Claudia Müller: zróbmy w Meklemburgii „dzień Polski” zamiast „dnia Rosji”

-

Chcemy zaproponować „Dzień Polski” nie tylko jako imprezę gospodarczą, ale także dotykającą wątków kulturalnych i historycznych. Powiedzmy sobie szczerze – relacje polsko-niemieckie nie są teraz najlepsze. Dlatego chcielibyśmy widzieć taki sygnał ze strony niemieckiej, że dostrzega się ich wagę. Program minimum to dzień taki jak „Russlandtag“ w Rostocku. Jesteśmy bardzo świadomi naszych więzi z Polską zwłaszcza we wschodniej Meklemburgii i na Pomorzu Przednim. Miasto Greifswald co roku gości festiwal polenmARkT. Język polski nauczany jest w szkołach, niestety jednak tylko w regionie granicznym. Na pewno transport przygraniczny należy poprawić, szczególnie na wyspie Uznam. Sądzę, że w regionie jest wiele małych projektów polsko-niemieckich, którym trzeba się bardziej przyglądać i je wzmacniać – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Claudia Müller, posłanka Związku’90/Zielonych do Bundestagu, reprezentująca region Meklemburgii-Pomorza Przedniego.

Claudia Müller urodziła się 1981 roku w Rostocku. W latach 2002-2012 studiowała Baltic Management Studies w Wyższej Szkole Zawodowej w Stralsundzie. Od 2009 r. angażowała się w życie polityczne Stralsundu. Zasiadała w radzie powiatu Pomorze Przednie-Rugia. W 2011 roku została członkiem Związku’90/Zielonych, pełniąc w latach 2012-2018 funkcję współprzewodniczącej regionu. Sprawowała także urząd członka zarządu miasta Stralsund (Bürgerschaft). W 2015 r. bez powodzenia kandydowała na burmistrza Stralsundu. Jesienią 2017 roku została wybrana na posłankę do Bundestagu z regionu Meklemburgia-Pomorze Przednie, gdzie zajmuje się m.in. gospodarką morską. Należy do organizacji „Europa-Union Deutschland”, która opowiada się za budową federalnej Europy.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Dwa tygodnie temu w Rostocku odbył się Dzień Rosji, w którym udział wzięła premier Meklemburgii-Pomorza Przedniego Manuela Schwesig, a także wiceprzewodniczący Bundestagu Thomas Oppermann. Z kolei w czwartek i piątek szefowa rządu Meklemburgii odwiedziła Moskwę. Pani partia sprzeciwia się zarówno organizacji Dnia Rosji, jak i tego typu wizytom. Czy ma to jedynie związek z polityką zagraniczną Rosją, aneksją Krymu, wojną w Donbasie i Syrii, czy jest coś jeszcze?

Claudia Müller: Generalnie jesteśmy zwolennikami współpracy międzynarodowej. Wolimy, żeby rozmawiać ze sobą, a nie o sobie. Niestety to forum, które odbyło się w Rostocku, skupia się jedynie na relacjach gospodarczych, pozostawiając poza nawiasem wiele tematów takich jak prawa człowieka, wojna na wschodniej Ukrainie czy Krym. Równie krytycznie podchodzę do samego zainteresowania jedynie Rosją jako sąsiadem. Niemcy graniczą także z Polską, a naszym głównym partnerem gospodarczym jako Meklemburgii-Pomorza Przedniego jest właśnie wasz kraj. Mamy także silne związki z krajami nordyckimi i bałtyckimi. A nie widzę podobnych wysiłków ze strony władz regionu, by wzmocnić te więzi.

Przeczytaj także:  Meklemburgia spogląda coraz bardziej na Wschód? Rosyjska feta w Rostocku

Podczas Dnia Rosji w Rostocku Thomas Oppermann z SPD był dość krytyczny wobec polityki zagranicznej Rosji, aczkolwiek podkreślił także, że Unia Europejska powinna budować z Rosją „wspólną przestrzeń gospodarczą od Lizbony po Władywostok”. Bronił także idei Nord Stream II jako „projektu ekonomicznego, a nie politycznego”. Czy takie nastawienie jest powszechne w Meklemburgii? Jaka jest pozycja Zielonych w tej sprawie?

Byłam całkiem zaskoczona, że Thomas Oppermann poruszył te kwestie. Dotychczas na tym forum nie przebijał się żaden krytycyzm wobec polityki Rosji. Zieloni zawsze krytykowali Nord Stream II. Dzieje się tak z wielu powodów, głównie dlatego, że jest kontrproduktywny, gdy mowa o przejściu na energię odnawialną. Nie podoba nam się także geostrategiczny wpływ tego projektu na region. Częścią tożsamości naszej partii w Meklemburgii są grupy walczące o prawa obywatelskie w dawnej NRD. Jesteśmy bardzo świadomi tego, co się dzieje w krajach dawnego Związku Sowieckiego. Reagujemy zatem bardzo mocno na wszelkie oznaki powstawania i umacniania się reżimów autorytarnych. Chcemy mocnych więzi ze społeczeństwem obywatelskim w Rosji, bo widzimy różnicę między władzami w Moskwie a ludźmi mieszkającymi w Federacji Rosyjskiej.

Zamiast “Dnia Rosji” w Rostocku proponujecie „Polentag”, czyli „Dzień Polski”. Jak Pani go sobie wyobraża? Jak widzi Pani współpracę polsko-niemiecką na terenie Meklemburgii?

Ale my już mamy partnerstwo polsko-niemieckie w regionie. Na przykład izba handlowa w Neubrandenburg organizuje regularnie różne imprezy, by wspierać więzi gospodarcze między Niemcami a Polską. Niestety nie mamy takich inicjatyw po stronie urzędu premiera Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Chcemy zaproponować „Dzień Polski” nie tylko jako imprezę gospodarczą, ale także dotykającą wątków kulturalnych i historycznych. Powiedzmy sobie szczerze – relacje polsko-niemieckie nie są teraz najlepsze. Dlatego chcielibyśmy widzieć taki sygnał ze strony niemieckiej, że dostrzega się ich wagę. Program minimum to dzień taki jak „Russlandtag“.

Przeczytaj także:  Młodzi socjaliści: premier Meklemburgii zbyt prorosyjska

Jak ocenia Pani dwadzieścia osiem lat sąsiedztwa polsko-niemieckiego w kontekście Meklemburgii? Co udało się zrobić, a co jeszcze wymaga poprawy? Chodzi mi oczywiście nie tylko o gospodarkę, ale także kulturę, transport, sprawy społeczne…

Jesteśmy bardzo świadomi naszych więzi z Polską zwłaszcza we wschodniej Meklemburgii i na Pomorzu Przednim, graniczącym z Pomorzem Zachodnim. Miasto Greifswald co roku gości festiwal polenmARkT. Język polski nauczany jest w szkołach, niestety jednak tylko w regionie granicznym. Na pewno transport przygraniczny należy poprawić, szczególnie na wyspie Uznam. Sądzę, że w regionie jest wiele małych projektów, którym trzeba się bardziej przyglądać i je wzmacniać.

Przeczytaj także:  Bazar polskiej kultury, czyli festiwal polenmARkT w Greifswaldzie

Przeczytaj także:  Pociągi z Berlina do Szczecina pojadą szybciej. Na Uznam jeszcze poczekamy

Polska ma obecnie trudną sytuację polityczną związaną z przestrzeganiem prawa, akceptacją uchodźców, obroną mniejszości i demokracji. Uważana jest za swego rodzaju „troublemakera” na równi z Węgrami Orbána, Rumunią itd. Jaki jest stosunek waszej partii do tego, co się dzieje w Polsce? Jak rozwiązać tę sytuację?

Martwimy się tym, co się dzieje w Polsce, ale jednocześnie widzimy u was silne społeczeństwo obywatelskie. W żadnym wypadku nie należy porównywać Polski z Rosją. Sądzę, że niezależność sądownictwa jest wciąż fundamentem demokracji i naprawdę mam nadzieję, że obecny rząd w Warszawie zejdzie z obecnej ścieżki. Bez wątpienia musimy więcej ze sobą rozmawiać. Z kolei zastosowanie sankcji w ramach Unii Europejskiej byłoby trudne. Raczej chciałabym widzieć wprowadzenie specjalnego systemu wzmacniającego poszczególne regiony Unii Europejskiej, by mogły wypełnić swoje zobowiązania.

Chcę zapytać o pozycję waszej partii w Meklemburgii. Nie jesteście reprezentowani w landtagu. Wasza partia, podobnie jak liberałowie z FDP, nie jest popularna w regionie, w którym mamy silną postkomunistyczną Partię Lewicy, a ostatnio Alternatywę dla Niemiec. Dlaczego populiści są wciąż silni w Meklemburgii? Co robicie, by przyciągnąć do Zielonych więcej ludzi?

Rzeczywiście Związek’90/Zieloni nie miał nigdy łatwo we wschodnich Niemczech. Nas postrzega się o wiele bardziej niż innych jako „partię zachodnią”, choć jesteśmy jedynym ugrupowaniem, które w swojej nazwie ma człon „wschodni”, czyli właśnie „Związek’90”, który powstał w byłym NRD. Naszą partię kojarzy się z negatywnymi konsekwencjami przełomu w 1990 roku. Byliśmy bowiem na czele pokojowej rewolucji we wschodnich Niemczech. Szybkość zjednoczenia obu państw przeciążyła większość ludzi na Wschodzie. Likwidacja wielkich segmentów gospodarki, zajęcie czołowych pozycji w administracji, gospodarce i systemie sprawiedliwości przez ludzi ze „starych landów” doprowadziło i wciąż doprowadza do rozgoryczenia. Z tymi negatywnymi uczuciami wiąże się częściowo także naszą partię. Do tego dochodzi fakt, że takie sprawy jak bezrobocie, bezpieczeństwo socjalne czy perspektywy dla dzieci bardziej interesują ludzi na Wschodzie niż na Zachodzie, a jednocześnie te tematy nie są widziane jako „typowo zielone”.

Przeczytaj także:  Stefan Fassbinder: Greifswald to miasto otwarte

Co trzeba zrobić, by przekonywać ludzi?

Sądzę, że uda nam się przyciągnąć ludzi do Zielonych wtedy, gdy pokażemy wyraźnie, że ekologia i gospodarka są ze sobą nierozłącznie powiązane. Ochrona klimatu, szczególnie zmiana energetyczna, to gospodarcze szanse dla wschodu Niemiec, także dla Meklemburgii. Jednocześnie jesteśmy ugrupowaniem, które porusza temat zrównania poziomu życia we wszystkich landach niemieckich. Chcemy, by wszystkie pokolenia miały właściwą jakość życia.

Przeczytaj także:  Meklemburgia spogląda w prawo

Po wyborach do Bundestagu jesienią 2017 roku odbyły się negocjacje między CDU, FDP a Zielonymi na temat powołania do życia „koalicji Jamajka”, która miałaby rządzić na szczeblu federalnym. Czy gdyby „wielka koalicja” złożona z CDU i SPD, tworząca gabinet Angeli Merkel, rozpadła się, wyobraża sobie Pani powrót do negocjacji waszej partii z liberałami i chadekami?

Gdyby doszło do nowych wyborów do Bundestagu, to sądzę, że mielibyśmy ostatecznie podobne rezultaty, gdy mowa o ewentualnych większościach. Musimy być więc przygotowani do tego. Obecnie rozmawiamy z liberałami na różnych poziomach, więc rozumiemy się lepiej niż jeszcze rok temu. Z kolei w Meklemburgii-Pomorzu Przednim sądzę, że nasza partia jest jednak bardziej na lewo. Z drugiej strony my mamy wciąż silne więzi z ruchem obywatelskim, jesteśmy więc daleko od wywodzącej się z NRD Partii Lewicy, którą w landtagu i w innych parlamentach niemieckich reprezentuje wciąż wiele ludzi z dawnej komunistycznej partii SED. Jeśli wrócimy do sejmiku w Meklemburgii i trzeba będzie wchodzić w negocjacje koalicyjne, będziemy otwarci na wszystkie partie z wyjątkiem Alternatywy dla Niemiec, CDU i FDP wchodzą więc w rachubę. Ale nasi członkowie w tym regionie czuliby się bardziej komfortowo z lewicową koalicją.

Przeczytaj także:  Meldunek z niemieckiej Północy. Jak działa Jamajka w Szlezwiku

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj