeden stopień niżej, aż w końcu zejdzie na ziemię.
***
Przygotowania do świąt to też wybór choinki i jej dekoracji. Kiedyś nasze babcie i rodzice sami robili ozdoby na choinki. A drzewka były tylko żywe. Dzisiaj tak jak wszędzie, również na Wileńszczyźnie, w części domów stoją sztuczne drzewka i zabawki kupione w sklepach. Choinkę kiedyś ubierało się w Wigilię. To zadanie w większości domów należało do dzieci. Dzisiaj choinki stawiane są dwa lub trzy tygodnie przed Wigilią. Ulice, miasta i sklepy są już od dawna przystrojone, a więc dzieci chcą jak najszybciej postawić choinkę u siebie.
***
To co nas łączy w Wigilię i Święta Bożego Narodzenia to stół. Chociaż, my Polacy z Wileńszczyzny jesteśmy częścią narodu polskiego, to nasze tradycje różnią się od tych w Rzeczypospolitej. Oczywiście każdy region w Polsce ma swoje specjalności i tradycje, to jednak mają one bardzo dużo wspólnych elementów. Wileńszczyzna ma zupełnie inną tradycję. Wspólnym obyczajem jest tylko pierwsza gwiazdka, sianko pod białym obrusem, pusty talerz oraz opłatek.
Najważniejsza rzecz, która nas odróżnia – dla nas Wigilia jest kolacją, a nie obiadem. Na Wileńszczyźnie podczas kolacji nie ma dań gorących. Jedynym ciepłym (ciepłym, nie gorącym!) daniem jest rosół, w niektórych domach nazywany barszczem grzybowym. Najczęściej jest to zupa ugotowana z suszonych grzybów –najlepiej pachnie i smakuje robiona z borowików – z dodatkiem liścia laurowego, przypraw oraz cebulki do smaku. Jako że jest to wywar z grzybów, dlatego regionalnie jest nazywany grzybowym rosołem. Polacy w Warszawie, gdy opisywałam to danie, straszliwie się oburzali, bo "rosół to przecież tylko z kury". Może w Polsce. U nas na Wileńszczyźnie rosół może być też z grzybów. Zupa jest podawana zaraz po przełamaniu się opłatkiem. Związana z…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

