Šarūnas Liekis: w wyborach w Wilnie szanse ma Zuokas, ale czas Uspaskicha chyba minął

-

Obecny mer Wilna Remigijus Šimašius ma słabe sondaże, a coraz bardziej prawdopodobne staje się, że do władzy w Wilnie wróci poprzedni mer Artūras Zuokas. Sądzę, że nawet jeśli Zuokas nie będzie mieć żadnego poparcia partyjnego, to i tak ma sporą szansę na wybór na mera Wilna. Z kolei Wiktor Uspaskich, szef Partii Pracy, który również chce ubiegać się o to stanowisko, ma charyzmę, choć nie bardzo potrafi wyartykułować o jakie poglądy chce walczyć. Miał także kłopoty ze skandalami, korupcją itp. Ale ma charyzmę i ludzie to lubią. Myślę jednak, że wynik w Wilnie będzie umiarkowany. Chyba czas Uspaskicha się skończył – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim litewski politolog Šarūnas Liekis, wykładowca Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie.

Šarūnas Liekis urodził się w 1969 roku w Wilnie. W 1993 r. ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Wileńskim. Studiował także w Oksfordzie i w Brandeis University w stanie Massachusetts. W 1997 r. uzyskał stopień doktora nauk społecznych. W latach dziewięćdziesiątych związany z Fundacją Andrieja Sacharowa, a także Uniwersytetem Hebrajskim w Jerozolimie. Zaczął specjalizować się w historii relacji litewsko-żydowskich. Pracował w Uniwersytecie im. Michała Römera  w Wilnie. Od 2010 roku wykłada w Uniwersytecie im. Witolda Wielkiego w Kownie. Jest dziekanem Wydziału Nauk Politycznych i Dyplomacji. Pozostaje ekspertem Rady Europy ds. walki z rasizmem i nietolerancją. Zajmuje się tematyką historii Litwy, jej życia politycznego, stosunkami międzynarodowymi, a także relacjami międzyetnicznymi.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Parę tygodni temu kraje bałtyckie odwiedził papież. Jak Litwini podjęli papieża Franciszka, jak przyjęła go litewska klasa polityczna?

Šarūnas Liekis: Jeśli patrzeć na tę wizytę jako wizytę międzypaństwową, to sądzę, że wszystko wyszło bardzo dobrze. Jeśli zaś chodzi o obecność Litwinów, to myślę, że w pielgrzymce mogło wziąć udział więcej ludzi. A było tak, że w Kownie mieliśmy 90 tysięcy wiernych, zaś w Wilnie – 30 tysięcy. W Kownie było o wiele więcej ludzi, tam przyjechała cała prowincja litewska. Także plac w Kownie, na którym papież odprawiał mszę, był większy. Ale ogólnie w wizycie papieża wzięło udział niewiele ponad sto tysięcy osób.

Przeczytaj także:  Papież Franciszek w krajach bałtyckich: Mosty zamiast murów

Czy wizyta miała znaczenie bardziej religijne czy polityczne?

Sądzę, że to drugie. Może w Polsce byłoby odwrotnie, bo tam jest większe powiązanie świadomości narodowej z religią katolicką. Litwa jest dość zsekularyzowanym krajem, w dodatku kościół osłabiły ostatnie skandale związane z pedofilią.

Na wizycie papieża pojawili się jednak politycy.

Była prezydent Dalia Grybauskaitė, premier Saulius Skvernelis czy marszałek Sejmu Viktoras Pranckietis. Pojawił się także kandydat na prezydenta Gitanas Nausėda. Było parę posłów na Sejm, pracowników Pałacu Prezydenckiego.

Przeczytaj także:  Gitanas Nausėda: gdy mowa o dwujęzyczności, jestem bardzo ostrożny

Czy można powiedzieć, że dla którejś partii ta pielgrzymka miała większe znaczenie? Teoretycznie najbardziej chrześcijańskim ugrupowaniem na Litwie jest Związek Ojczyzny.

Ale nie odbiega on w swym konserwatyzmie daleko od Związku Chłopów i Zielonych, którzy są także w sprawach obyczajowych bardzo konserwatywni. Wspomniałbym także o Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, która dodała ostatnio do nazwy człon „Związek Chrześcijańskich Rodzin”. Mało się mówi o tym, że liberałowie na Litwie także są związani z kościołem, choćby poprzez swój Instytut Wolnego Rynku. Członkiem rady tej instytucji jest bowiem prof. Paulius Subačius, przewodniczący zarządu Litewskiej Katolickiej Akademii Nauk. Lewica jest daleko od religii. Ale to nie wygląda tak jak w Polsce, że lewica jest przeciwko kościołowi, a prawica – za. Bo zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie, są różne poglądy. Litwa jest zresztą znacznie bardziej liberalna od Polski, choćby w kwestii in vitro. Jak ktoś proponuje jakąś konserwatywną zmianę, choćby zakaz aborcji, to pojawia się zaraz argument, że artykuł 43 konstytucji litewskiej mówi o rozdziale kościoła od państwa. Mimo to uważam, że w przyszłej kadencji Sejmu jest szansa na wprowadzenie zakazu przerywania ciąży.

Czego domaga się Waldemar Tomaszewski. Czy kościół katolicki na Litwie sympatyzuje z jakąś partią?

Żadnej agitacji politycznej na mszach świętych nie ma, inaczej niż w Polsce. Ale można powiedzieć, że kler sprzyja Związkowi Ojczyzny, jako najbardziej konserwatywnemu ugrupowaniu. W tej partii jest silna frakcja chrześcijańsko-demokratyczna, do której należą Žygimantas Pavilionis i Laurynas Kasčiūnas. Na Litwie prowincjonalnej różne partie żyją jednak dobrze z kościołem.

Przeczytaj także:  Žygimantas Pavilionis: dostrzegam pozytywne sygnały z Warszawy

Model litewski jest bardziej odległy od katolicyzmu…

… ale pewne rzeczy są lepiej rozwiązane w Polsce. Choćby kwestia kapelanów wojskowych, którzy u was są także prawosławni czy protestanccy, podczas gdy na Litwie kapelani należą wyłącznie do kościoła katolickiego. Choć na Litwie mniejszości religijnych jest więcej i chyba mają większe wpływy, ale tych kapelanów nie byli w stanie sobie wywalczyć.

Przejdźmy do polityki wewnętrznej Litwy. W 2019 r. będziemy mieli potrójne wybory – samorządowe, prezydenckie i europejskie. Dalia Grybauskaitė odchodzi ze stanowiska. Jaki jest bilans jej rządów?

Z jednej strony Litwa poszła w zdecydowanie europejskim kierunku. Valdas Adamkus także prowadził politykę europejską, ale on bardzo interesował się także wschodnimi sąsiadami Litwy. A więc polityka wobec Ukrainy, Gruzji. Tego za Grybauskaitė nie było, ją bardziej interesowała stabilność gospodarcza Litwy, zwalczanie kryzysu, wprowadzenie waluty euro. Chcę to powiedzieć delikatnie, ale Grybauskaitė była do pewnego stopnia „księgową”. A tacy ludzie nie mają wielkich wizji. Wiele spraw w polityce międzynarodowej ją nie interesowało. Do dziś nie mamy strategii polityki zagranicznej na Litwie.

Przeczytaj także:  Droga państw bałtyckich do wspólnej waluty euro

Czy gdyby prezydentami zostali w 2019 r. Gitanas Nausėda lub Ingrida Šimonytė, to oni kontynuowaliby kurs Grybauskaitė, czy coś by się zmieniło?

Sądzę, że oni kontynuowaliby kurs liberalny w gospodarce, a konserwatywny w życiu społecznym czy politycznym.

Przeczytaj także:  Ingrida Šimonytė: musimy się zdecydować, czy jesteśmy Szwecją czy USA

A Saulius Skvernelis jakim byłby prezydentem?

Na pewno dokończyłby swoje dzieło jako premier. Teraz „załatwił” sprawę Orlenu z Polską i to usunęło konflikty w relacjach polsko-litewskich. Z drugiej strony ja nie wierzę, że on jest dojrzały do tego, by być prezydentem, by decydować o polityce zagranicznej. Jest specjalistą w swojej dziedzinie, byłym policjantem i byłym ministrem spraw wewnętrznych, ale on jeszcze się musi bardzo uczyć, żeby zostać głową państwa.

Gdyby on został prezydentem, to wtedy cała władza przejdzie w ręce Związku Chłopów i Zielonych? Premierem wtedy będzie mer Kowna Visvaldas Matijošaitis, który miał kiedyś związki biznesowe z Rosją?

Szefem rządu może zostać także inna osoba, niekoniecznie on. On jest dobrym merem Kowna, ludzie pozytywnie go oceniają i wygra pewnie w pierwszej turze. Bo ludzie mieli negatywny stosunek do konserwatystów, którzy uczynili z Kowna swój przyczółek. Teraz wszystko przegrali. Rządy mera Andriusa Kupčinskasa ze Związku Ojczyzny były o wiele gorsze. Teraz konserwatyści nie mają tam czego szukać.  Z drugiej strony sądzę, że może Kowno jest dla Matijošaitisa za dużym miastem. Co do biznesów z Rosją, to on eksportuje do Rosji przez Niemcy. Jeśli Niemcy chcą wysyłać jego towary do Rosji, to już nie jest sprawa Matijošaitisa, tylko Niemców.

Matijošaitis jest wciąż notowany jako kandydat na prezydenta, zaś notowania Skvernelisa spadają.

Związek Chłopów i Zielonych jeszcze nie ogłosił swojego kandydata na prezydenta, ale Matijošaitis raczej nie wystartuje, on gra z Chłopami i Zielonymi. Jeśli zdecyduje się Skvernelis, to wtedy głosy Matijošaitisa można włożyć do tego samego koszyka. Po prostu zsumują się i wtedy będzie trudniejsza sytuacja dla Nausėdy lub Šimonytė.

Konserwatyści będą jeszcze mieli szansę ponownie opanować Kowno?

Sądzę, że przez najbliższe 5-10 lat nie będzie to możliwe. Nikt im tam obecnie nie ufa.

W wyborach do Sejmu w 2016 roku prawie wszystkie mandaty w Kownie wziął Związek Chłopów i Zielonych, wyjątkiem była Zielona Góra-Centrum, gdzie wygrał Gabrielius Landsbergis, lider konserwatystów.

Gdyby jednak przypuszczono większy atak na Landsbergisa, chociażby związany z działalnością jego żony, która jest właścicielką prywatnych przedszkoli, albo z jego poglądami na edukację publiczną, to sądzę, że także w tym okręgu konserwatyści mogliby przegrać. Ale nie było takiej kampanii i Landsbergis dostał mandat. Sądzę, że w następnych wyborach Chłopi i Zieloni także uzyskają większość w Kownie, nawet jeśli obecne sondaże są trochę trudniejsze dla nich. Bo nie ma alternatywy.

A gdyby to konserwatyści wygrali wybory w 2020 roku, to Gabrielius Landsbergis byłby dobrym kandydatem na premiera?

Ma pewne cechy, które mu to uniemożliwiają. Jest zbyt młody i zbyt arogancki. Ale z drugiej strony, jeśli prawica wygra wybory, to nie będzie przeszkód, żeby mianować go na szefa rządu.

Przeczytaj także:  Gabrielius Landsbergis – przyszły premier Litwy?

Remigijus Šimašius też był młody, jak zostawał w 2015 r. merem Wilna ze świetnym wynikiem.

Tylko, że teraz Šimašius ma słabe sondaże, a coraz bardziej prawdopodobne staje się, że do władzy w Wilnie wróci poprzedni mer Artūras Zuokas. Sądzę, że nawet jeśli Zuokas nie będzie mieć żadnego poparcia partyjnego, to i tak ma sporą szansę na wybór na mera Wilna.

Stosunki polsko-litewskie się polepszyły ostatnio.

Mieliśmy wizyty premiera i prezydenta Polski, marszałków Sejmu i Senatu, ministra spraw zagranicznych. Mamy teraz odbudowę torów do Możejek i otwarcie biura Kolei Litewskich w Warszawie. Myślę, że to się utrzyma. To z jednej strony niedobra wiadomość dla konserwatystów. Z drugiej dla Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, która niewiele zrobiła dla Polaków, jak była w koalicji w okresie rządu Butkevičiusa, także. Dla AWPL chyba lepiej jest, jak istnieje konflikt, bo można na tym prowadzić politykę.

A z czego wynika to, że poprawiły się relacje polsko-litewskie?

Sądzę, że zaczął to Saulius Skvernelis. On generalnie nie ma dużej wiedzy i często nie wie, co robi, ale to wyszło na dobre. Premier zamiast wizji, woli rozmawiać o drobnych, konkretnych sprawach i dla relacji Warszawy z Wilnem okazało się to zbawienne.

A gdyby do władzy doszli w 2020 r. konserwatyści, to coś zmieniłoby się w stosunkach polsko-litewskich?

Zazwyczaj partia Landsbergisa wszystko komplikuje, więc nie wiem, czy byłyby zmiany na lepsze. Tam jest dużo frakcji, każdy ciągnie w swoją stronę i każdy ma różne pomysły, także na sprawy polskie. Tak więc ja wobec Związku Ojczyzny i jego wpływu na relację z Warszawą pozostaję sceptyczny.

Teraz część konserwatystów wystąpiła z pomysłem lituanizacji polskich szkół.

I zaraz będzie strajk. Takie rzeczy wymagają czasu. Nie widzę żadnego sensu w tym pomyśle.

Dalia Grybauskaitė odchodzi z polityki krajowej, bo raczej nie założy już swojego ruchu politycznego. Czy ma szansę na karierę międzynarodową?

Tutaj właśnie jest problem, bo ona potrzebuje poparcia rządu Sauliusa Skvernelisa, by uzyskać stanowisko. Rząd może się nie zgodzić, jeśli ona im będzie do końca kadencji komplikować sytuację albo przeszkadzać w wyborach lokalnych albo prezydenckich.

Żeby uzyskać stanowisko europejskie, trzeba mieć także poparcie jednej z wielkich politycznych rodzin europejskich.

Konserwatyści mogliby poprzeć Grybauskaitė, oni należą do Europejskiej Partii Ludowej. Ale to znowu wszystko zależy od koniunktury, od tego, jakie będą układy i porozumienia, jaka będzie pozycja Angeli Merkel, która ostatnio osłabła, a która sprzyjała Grybauskaitė. Wszystko zależy zatem od okoliczności, jakie będą panować na scenie unijnej w 2019 roku.

Zapytam jeszcze o litewską lewicę, mamy dwie partie, „starą” Gediminasa Kirkilasa, i „nową” Gintasa Paluckasa. Czy to już koniec lewicy?

Wygląda na to, że powtórzy się sytuacja z Polski. Lewica kompletnie rozbita i zdemoralizowana, a postulaty socjalne przejmują prawicowe partie populistyczne takie jak Związek Chłopów i Zielonych, a w Polsce Prawo i Sprawiedliwość. Będą kopiowane pomysły z Polski, sądzę, że po nowym roku na Litwie pojawi się program 500+ itp.

Przeczytaj także:  Gediminas Kirkilas: Naciski Brukseli na Polskę przypominają mi nasze przygody z Moskwą

Przeczytaj także:  Gintautas Paluckas: Litewska socjaldemokracja musi wrócić do swoich podstawowych wartości

Czy Wiktor Uspaskich ma wciąż szansę na sukces polityczny? Mówi się, że będzie startować na mera Wilna.

On ma charyzmę jako polityk, choć nie bardzo potrafi wyartykułować o jakie poglądy chce walczyć. Miał także kłopoty ze skandalami, korupcją itp. Ale ma charyzmę i ludzie to lubią. Myślę jednak, że wynik w Wilnie będzie umiarkowany. Chyba czas Uspaskicha się skończył.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj