Dana Reizniece-Ozola: efekty rządu Mārisa Kučinskisa będą widoczne po latach

-

Wierzę, że jako Związek Zielonych i Rolników możemy wrócić do koalicji, ale jednocześnie jestem przygotowana na pracę w opozycji do końca kadencji. Mam mieszane uczucia na ten temat. Z jednej strony dobrze jest być w rządzie, a pracując w gabinecie Mārisa Kučinskisa przez trzy lata miałam poczucie, że ten rząd zrobił bardzo wiele dla Łotwy, w sensie reform, za co został ukarany w wyborach jesienią 2018 roku. Choćby przez naszą reformę podatkową, która była czymś pozytywnym, ale w niektórych uderzyła. Z drugiej strony efekty reform są widoczne dopiero po jakimś czasie, wtedy kiedy twoja partia może być już w opozycji, a nie u władzy – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Dana Reizniece-Ozola, posłanka na Sejm XIII kadencji, kandydatka Związku Zielonych i Rolników do Parlamentu Europejskiego, była minister finansów i gospodarki, znana łotewska szachistka.

Dana Reizniece-Ozola. Zdj. Saeima.

Dana Reizniece-Ozola urodziła się w 1981 r. w Kuldīdze, gdzie ukończyła także szkołę średnią, następnie zaś studiowała na lokalnej uczelni wyższej w Windawie. Od początku lat dziewięćdziesiątych grała w szachy, reprezentując Łotwę na mistrzostwach europejskich i światowych. Czterokrotnie z rzędu zdobyła tytuły indywidualnej mistrzyni szachowej Łotwy (1998-2001). W 2010 r. po raz pierwszy trafiła do Sejmu z listy Związku Zielonych i Rolników (ZZS) jako przedstawicielka lokalnego ugrupowania z Windawy, którego szefem jest kontrowersyjny burmistrz Aivars Lembergs. Sprawowała m.in. funkcję sekretarza parlamentarnego w Ministerstwie Komunikacji. W 2014 r. została ministrem gospodarki w centroprawicowym rządzie Laimdoty Straujumy, zaś w 2016 r. objęła tekę ministra finansów w rządzie Mārisa Kučinskisa. Ministrem była do sformowania nowego rządu Krišjānisa Kariņša w styczniu 2019 r. Obecnie jest posłanką na Sejm XIII kadencji. Otwiera listę Związku Zielonych i Rolników w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Należy do Łotewskiego Związku Rolników, jednego z podmiotów szerokiej koalicji ZZS.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Pani jest jedyną szachistką w łotewskiej polityce?

Dana Reizniece-Ozola: Na obecnym etapie powiedziałabym, że nie ma innych kobiet i mężczyzn grających w szachy, którzy byliby zaangażowani w życie polityczne, ale to się może zmienić, bo w wyborach do Parlamentu Europejskiego startuje z listy Rosyjskiego Związku Łotwy Alexei Shirov Bagtiukov, jeden z wielu mistrzów światowych, obywatel Hiszpanii, absolwent szkoły w Rydze, członek Hiszpańskiej Federacji Szachów.

Przeczytaj także:  Liberalna partia szachów z Viktoriją Čmilytė-Nielsen

Dlaczego idzie Pani do Parlamentu Europejskiego, czy znudziła się Pani polityka krajowa?

W żadnym wypadku. Po prostu uznaliśmy w Związku Zielonych i Rolników, że jesteśmy wystarczająco reprezentowani na szczeblu lokalnym czy krajowym, mamy frakcję w Sejmie, zaś przez ostatnie trzy lata tworzyliśmy rząd, natomiast nie mieliśmy nigdy szczęścia do reprezentacji europejskiej.

W 2014 r. z Waszej listy do Parlamentu Europejskiego została wybrana Iveta Grigule.

Która szybko rozstała się z naszym ugrupowaniem, a my nie mieliśmy na nią wpływu, biorąc także pod uwagę polityczną rodzinę, z którą się związała. My bowiem jako partia narodowo-konserwatywna jesteśmy bliżsi Europejskiej Partii Ludowej, która łączy ugrupowania konserwatywne i chadeckie. Także za rządów Mārisa Kučinskisa, naszego premiera, czuliśmy, że bliżej nam właśnie do EPP.

Przeczytaj także:  Armands Krauze: Premier Kučinskis nie boi się trudnych decyzji

Nie chcecie należeć do frakcji Zielonych?

Podjęliśmy decyzję o współpracy z EPP. Chociaż nazywamy się Związkiem Zielonych i Rolników, to nasi „zieloni” są dość praktyczni, centroprawicowi, inaczej niż „zieloni” w Parlamencie Europejskim, których bardziej można by nazwać lewicą.

Pani także zmieniła swoją partię: w ramach Związku Zielonych i Rolników należała Pani do ugrupowania związanego z Windawą, której szefem jest Aivars Lembergs, natomiast obecnie jest Pani członkiem Łotewskiego Związku Rolników. Dlaczego?

Działam w polityce krajowej już osiem lat, uznałam, że z partii miejskiej, regionalnej powinnam przesunąć się do partii ogólnokrajowej. Chodzi także o wzmocnienie Łotewskiego Związku Rolników, o zmianę jego wizerunku. Oni potrzebują mocnych liderów, ludzi, którzy może nie będą na pierwszym miejscu, ale będą solidnie pracować.

Czy Pani nadal czuje się związana z Windawą jako miastem?

Zostałam wybrana na posłankę w Kurlandii. Jeśli zapytałby Pan, z jakim miastem czuję się najbardziej związana, odpowiedziałabym, że z Kuldīgą, gdzie urodziłam się i kształciłam w szkole średniej. Do Kuldīgi należy moje serce, tam związałam się z szachami, zaś do Windawy przeniosłam się w czasach studenckich. To były piękne czasy, Windawa to również moje miasto. Ale tak naprawdę jestem dziewczyną z Kuldīgi.

Przeczytaj także:  Mer, któremu trudno powiedzieć nie

Czym zamierza się Pani zajmować w Parlamencie Europejskim? W polityce krajowej kojarzy się Panią głównie z gospodarką i finansami.

Przez trzy lata rządu Mārisa Kučinskisa byłam ministrem finansów, zaś ponad rok w rządzie Laimdoty Straujumy zajmowałam funkcję ministra gospodarki i energetyki. Za mojej kadencji udało się na Łotwie otworzyć rynek gazowy, co było niemożliwe przez dwadzieścia siedem lat. Tak więc do Parlamentu Europejskiego jestem w stanie wnieść zainteresowanie finansami, budżetem, a także polityką przeciwko praniu brudnych pieniędzy (Anti Money Laundering, AML – przyp. red.).

Ta ostatnia kwestia to ważny problem na Łotwie.

Nie powiedziałabym, że najważniejszy, ale oczywiście istotny, jednak warto go także postrzegać w optyce europejskiej. Jeśli na Łotwie działa bank, który pierze pieniądze to on to również robi w systemie europejskim. Żyjemy bowiem w zglobalizowanym świecie i sama Łotwa pewnych rzeczy nie byłaby w stanie zrobić. Ponadto problemy z praniem brudnych pieniędzy mają także sąsiedzi Łotwy. A więc gdy mówimy o zwalczaniu tego procederu, to potrzebne są regulacje, sankcje, kontrola, centralizacja systemu AML w ramach Unii Europejskiej, a także zgodność z procedurami przewidzianymi przez Stany Zjednoczone. W końcu dolar jest najsilniejszą walutą na rynku finansowym.

Przeczytaj także:  Oskarżenia o korupcję w Banku Łotewskim i pranie brudnych pieniędzy w banku ABLV

Wracając do mojej misji w Parlamencie Europejskim, to jedna rzecz to moje doświadczenie jako minister finansów i gospodarki, druga sprawa to profil naszego ugrupowania Związku Zielonych i Rolników. Na pewno będę chciała poruszać wszystkie „zielone sprawy”. Jedną z takich rzeczy jest waste management. Chodzi o to, że Łotwa i kraje bałtyckie są składowiskiem różnych śmieci i odpadów wyprodukowanych w krajach Europy Zachodniej. Uważamy, że trzeba coś z tym zrobić. Kolejna sprawa to walka z plastikiem. Podoba mi się to co zrobiły właśnie władze Tallinna, czyli zakaz używania plastikowych kubków, sztućców czy talerzyków podczas miejskich imprez. To jest drobna rzecz, ale idzie w kierunku, który podoba się Związkowi Zielonych i Rolników.

Co z rolnikami?

Kolejna sprawa, którą chcę się zająć w Strasburgu, to polityka spójności oraz Wspólna Polityka Rolna. Jedną z najważniejszych rzeczy, nad którymi będzie musiał procedować nowy Parlament Europejski to budżet. Są nowe priorytety, takie jak kontrola graniczna, stabilność finansowa czy Brexit. Rodzi się pytanie o to, czy budżet będzie solidarny. Dla Łotwy najważniejsze jest to, by przez Brexit i inne rozłożenie akcentów w budżecie nie ucierpiała polityka rolna czy spójności. Wciąż między dwoma częściami naszego kontynentu są wielkie różnice cywilizacyjne. Spójność społeczna jest niezmiernie ważna, jeśli chcemy rozwijać dalsze projekty takie jak wspólna polityka socjalna. Nie da się jej zrobić, jeśli są takie nierówności. A te nierówności są jednocześnie bardzo wygodne dla populistów. Jeśli mówimy o wojnie nowego rodzaju, to o wiele ważniejsze niż armia, jest wpływ na ludzkie umysły…

Przeczytaj także:  Afera u Zielonych i Rolników z Jurmałą w tle

Czy łotewscy rolnicy są wciąż dyskryminowani w porównaniu z zachodnimi kolegami?

Jest na stole propozycja Komisji Europejskiej, która poprawia sytuację, jeśli chodzi o dopłaty bezpośrednie, ale nie na tyle, by mówić o jakichś znaczących zmianach. Nasi rolnicy czasem mówią pół-żartem, pół-serio, że woleliby w ogóle znieść dopłaty bezpośrednie, wtedy mieliby większe szanse w konkurencji z Europą Zachodnią.

Krišjānis Kariņš będąc europosłem przez dziesięć lat zajmował się tematyką energetyczną, czy Pani będzie chciała go zastąpić w tej roli?

(śmiech) Jest rzeczywiście dziwne, że teoretycznie staramy się mieć wspólną politykę energetyczną, ale dopuszczamy w Europie takie zjawiska jak Nord Stream II. Dużo mówimy o otwarciu rynku gazowego, dostępie do energii, likwidacji monopoli gazowych, a z drugiej strony zamykamy oczy na wszystko to, co związane jest z Nord Stream II. Tak nie powinno być…

Czy opowiada się Pani za jednolitą polityką socjalną w ramach Unii Europejskiej?

Na pewno samo zrównanie stawek nie ma sensu, bo inne są koszty życia w różnych regionach Unii. Gdyby wypłacać wszędzie takie samo świadczenie dla bezrobotnych jak w Niemczech, na Łotwie nikt by nie chciał pracować. Więc chodzi o pewne ogólne wytyczne. Trzeba brać pod uwagę inne koszty życia, inne zarobki. Natomiast w pewnych sprawach ujednolicenie jest konieczne, gdy mowa chociażby o prawach osób niepełnosprawnych.

Interesuje się Pani wspólną polityką zagraniczną?

Jedna osoba nie może zajmować się wszystkim (śmiech). Ale pracując w obszarze budżetu, finansów, widziałam, że pewnych rzeczy nam brakuje. Weźmy sprawy AML. Czy jest słuszne i sprawiedliwe, żeby maleńka Łotwa negocjowała w tej sprawie z wielkimi Stanami Zjednoczonymi? Albo kwestia energetyki… Gdyby każdy kraj działał na własną rękę, mógłby dojść do rezultatów, które są w ogóle sprzeczne z generalnymi ideami Unii Europejskiej.

Wróćmy do spraw krajowych. Przez pięć lat pracowała Pani w ministerstwach, obecnie zasiada Pani znów w Sejmie, jak się Pani z tym czuje?

Czuję, że bardziej należę do władzy wykonawczej niż ustawodawczej. Polityka to jednak nie sprint, a maraton, proces bogaty w sinusoidy. Jeśli się do tego przyzwyczaisz, wygrasz. Ponadto bycie w opozycji ma swoje zalety, to już nie pierwszy raz kiedy Związek Zielonych i Rolników znajduje się poza rządem. Warto wykorzystać ten okres, by spojrzeć na politykę z innej strony.

Sądzi Pani, że w tej kadencji Związek Zielonych i Rolników wróci do koalicji?

Wierzę w to, ale jednocześnie jestem przygotowana na pracę w opozycji do końca kadencji. Mam mieszane uczucia na ten temat. Z jednej strony dobrze jest być w rządzie, a pracując w gabinecie Mārisa Kučinskisa przez trzy lata miałam poczucie, że ten rząd zrobił bardzo wiele dla Łotwy, w sensie reform, za co został ukarany w wyborach jesienią 2018 roku. Choćby przez naszą reformę podatkową, która była czymś pozytywnym, ale w niektórych uderzyła. Ale z drugiej strony efekty reform są widoczne dopiero po jakimś czasie, wtedy kiedy twoja partia może być już w opozycji, a nie u władzy.

Przeczytaj także:  Sejm Łotwy zatwierdził rząd Krišjānisa Kariņša

Przeczytaj także:  Krišjānis Kariņš albo Jedności życie po śmierci

W trakcie rządu Mārisa Kučinskisa udało się Pani przeprowadzić reformę podatkową, czy może Pani opowiedzieć polskim czytelnikom na czym polegały jej główne założenia?

Składała się z dwóch części. Pierwsza część to reforma podatku od pracy, który został obniżony, wprowadziliśmy także progresywność podatku. Mieliśmy nieopodatkowane minimum, które zwiększyliśmy ze 115 euro do maksymalnie 240 euro, w tym roku do 250 euro. Obniżyliśmy także podatek dochodowy dla osób, które nie zarabiają więcej niż 20 000 euro w ciągu roku, stawka spadła z 23% do 20% (do takiego samego poziomu jak w Estonii – przyp. red.). Wprowadziliśmy także podatek solidarnościowy dla najbogatszych („solidaritātes nodokļa”), czyli tych, którzy zarabiają powyżej 55 000 euro. On wynosi 34,1%. Trudno administrować tą reformą, ale uważam, że postąpiliśmy fair. Kolejny duży blok to zmiana systemu CIT, zwiększyliśmy podatek z 15 do 20%, ale przyjęliśmy także zasadę, że nie płaci się podatku, jeśli dokonuje się reinwestycji zarobionych pieniędzy. Podatek płacony jest dopiero od dywidendy. To znaczy jeśli masz zamiar kupić sobie prywatny samochód, to musisz wypłacić dywidendę, od której zapłacisz podatek. Poprzez reformę chcieliśmy zwiększyć produktywność, a także przyciągnąć więcej inwestorów na Łotwę. Tak więc z jednej strony obniżyliśmy podatek od pracy, ale podwyższyliśmy CIT i akcyzę.

Czy to już koniec zmian podatkowych, czy rząd Krišjānisa Kariņša zamierza jeszcze coś zmieniać?

Przez całe lata było tak, że co roku zmieniano na Łotwie podatki, dlatego nie było żadnej stabilności. To była przeszkoda dla biznesu, dla którego najważniejsze są stawki podatkowe, które stale się zmieniały i które trzeba śledzić. Kiedy w 2018 r. kończyliśmy nasza reformę, dogadaliśmy się z wielkimi organizacjami biznesowymi, że przez trzy lata nie zmienimy systemu podatkowego. Nie mówimy o kosmetycznych zmianach, ale o pewnych zasadach. Krišjānis Kariņš jako premier trzyma się tego i zapowiedział, że zmiany będą dopiero w 2020 r.

Wierzy Pani w stabilność rządu Krišjānisa Kariņša?

Chciałabym, żeby był stabilny, bo zasługuje na to Łotwa. Cieszę się, że pracując w rządzie Mārisa Kučinskisa mogłam to robić przez trzy lata, bo dzięki temu wiele osiągnęliśmy. Stabilność rządów jest dużą wartością dla kraju. Pamiętam, że gdy zostawałam w 2014 r. ministrem gospodarki w rządzie Laimdoty Straujumy, byłam dwudziestym pierwszym ministrem z kolei, łatwo jest policzyć, jaka była przeciętna długość trwania ich kadencji w ciągu lat niepodległej Łotwy. W takiej sytuacji polityka wręcz musi polegać na zasadzie: „jeden krok do przodu, dwa kroki do tyłu”, co de facto oznacza cofanie się państwa. Wracając zatem do Pana pytania, czy Związek Zielonych i Rolników chciałby wrócić do rządu, odpowiem: pewnie tak, ale stabilność rządów jest także bardzo ważna.

Przeczytaj także:  Jānis Iesalnieks: rząd Krišjānisa Kariņša to gabinet kompromisów

Które doświadczenie było dla Pani ciekawsze, Ministerstwo Gospodarki czy Finansów?

Każdą pracę trzeba lubić, jednak mi było ciężko przenieść się z Ministerstwa Gospodarki do nowego obszaru. Bo minister finansów jednak ciągle komuś coś odbiera, tnie wydatki, natomiast minister gospodarki jednak o coś walczy, o jakiś rozwój, co bardziej koresponduje z moim charakterem. Z kolei minister finansów często musi mówić „nie”, co początkowo było dla mnie trudne, ale później znalazłam odpowiednią drogę. Starałam się po prostu pomagać wszystkim kolegom w rządzie, by w sposób sensowny rozwiązywać ich problemy. Tak więc odpowiem tak: obie funkcje były trudne, każda inna, lecz obie na końcu sprawiały mi satysfakcję.

W tym roku macie wybory prezydenckie. Kiedy zdecydujecie, że popieracie prezydenta Raimondsa Vējonisa w walce o reelekcję?

Jeśli on podejmie decyzję. Jeśli powie: „tak, kandyduję”, będzie miał nasze poparcie. Pochodzi w końcu z naszej partii, a my tak łatwo nie pozbywamy się naszych ludzi (śmiech). Ale to jest jego decyzja, jeśli nie będzie kandydował, podejmiemy decyzję inną.

Jeśli nie będzie kandydował, poprzecie Egilsa Levitsa?

On jest ciekawym kandydatem, ale na razie jest za wcześnie, wiele nazwisk może się jeszcze pojawić. Problem z Egilsem Levitsem polega na tym, że już został „koronowany na króla” przez wiele osób, co może zepsuć całą historię. Będzie to falstart. Mam jednak nadzieję, że tak się nie stanie.

Przeczytaj także:  Raimonds Vējonis nowym prezydentem Łotwy

Jak Pani podoba się Krišjānis Kariņš jako premier?

Na razie wstrzymam się z oceną. Są niektóre sprawy problematyczne, np. budżet techniczny, który wprowadzili, by uciec od obietnic, które partie składały w trakcie kampanii wyborczej. To co mogę o nim powiedzieć pozytywnego, to fakt, że w trudnej sytuacji podjął się misji sformowania rządu, wtedy kiedy wiele osób spasowało. Ma to oczywiście związek z trudną sytuacją powyborczą, gdy nasza partia Związek Zielonych i Rolników przegrała, natomiast nikt realnie tych wyborów nie wygrał. Mam świadomość, że to jest trudna sytuacja dla premiera.

Ostatnie pytanie, kończymy, więc muszę zapytać o szachy, czy Pani doświadczenie w tej dziedzinie było pomocne w polityce?

Owszem. Szachy bardzo mocno strukturują mózg. Wierzę, że każde dziecko w szkole powinno albo grać w szachy, albo na jakimś instrumencie. Bo to daje taki sam efekt. Szachownica jednak bardzo przypomina politykę, bo trzeba przewidzieć parę ruchów do przodu. Mieć świadomość, że nie jesteś sam, że jeszcze jest jakaś opozycja, z którą musisz się liczyć. Szachy nauczyły mnie respektu do przeciwnika. W trakcie gry w szachy jest trudno, rywalizacja jest ogromna, ale zarówno przed samą grą, jak i po grze, ściskasz rękę z rywalem.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj