Kowno. Zdj. Kazimierz Popławski.

Ignas Kalpokas: wybory w Kownie stały się referendum – jesteś za czy przeciwko konserwatystom

-

Spadek poparcia dla TS-LKD nie jest dobrym znakiem przed wyborami prezydenckimi. Ingrida Šimonytė ewidentnie potrzebuje dużego poparcia w dużych miastach. Konserwatyści dostali dobry wynik w Wilnie, ale nie w Kownie czy Kłajpedzie. Dla konserwatystów ważne jest, żeby dostać się do drugiej tury. Obawiam się jednak, że gdy dojdzie do rywalizacji Šimonytė-Skvernelis, ta pierwsza może stracić w Kownie część głosów, które TS-LKD uznawał do tej pory za „swoje”, ze względu na poparcie przez Matijošaitisa Skvernelisa. Przypominam, że w 2014 r. Dalia Grybauskaite uzyskała w drugiej turze w Kownie 72,67% głosów, o wiele więcej niż w skali całej Litwy. A była wtedy wspierana przez konserwatystów. Teraz ten wynik wydaje się nie do powtórzenia. Wybory stały się bowiem referendum: jesteś za czy przeciwko konserwatystom – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtycki Ignas Kalpokas, wykładowca Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie.

Ignas Kalpokas pochodzi z Kowna z rodziny o korzeniach litewsko-polskich. Od 2006 do 2012 r. kształcił się w dziedzinie politologii na Uniwersytecie Witolda Wielkiego, następnie zaś na Uniwersytecie w Nottingham, gdzie obronił pracę pod tytułem „The Question of Ordering: Creativity and Limitation in Political Communities”. Podjął pracę wykładowcy na Uniwersytecie Witolda Wielkiego. Jest także zatrudniony w LCC International University, jak również w Uniwersytecie Zarządzania i Ekonomii ISM.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Porozmawiajmy o wynikach wyborów w Kownie. W radzie miejskiej wybranej w marcu mamy jedynie dwie frakcje: jedną Visvaldasa Matijošaitisa, która liczy 32 radnych, drugą – konserwatystów, liczącą 8 radnych. Jest Pan zaskoczony wynikiem wyborów?

Ignas Kalpokas: I tak, i nie. Tego się spodziewaliśmy przed wyborami, że Visvaldas Matijošaitis uzyska ze swoim komitetem większość w radzie miejskiej, aczkolwiek niewiele osób przewidziało, że przewaga będzie tak duża i że będziemy mieli jedynie dwa ugrupowania w radzie miejskiej.

Co się stało?

Wynik był spowodowany paroma czynnikami. Visvaldas Matijošaitis jest bardzo popularny zarówno w Kownie, jak i na całej Litwie. Spekulowano nawet, że może być kandydatem na prezydenta Litwy. Z kolei konserwatyści tradycyjnie silni w Kownie, byli w ubiegłej kadencji największą frakcją opozycyjną. Byli widoczni w kampanii wyborczej, mają stabilny elektorat. Nie jest zatem zaskakujące, że uzyskali całkiem dobry wynik.

Jeśli chodzi o inne partie, to Visvaldas Matijošaitis jest obecnie w koalicji z Ruchem Liberałów, wiceprzewodniczący tej partii Simonas Kairys sprawował funkcję wicemera Kowna. Nie było sensu na nich głosować, bo od razu ogłosili, że niezależnie co się stanie, pozostaną w koalicji z Matijošaitisem. Liberałowie mieli także problemy w skali całej Litwy, skandal korupcyjny etc. Jeśli zaś chodzi o inne ugrupowania, to nie sądzę, by którekolwiek z ugrupowań poważnie potraktowały wybory w Kownie. Spodziewano się zwycięstwa Matijošaitisa, więc uznano, że lepiej swoje siły przerzucić na inne samorządy. Jeśli mówimy o socjaldemokratach, to nie zdobyli mandatów w żadnym dużym samorządzie na Litwie. Mówię o Kłajpedzie, Kownie i Wilnie. W tym ostatnim Litewska Partia Socjaldemokratyczna była obecna od początku niepodległości Litwy.

Przeczytaj także:  Simonas Kairys: mer Kowna jest bardziej menedżerem niż politykiem

Wracając do wyborów w Kownie. Jurgita Šiugždinienė była czołową kandydatką konserwatystów. Jak by Pan opisał ją w porównaniu z byłym merem i obecnym posłem na Sejm TS-LKD Andriusem Kupčinskasem?

Przede wszystkim nie była nigdy znanym politykiem. Była aktywna w polityce partyjnej, ale najbardziej znano ją jako wykładowczynię uniwersytecką, pełniącą obowiązki rektor Politechniki Kowieńskiej. Nie była jednak prominentną osobą w polityce, nawet w Kownie. Jeśli zaś mówimy o Andriusie Kupčinskasie, to on był politykiem, który dzielił. Jednak potrafił sobie wywalczyć drugą kadencję w Kownie. Początkowo w 2007 r. był nową postacią, ale w 2011 r. uzyskał reelekcję. Wtedy konserwatyści byli jeszcze popularni w Kownie. W wyborach do Sejmu zdobywali wszystkie mandaty bezpośrednie w Kownie. W 2015 r. doszło z kolei do katastrofy dla konserwatystów. Wracając do Šiugždinienė, to ona była w tych wyborach zdecydowanie mniej kontrowersyjną, dzielącą kandydaturą niż Kupčinskas.

Można zakładać, że zdobyła ona większość serc twardego elektoratu konserwatystów w Kownie, który stanowi jakieś 12-15%, sądząc także po ostatnich wyborach do Sejmu w 2016 r. Ale niewiele więcej.

Z kolei liczba miejsc dla konserwatystów w radzie miejskiej spadła z 13 do 8.

Częściowo było to w wyniku dystrybucji mandatów, która dokonała się po tak dużej przewadze komitetu Matijošaitisa. O ile samo poparcie dla konserwatystów nie spadło tak dramatycznie między 2015 i 2019 r., to liczba mandatów zmniejszyła się prawie o połowę w wyniku działania przelicznika głosów na miejsca w radzie miejskiej.

Przeczytaj także:  Wybory na Litwie: Konserwatyści wracają do władzy?

Przeczytaj także:  Gabrielius Landsbergis – przyszły premier Litwy?

Twardy elektorat konserwatystów w Kownie. Kim są te osoby?

Generalnie sądzę, że TS-LKD ma dwie grupy wiekowe sympatyków: jedna z nich to ludzie starsi, którzy tradycyjnie głosowali na konserwatystów. Są nawet dwie dzielnice w Kownie, gdzie konserwatyści regularnie zdobywają więcej niż połowę głosów. Mam na myśli Zieloną Górę, tam mieszkają jeszcze ludzie, którzy osiedlili się tam w przedwojennej Litwie, a także ich potomkowie, jest to ludność zakorzeniona, która głosuje na prawicę. Druga dzielnica to samo centrum miejskie. W tym samym czasie konserwatyści pod nowym przywództwem Gabrieliusa Landsbergisa przyciągają do siebie nowych młodych wyborców. I to jest ta druga grupa wiekowa, o której chciałem wspomnieć. Gdy Ruch Liberałów jest w kryzysie, konserwatyści stają się partią drugiego wyboru, swego rodzaju naturalną opcją. Zwłaszcza, że stali się o wiele bardziej progresywni i tolerancyjni niż starsze pokolenie partyjne, mam na myśli choćby stosunek do LGBT i związków partnerskich.

Wspiera je Gabrielius Landsbergis.

Owszem i sądzę, że byłby dobrym politykiem liberalnym, gdyby nie był wnukiem założyciela TS-LKD Vytautasa Landsbergisa (śmiech).

Jeśli mówimy o kampanii wyborczej, która miała miejsce w Kownie przed marcowymi wyborami, jakie główne tematy się w niej przebijały?

Narzucał je Visvaldas Matijošaitis. Jego ruch próbował mówić, że Kowno się rozwija, są inwestycje, miasto się rozbudowuje i jest w ciągłym remoncie. Więc rzucali hasło: „kontynuujmy to!”. Podczas gdy oponenci Matijošaitisa mówili, że jest on biznesmenem, że ma osobisty interes w wielu projektach, które obecnie trwają w Kownie, że nie wszystko jest do końca zgodne z prawem. Osobowość Matijošaitisa także była kwestionowana, bo to nie jest sympatyczny i grzeczny człowiek, zarzucano mu arogancję, brak demokratyzmu.

To mniej więcej podobne oskarżenia jakie wysuwa się wobec Ramūnasa Karbauskisa, lidera Związku Chłopów i Zielonych.

W pewnym sensie tak, obaj do polityki przychodzą przecież z biznesu. Mają wiele podobnych cech. Obaj mają kota na punkcie kontroli, czasem utrudnia to funkcjonowanie administracji Kowna. On lubi decyzje, które podejmowane są szybko, w jego biurze, bez konsultacji, innych opinii etc. Jego zwolennicy mówią, że to dobrze, bo wreszcie ktoś jest decyzyjny, a miasto idzie do przodu. Jego oponenci z kolei powiedzą, że ignoruje się opozycję, nie słucha alternatywnych opinii. Takich oskarżeń było sporo w kampanii. Ponadto TS-LKD przyznawało, że wiele się dzieje w Kownie, że są budowane ulice, domy, etc., ale musimy inwestować także w wiedzę, przyciągać także inwestycje high tech, nie tylko budownictwo. Jurgita Šiugždinienė, była rektor Politechniki Kowieńskiej, prezentowała się jako ekspertka w tych sprawach.

Z kolei Ruch Liberałów w Kownie nie miał jasno zdefiniowanej kampanii, mieli jedynie plakaty ze swoimi działaczami. Dali na wybory taki przekaz: „głosujcie na nas, wtedy my wesprzemy Matijošaitisa i pomożemy mu kontynuować jego dzieło”. To nie zadziałało, bo ludzie postawieni w takiej sytuacji woleli głosować bezpośrednio na urzędującego mera.

Przeczytaj także:  Litewski Ruch Liberałów ma nowego przewodniczącego

Co z socjaldemokracją?

Niewiele można o nich powiedzieć, poza kampanią z wizerunkami kandydatów. Mieli hasło w rodzaju „Kowno jest najlepszym miejscem do życia”. Ich kandydatem na mera został kontrowersyjny adwokat Gintaras Černiauskas, głównie z powodu trudnych spraw, które prowadził. Wiele z kwestii, w które angażował się jako adwokat, bardzo polaryzowało opinię publiczną.

Gintaras Černiauskas był na pierwszym miejscu listy socjaldemokratów, ale po rankingowaniu spadł na piąte. Z kolei wpisana na tę listę była posłanka Orinta Leiputė nie przyniosła chyba szczęścia lewicy, choć zajęła ostatecznie pierwsze miejsce w rejtingu wyborców.

Ona prowadziła kampanię lewicy w 2015 r., gdy oni zdobyli chociaż parę mandatów w radzie miejskiej, w końcu LSDP zdecydowała, że potrzebuje innej osoby. Chcieli spróbować czegoś nowego i przegrali.

Visvaldas Matijošaitis jest uważany za osobę bliską Związkowi Chłopów i Zielonych, ale ten ostatni wystartował z własną listą w Kownie.

Nie mieli jednak własnego kandydata na mera, co jest interesujące. W innych miastach wystawili silnych kandydatów na merów. W Wilnie minister gospodarki Virginijus Sinkevičius nie wypadł może super, ale w Kłajpedzie Arvydas Vaitkus przeszedł do drugiej tury. Mieli także innych kandydatów w drugiej turze, w innych miastach. Wracając do ich listy w Kownie, to była ona całkiem słaba. Ponadto skoro nie wystawili kandydata na mera, nie byli widoczni w debatach przedwyborczych, bo te głównie koncentrują się na osobowościach potencjalnych przyszłych merów. Mieszkańcy Kowna nie zauważyli zatem Chłopów i Zielonych. Nie pamiętam, by mieli chociaż jeden plakat na ulicach Kowna.

Przeczytaj także:  Rolnicy i Zieloni wygrywają na Litwie

Przeczytaj także:  Sinkevičius: Mamy najmocniejszy rząd od czasu odzyskania niepodległości

Dlaczego zatem zdecydowali się kandydować? Nie mogli poprzeć Matijošaitisa?

To sprawa wizerunkowa. Chcieli być rozpoznawali, obecni w całej Litwie, co może się przydać przed kolejną kampanią wyborczą. W wyborach do Sejmu w 2016 r. oni osiągnęli silną pozycję w regionach, teraz chodzi o to, by zbudować swoje struktury w dużych miastach. W każdym samorządzie miała być lista Związku Chłopów i Zielonych. Sądzę, że to było powodem ich startu w Kownie.

Komitet Matijošaitisa ma 32 radnych w Kownie, czyli trzy czwarte ogółu radnych. Czy obawia się Pan jakichś tendencji autorytarnych wymierzonych w opozycję?

To było już widoczne w minionej koalicji, gdy komitet Matijošaitisa rządził razem z Ruchem Liberałów. Były doniesienia o autorytarnych zachowaniach, nie było czegoś takiego jak amerykańskie checks and ballances. Teraz może się to pogłębić. Jest osobista animozja między Matijošaitisem a konserwatystami. Właściwie początkowo była to niechęć personalna do Andriusa Kupčinskasa, ale potem to przeszło na całą partię. Nie jestem pewny, czy Matijošaitis będzie teraz chciał słuchać czegokolwiek, co proponują konserwatyści. Może sobie na to pozwolić, biorąc pod uwagę większość, którą ma. A także jego niechęci do TS-LKD. Polityczny buldożer w radzie miejskiej może pójść w ruch…

Dlaczego konserwatyści stracili swoją popularność w Kownie?

Możliwe, że ma to związek z Andriusem Kupčinskasem. Ale gdybyśmy uciekli od personalnych wskazań, to w Kownie obecna jest narracja, że za rządów konserwatystów był marazm, że nic się nie działo. W sferze gospodarki, kultury etc. Chodzi o dwie kadencje Kupčinskasa w latach 2007-2015. Było rzeczywiście mniej inwestycji zagranicznych, mniej budów. Matijošaitis to zmienił, a może po prostu trafił na dobry czas. Ludzie jednak mają poczucie, że konserwatyści nie zrobili wszystkiego, by ożywić Kowno. Już w wyborach 2015 r. było to widoczne, teraz się pogłębiło. Jest jednak pewien segment wyborców, którzy mogliby głosować a TS-LKD, ale nie czują się dostatecznie przekonani, nie są wyborcami corowymi. Coś musiałoby się stać, żeby wrócili do prawicy. Na razie popierają Matijošaitisa, ale mnie zastanawia, jak zachowają się w wyborach prezydenckich w maju 2019 r., a także jesienią 2020 r., gdy odbędą się wybory do Sejmu. Sądzę, że w przypadku braku kandydatury Matijošaitisa w wyborach prezydenckich i sejmowych, konserwatyści mogą odrobić straty, uzyskać lepszy wynik niż w wyborach lokalnych.

W 2016 r. mieliśmy wybory do Sejmu, gdzie konserwatyści zdobyli jeden jedyny okręg jednomandatowy Zielona Góra-Centrum, który objął Gabrielius Landsbergis. Resztą mandatów w drugiej turze wziął Związek Chłopów i Zielonych. Co TS-LKD musi zrobić, by poprawić swoje wyniki przed wyborami do Sejmu w 2020 r.?

Konserwatyści mają problem w drugiej turze w Kownie. Oni są takim ugrupowaniem, że albo jesteś za nimi, albo przeciwko. Polaryzują elektorat. To, co Związek Chłopów i Zielonych zrobił dobrze w 2016 r., to przekonanie wyborców, by zrobić w drugiej turze referendum, czy jesteś za czy przeciwko TS-LKD. W Kownie to było łatwiejsze, bo konserwatyści zmienili prawie wszystkich kandydatów w porównaniu z wyborami w 2012 r. W paru przypadkach starzy kandydaci TS-LKD kandydowali jako niezależni przeciwko nowym kandydatom TS-LKD. Rezultatem walki wewnętrznej, nowych ludzi, których postawiono w okręgach w Kownie, którzy nie mieli silnego, wyrazistego profilu, był sukces Związku Chłopów i Zielonych. Oni zapytali: skoro konserwatyści zmienili swoich kandydatów w okręgach jednomandatowych, dlaczego wyborcy nie mogą tym samym w ogóle zmienić konserwatystów na inną partię?

Przeczytaj także:  Wybory na Litwie: Rewolucji nie będzie

W tym sensie zbliżające się wybory do Sejmu będą problemem dla TS-LKD. Prawdopodobnie Matijošaitis ponownie wesprze Związek Chłopów i Zielonych, podobnie jak wspiera Sauliusa Skvernelisa jako kandydata na prezydenta. Problemem konserwatystów jest to, kogo wystawią przeciwko partii Karbauskisa. Oni próbują pod przywództwem Gabrieliusa Landsbergisa stać się „catch all party”, zmienić swoją markę, stać się „partią ludu”. Apelują do każdego. Ale w ten sposób dezorientują tradycyjnych wyborców swojej partii. To sprawia, że ci ostatni mogą stać się łakomym kąskiem dla nowej partii politycznej, bardziej na prawo od konserwatystów. Taką partię stworzy za rok Arvydas Juozaitis, obecny kandydat na prezydenta. Mogą też przejść do partii Naglisa Puteikisa, choć ten ostatni ma o wiele mniejsze szanse, by ich przejąć.

Biorąc pod uwagę spadek poparcia dla konserwatystów w Kownie, jakiego wyniku dla Ingridy Šimonytė Pan oczekuje w wyborach prezydenckich?

Spadek poparcia dla TS-LKD nie jest dobrym znakiem. Ona ewidentnie potrzebuje dużego poparcia w dużych miastach. Konserwatyści dostali dobry wynik w Wilnie, ale nie w Kownie czy Kłajpedzie. W tej ostatniej z kolei popularny jest konkurent Šimonytė Gitanas Nausėda, który cieszy się wsparciem mera Vytautasa Grubliauskasa, byłego liberała. Nie wiem kogo wesprze mer Wilna Remigijus Šimašius czy jego konkurent Artūras Zuokas, ale podejrzewam, że może to być Nausėda. Z kolei w Kownie Matijošaitis będzie wspierał Sauliusa Skvernelisa.

Przeczytaj także:  Ingrida Šimonytė: musimy się zdecydować, czy jesteśmy Szwecją czy USA

Przeczytaj także:  Litewscy konserwatyści zdecydowali: Ingrida Šimonytė powalczy o prezydenturę

Dla konserwatystów ważne jest, żeby dostać się do drugiej tury. Obawiam się jednak, że gdy dojdzie w niej do rywalizacji Šimonytė-Skvernelis, ta pierwsza może stracić w Kownie część głosów, które TS-LKD uznawał do tej pory za „swoje”, ze względu na poparcie przez Matijošaitisa Skvernelisa. Przypominam, że w 2014 r. Dalia Grybauskaite uzyskała w drugiej turze w Kownie 72,67% głosów, o wiele więcej niż w skali całej Litwy. A była wtedy wspierana przez konserwatystów. Teraz ten wynik wydaje się nie do powtórzenia.

Jeśli jednak Saulius Skvernelis nie wejdzie do drugiej tury, a znajdą się w niej Ingrida Šimonytė oraz Gitanas Nausėda, to jak zagłosują mieszkańcy Kowna?

Gdy mowa o ogólnej populacji, sądzę, że zremisują. Boję się jednak, że znów dojdzie do referendum: „jesteś za konserwatystami czy przeciwko”. Šimonytė była bowiem ministrem finansów w rządzie Andriusa Kubiliusa, który nie jest dobrze wspominany ze względu na kryzys gospodarczy. Wielu ludzi to pamięta. To może grać na niekorzyść Šimonytė. Sądzę, że ona jest jedną z najlepszych opcji dla konserwatystów, ale jej potencjał w Kownie także jest ograniczony.

Jeśli Saulius Skvernelis zostanie prezydentem, czy Visvaldas Matijošaitis ma szanse zostać premierem Litwy?

To jest spekulacja, trudno powiedzieć. Ewidentnie on czekał do ostatniej chwili, by ogłosić, czy będzie kandydować na prezydenta czy na mera Kowna. Można więc sądzić, że jest otwarty na nowe stanowiska. Z drugiej strony, kiedy odbędzie się inauguracja nowego prezydenta, zostanie jedynie rok do wyborów do Sejmu 2020 r. Wtedy Matijošaitis stanie przed alternatywą: albo być merem Kowna do 2023 r., albo premierem Litwy przez nieco ponad rok. Niby większa władza, ale gwarancji  reelekcji nie ma. Na razie możemy spekulować, czy Saulius Skvernelis go zaprosi do takiej funkcji, ale nie wiadomo, jakie są prawdziwe interesy Matijošaitisa. Jeśli jest tak jak mówi opozycja w Kownie, że on jest bardziej skoncentrowany na własnych biznesach w Kownie, to wtedy pozostanie merem. Jeśli pociągnie go ambicja, pójdzie wyżej. Bycie premierem nie jest złe.

Przeczytaj także:  Gitanas Nausėda: gdy mowa o dwujęzyczności, jestem bardzo ostrożny

Przeczytaj także:  Aistis Zabarauskas: Gitanas Nausėda ma zdolność przyciągania różnych elektoratów

Ale nie ma osoby, która mogłaby go zastąpić jako mera Kowna.

Sądzę, że znalazłoby się parę osób, choćby Andrius Palionis, obecny wicemer. W radzie miejskiej zasiada także dwóch synów obecnego mera, którzy zostali dobrze wyrankingowani w wyborach: Dainius oraz Šarūnas Matijošaitisowie. Nie można zatem wykluczyć powstania dynastii politycznej w Kownie. Oni co prawda nie są bardzo znani, ale są synami swojego ojca.

Mieliśmy kiedyś dynastię Kupčinskasów.

Jednak starszy Kupčinskas był bardziej znany na poziomie krajowym jako poseł na Sejm, zaś jego syn działał jako samorządowiec w Kownie.

Przeczytaj także:  Liudas Mažylis: w europarlamencie chcę działać na rzecz „globalizacji solidarności”

Czy ludzie w Kownie są zainteresowany wyborami europejskimi?

Nie tak bardzo. Frekwencja będzie dość wysoka, bo wybory europejskie połączą się z wyborami prezydenckimi. Ci, którzy pójdą zagłosować na prezydenta, pójdą także na wybory do Parlamentu Europejskiego. Nie oczekiwałbym jednak fajerwerków. Liderem listy konserwatystów pozostaje kownianin Liudas Mažylis, który odnalazł w 2017 r. akt niepodległości Litwy z 16 lutego 1918 r. To może być pomocne dla tutejszej prawicy i nieco zmobilizować elektorat.

Tomasz Otocki
Tomasz Otocki
W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here