Martin Roger: reputacja Estonii jako cyfrowego państwa to zasób i wyzwanie

-

Powiedziałbym, że nasza reputacja jako cyfrowego państwa i społeczeństwa to jednocześnie zasób, jak i wyzwanie. Nie możemy spoczywać na laurach. Musimy stale wychodzić z nowymi inicjatywami. Teraz skupiamy się mocno na sztucznej inteligencji. Kilka tygodni temu zorganizowaliśmy szczyt w Tallinnie, w czasie którego rozmawialiśmy o tym, jak ten fenomen może przysłużyć się naszym celom, mając na uwadze implikacje społeczne, prawne, technologiczne. Inny ważny obszar to cyberbezpieczeństwo. Międzynarodowe firmy i organizacje, takie jak NATO, traktują Estonię jako ważnego partnera w tym obszarze, nasz głos jest słyszany – mówi Martin Roger, ambasador Estonii w Warszawie.

Martin Roger od 2018 roku pełni misję ambasadora Estonii w Polsce. Wcześniej pracował w estońskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, gdzie w latach 2014-2018 zajmował się relacjami z Rosją i państwami Europy Wschodniej oraz Azji Środkowej. W latach 2008-2010 był szefem jednostki w dziale planowania polityki oraz w wydziale prawnym. Wcześniej pracował jako doradca w biurze przewodniczącego Zgromadzenia Ogólnego ONZ, pełnił funkcję dyrektora spraw unijnych i współpracy międzynarodowej w Ministerstwie Gospodarki i Komunikacji. Pracował w Stałym Przedstawicielstwie Estonii przy ONZ w Nowym Jorku oraz w ambasadzie Estonii we Francji. Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie w Tartu oraz uzyskał tytuł magistra prawa międzynarodowego na Uniwersytecie Amsterdamskim.

30 września 2019 roku odbyła się druga edycja Small Business Forum, flagowego wydarzenia ekonomicznego Fundacji Ambitna Polska. Jednym z prelegentów w toku konferencji był Ambasador Republiki Estońskiej JE Martin Roger. Poniżej zamieszczamy rozmowę z Ambasadorem przeprowadzoną w dniu Forum.

Marcin Giełzak: Przed naszą rozmową przeglądałem dane publikowane przez Forum Ekonomiczne w Davos, OECD czy Fax Foundation. Raporty i zestawienia publikowane przez te organizacje często prezentują Estonię jako lidera, nie tylko regionalnego, ale globalnego i to w takich kategoriach, jak najbardziej przedsiębiorczy naród, najbardziej konkurencyjny system podatkowy, najbardziej efektywna służba cywilna. Jak Wam się to udaje?

Martin Roger: (śmiech) Cóż, myślę, że 28 lat temu dostaliśmy wielką szansę, możliwość zaczęcia wszystkiego od nowa. Nie byliśmy wtedy spętani żadnymi przyzwyczajeniami, standardami technologicznymi czy instytucjonalnymi, mogliśmy zwyczajnie postawić na to, co działa. I postawiliśmy na edukację. Ja sam chodziłem do szkoły w latach 90., w czasie wielkich przemian. Uczestniczyłem wtedy w programie Tiigrihüpe, “tygrysi skok”, i sam miałem okazję odczuć, ile dały nam laboratoria komputerowe, darmowy internet w każdej szkole, powszechna nauka programowania – i to nie tylko w większych miastach, ale także na prowincji. Mieliśmy też znakomicie przygotowanych nauczycieli. Oni wychowali pokolenie, które później cyfryzowało naszą administrację, gospodarkę, społeczeństwo. Takie szkoły kończyli późniejsi założyciele firm takich jak Skype, Bolt czy Transferwise.

Czy “estoński model” cyfrowej gospodarki i społeczeństwa jest wynikiem unikalnych okoliczności czy też uważa Pan, że można go eksportować do innych krajów?

Nie sądzę, że da się go powtórzyć w innym kraju na zasadzie “kopiuj-wklej”. Myślę natomiast, że jest sporo dobrych praktyk i ważnych lekcji, z których każdy może skorzystać. W końcu w Europie jest grupa małych krajów, które z uwagi na niewielki rynek wewnętrzny muszą stawiać na eksport. Oczywiście, inne kraje też mają wiele ciekawych startupów i bardzo dynamiczne ekosystemy stworzone wokół innowacyjnych przedsiębiorstw. Prawdą jest jednak, że w Estonii takie biznesy zdają się być bardziej żywotne, rzadziej upadają. Moim zdaniem jest to kwestia tego, że mamy naprawdę silną społeczność biznesową i dojrzały ekosystem. Ludzie, którzy byli zaangażowani w powstanie firm takich jak Skype czy Transferwise, dzisiaj uznają swój sukces za zobowiązanie, chcą się nim dzielić ze społeczeństwem, wchodząc w rolę inwestorów, mentorów, animatorów sceny startupowej. Kiedy natomiast mówimy o e-administracji, to kluczowym jest zrozumienie, że nie jest to kwestia narzędzi, technologii, które da się skopiować. Są one, rzecz jasna, ważne, ale jeszcze istotniejszy jest kontekst polityczny i prawny. Tutaj potrzeba przede wszystkim przywództwa. Przy zdeterminowanych liderach i odpowiedniej kulturze politycznej nie widzę powodów, aby inne państwa nie miały wprowadzać podobnych rozwiązań.

Skoro mowa o e-administracji, o ile dobrze rozumiem, poza wzięciem ślubu i nabywaniem nieruchomości, estoński obywatel może wszystkie sprawy urzędowe, całą interakcję z państwem, załatwić przez Internet…

…nie można się też rozwieść online (śmiech).

To pewnie rozważna decyzja (śmiech). Zakładam, że przedsiębiorcom pewnie się spodoba, że przeciętny Estończyk wypełnia zeznanie podatkowe trzy minuty, a rekordzista zrobił to w osiemnaście sekund. Niemniej, przedsiębiorcy to często libertarianie, ludzie nieufni wobec państwa. Czy fakt, że każdy obywatel ma cyfrową tożsamość, że zostawia cyfrowy ślad w tysiącu sytuacji urzędowych, nie budzi niepokoju?

Problem “Wielkiego Brata” i spory na ten temat oczywiście co pewien czas wracają. Porównajmy jednak dzisiejsze cyfrowe realia z dawnymi. Jaką obywatel miał gwarancję, że jego dane przechowywane w formie papierowej nie trafiały w niepowołane ręce? Jaki mógł mieć wpływ na to, kto i w jaki sposób będzie je przetwarzał? Obecnie ma on pełną wiedzę o tym, jaka instytucja, w jakim celu sięgała do informacji o nim. W pewnym zakresie, choćby swojej historii medycznej, obywatel może określać preferencje prywatności, ograniczając dostęp do takich danych. Na każdym kroku pozostaje więc właścicielem swoich danych. Organy, które z nim współpracują, podlegają prawnym wymogom transparentności i demokratycznej kontroli. Dziś udostępniamy ogromne ilości informacji na swój temat podmiotom takim jak Facebook czy Google, a przecież one nie muszą spełniać aż tak wysokich standardów.

To przypomina mi słowa Pani Prezydent Estonii, która powiedziała, że dla nowoczesnego państwa zapewnianie bezpieczeństwa informacji jest takim samym obowiązkiem jak zapewnianie cielesnej nietykalności obywateli.

Tak, Estończycy mają poczucie, że mają prawo oczekiwać takich rzeczy od rządu, że to jest jego obowiązek. Cyfrowa gospodarka potrzebuje tego rodzaju dwustronnej relacji, a także zaufania. Dwa lata temu mieliśmy kryzys związany z naszymi cyfrowymi dokumentami tożsamości. Zawiódł chip. Taki dokument pozwala m.in. na składanie cyfrowych podpisów, głosowanie internetowo w wyborach, można go powiązać z wykupionymi biletami na komunikację miejską itd. Rząd nie starał się ukryć usterek, obywatele zostali powiadomieni natychmiast. Ze swojej strony musieli pobrać odpowiednią aktualizację, co odbyło się naprawdę sprawnie.

Swoje wystąpienie na dzisiejszej konferencji zakończył Pan wezwaniem do “wspólnego budowania przyszłości”. Jak Pan widzi przyszłość cyfrowego państwa i cyfrowej gospodarki w Estonii?

Powiedziałbym, że nasza reputacja jako cyfrowego państwa i społeczeństwa to jednocześnie zasób, jak i wyzwanie. Nie możemy spoczywać na laurach. Musimy stale wychodzić z nowymi inicjatywami. Teraz, na przykład, skupiamy się mocno na sztucznej inteligencji. Kilka tygodni temu zorganizowaliśmy szczyt w Tallinnie, w czasie którego rozmawialiśmy o tym, jak ten fenomen może przysłużyć się naszym celom, mając na uwadze implikacje społeczne, prawne, technologiczne. To wielka debata – i chcemy być jej częścią. Jeden obszar, w którym SI może wiele zaoferować, to automatyzacja. Zamierzamy maksymalnie ograniczać ilość czynności, które człowiek lub firma muszą wykonywać w kontaktach z państwem. Cyfrowy urząd musi być przyjazny dla użytkownika. Skoro mamy już dane, wszystko, co potrzeba to wykonać na nich odpowiednie operacje, udział obywatela nie jest niezbędny. Inny ważny obszar to cyberbezpieczeństwo. Międzynarodowe firmy i organizacje, takie jak NATO, traktują Estonię jako ważnego partnera w tym obszarze, nasz głos jest słyszany.

Przeczytaj także:  Filozofia nowoczesnego państwa. Rozmowa z Siimem Sikkutem

Słyszałem wypowiedź jednego z natowskich generałów, który powiedział, że Anglia ma flotę, Francja spadochroniarzy, Niemcy wojska pancerne, a Estonia – cyberbezpieczeństwo.

Reputacja to waluta i trzeba ją dobrze zainwestować. Nasze doświadczenie i dorobek w takich obszarach jak cyfryzacja to jedna z rzeczy, która wyróżnia nas z grona innych krajów o podobnej, bardzo trudnej historii.

Na koniec chciałbym poruszyć wątek polski. Jak Pan postrzega swoją misję jako Ambasadora Estonii w naszym kraju? Jakie stawia Pan sobie najważniejsze cele?

To duży i ważny rynek, a nasze firmy zdają się go nie zauważać, nie wykorzystują tego potencjału. W pewnej mierze wynika to z faktu, że większość z nich ma inne priorytety, przede wszystkim Skandynawię. Poza tym polski rynek jest trudny z uwagi na dużą konkurencję. Niemniej myślę, że nasze firmy mogą znaleźć nisze, w których ich rozwiązania byłyby atrakcyjnymi propozycjami dla polskiego nabywcy. Będziemy też zachęcać polskich przedsiębiorców do tego, by zakładali firmy w Estonii; nie po to, by uzyskać dostęp do naszego rynku – jest oczywistym, że jest on znacznie mniejszy niż Wasz, ale po to, by potraktować Estonię jako bramę do Skandynawii i ogólnie krajów basenu Morza Bałtyckiego. Chcielibyśmy też zainteresować ich e-rezydencją. To unikatowy program rządu estońskiego. Oferuje ona kwalifikowany podpis cyfrowy, ważny na terenie całej Unii Europejskiej oraz umożliwia dostęp do dedykowanych biznesowi usług on-line. W listopadzie tego roku e-rezydencja świętuje już piąte urodziny! Wszyscy jesteśmy rezydentami Unii Europejskiej, więc pewne przewagi tej instytucji, które zachęcają, powiedzmy Brazylijczyków, w przypadku Polaków nie znajdą zastosowania. Myślimy jednak, że niemałą wartością może być dla nich cyfrowa infrastruktura, o której dzisiaj mówiliśmy. Dysponujemy też silnymi instytucjami wsparcia biznesu, sieciami funduszy inwestycyjnych, aniołów biznesu, inkubatorami i akceleratorami. Codzienne prowadzenie nowoczesnego, technologicznego, zorientowanego na eksport biznesu, może stać się z dnia na dzień dużo prostsze.

Rozmowa pierwotnie ukazała się w Obserwatorze Międzynarodowym.

Marcin Giełzak
Marcin Giełzak
Publicysta, przedsiębiorca, ekspert Fundacji Ambitna Polska, autor i współautor książek "Antykomuniści lewicy" (2014), "Crowdfunding. Zrealizuj swój pomysł ze wsparciem cyfrowego tłumu"(2015), "O niepodległość i socjalizm" (2020).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here