Marko Pomerants: po wyborach bardziej potrzebny jest kalkulator niż ideologia

-

Nam jako ugrupowaniu „Ojczyzna” najbliżej byłoby do Partii Reform. Ale zawsze po wyborach dzieje się tak, że trzeba wziąć do ręki kalkulator i liczyć jaka większość jest realna. Problemem nie jest to, jakie partie wejdą do koalicji, a jakie będą ustalenia i w jaki sposób zostaną wprowadzone w życie. Kolejna ważna rzecz, to odpowiednia większość w Riigikogu. Żeby nie zaczynać rządzenia od pięćdziesięciu jeden szabli w parlamencie, ale żeby mieć co najmniej sześćdziesięciu posłów, by mieć z czego tracić w trakcie kadencji. A później zaczynają się negocjacje – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Marko Pomerants, poseł partii „Ojczyzna” do Riigikogu, wieloletni minister w czterech rządach estońskich.

Marko Pomerants urodził się w 1964 roku w Tamsalu w Zachodniej Wironii. Kształcił się na studiach geologicznych na Uniwersytecie w Tartu. Pracował w działach ochrony środowiska w administracji rodzinnej prowincji. Od 1995 do 2003 r. był gubernatorem Zachodniej Wironii. W 2003 r. wszedł do rządu Juhana Partsa jako minister ds. społecznych, później był ministrem spraw wewnętrznych w gabinecie Andrusa Ansipa, zaś w ostatnim okresie ministrem ochrony środowiska w rządach Taaviego Rõivasa i Jüriego Ratasa. Od 2002 r. jest zaangażowany w działalność w partii „Ojczyzna”, która wcześniej nosiła nazwę „Związek Ojczyzny i Res Publiki” (IRL). W 2003 r. po raz pierwszy został posłem do Riigikogu, w kolejnych wyborach uzyskiwał reelekcję. Obecnie jest wiceprzewodniczącym Komitetu Konstytucyjnego. Zasiada także w radzie miejskiej Rakvere w Zachodniej Wironii. Działa w Estońskiej Federacji Koszykówki.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Pochodzi Pan z Rakvere. Chciałbym zapytać, jak silną ma pozycję „Isamaa” w tym mieście, a także w całym regionie Zachodniej Wironii. W październiku miałem okazję spotkać księdza luterańskiego, proboszcza parafii w Rakvere, Tauno Toompuu, który jest także członkiem waszej partii.

Pozycja „Isamaa” w Zachodniej Wironii jest bardzo dobra. Z tego co pamiętam w samym Rakvere od dwudziestu lat jesteśmy członkami koalicji rządzącej. Obecnie mamy pięciu radnych. Nasz polityk Mihkel Juhkami jest przewodniczącym rady miejskiej, z kolei na czele władz miasta stoi przedstawiciel reformistów Marko Torm. My znajdujemy się w koalicji złożonej z Partii Centrum oraz Partii Reform. Z kolei w opozycji siedzą socjaldemokraci oraz lokalny komitet, jednak lewica często wspiera naszą koalicję w głosowaniach. Jedno miejsce w radzie miejskiej zajmuje przedstawiciel nacjonalistycznej, populistycznej partii EKRE. Jako „Isamaa” jesteśmy także silni w lokalnym powiecie. Co ciekawe, nie mieliśmy w naszej organizacji lokalnej żadnych konfliktów, żadnych spięć, co może być niezwykłe jak na Estonię.

Przeczytaj także:  Tauno Toompuu: Estończycy nie są przywiązani do kościoła instytucjonalnego

Który z regionów jest najtrudniejszy dla waszej partii? Wschodnia Wironia?

Myślę, że ten region jest wyzwaniem dla wszystkich estońskich polityków. Może z wyjątkiem Partii Centrum, mocno osadzonej w lokalnej społeczności rosyjskiej, która jednak także tam zaczyna mieć kłopoty. Najlepszym przykładem jest Narwa, gdzie znaczna część polityków Partii Centrum odeszła z lokalnych struktur ugrupowania. Na pewno jednak centryści w tym regionie są wciąż silni, czego nie można powiedzieć o pozostałych partiach estońskich takich jak Partia Reform, nasze ugrupowanie, socjaldemokraci czy EKRE. W poprzedniej kadencji „Isamaa” miała posła z tamtego regionu, ale w 2015 roku nie udało nam się powtórzyć sukcesu.

Przeczytaj także:  Narwa. Gdzie mniejszość jest większością

Bo macie trudną sytuację wśród rosyjskojęzycznych. Z drugiej strony w Riigikogu zasiada posłanka Wiktoria Ładyńska, która reprezentuje rejon Lasnamäe.

Czyli najmniej estońską część stolicy. Swoją drogą to jest charakterystyczne dla systemu estońskiego, że rosyjscy posłowie wchodzą z list estońskich. Co prawda paręnaście lat temu mieliśmy jeszcze listy rosyjskie, które startowały w wyborach, ale nie miały dużych sukcesów. Parę lat temu Partia Rosyjska w Estonii połączyła się z Partią Socjaldemokratyczną. Za jedną z większych zasług Edgara Savisaara dla Estonii uważam, że przyciągnął do Partii Centrum ludność rosyjską i zapobiegł w ten sposób powstaniu ugrupowania rosyjskiego.

Inaczej niż ma to miejsce na Łotwie. Chcę zapytać o sytuację koalicji, która na początku października straciła większość w Riigikogu. To wasza posłanka Tiina Kangro zrezygnowała z przynależności do klubu „Isamaa”. Obecnie jedynie 50 posłów wspiera rząd Jüriego Ratasa. Co się stało?

Jak już mówiłem wcześniej, siedzieliśmy obok siebie w parlamencie. Ona od początku była bardzo niezależną osobą. Nie była nawet członkiem naszej partii, a jedynie frakcji. Miała bardzo mocną agendę, jeśli chodzi o sprawy społeczne, im się poświęcała. Nie wiem, może niektórzy posłowie mają zbyt duże ego. Nasi politycy często nie rozumieją, że zasiadają w Riigikogu, bo ktoś głosował na partie, które ich wyniosły do władzy. Widocznie można podpisać porozumienie koalicyjne, a później robić coś zupełnie innego i przez ostatnie parę miesięcy pobierać wynagrodzenie. Ale Tiina Kangro wybrała taką przyszłość i musimy to uszanować. Ona z kolei musi zrozumieć, że nie znajdzie się już w następnym parlamencie.

To nie pierwszy raz, kiedy waszą frakcję opuszczają politycy. Wcześniej w 2017 roku byli to Margus Tsahkna i Marko Mihkelson.

Którzy sprawowali funkcje przewodniczącego i wiceprzewodniczącego ugrupowania, co było jeszcze dziwniejsze. Pierwszy jest dziś w ruchu „Estonia 200”, zaś drugi przystąpił do Partii Reform.

Przeczytaj także:  Andreas Kaju: Kaja Kallas pragmatycznie kieruje Partią Reform

Czy ruch „Estonia 200”, do którego należy Tsahkna, jest zagrożeniem dla waszego ugrupowania?

Może tak być postrzegane. Z drugiej strony to ugrupowanie samo twierdzi, że nie pozycjonuje siebie ani w spektrum lewicowym, ani prawicowym. Wcześniej zaś Tsahkna należał do ugrupowania prawicowego. Czy to jest sensowne, nie wiem.

Na pewno jednak zagrożeniem dla waszego ugrupowania jest nacjonalistyczna partia EKRE, która podbiera wam elektorat.

Patrząc z wąskiej perspektywy EKRE na pewno jest dla nas zagrożeniem. Duża część konserwatywnych wyborców odeszła od „Isamaa” do nacjonalistów, a także do Partii Wolności. Ale ja uważam, że EKRE jest problemem dla całej klasy politycznej, nie tylko dla nas. Należy sobie zadać pytanie, czy chcemy mieć takie społeczeństwo o jakim marzy Mart Helme.

Przeczytaj także:  Martin Helme: związki partnerskie to dla lewicy i liberałów coś w rodzaju świeckiej religii

Jakie są trzy główne różnice między waszą partią a EKRE? Kwestia związków partnerskich dla homoseksualistów was nie dzieli, bo oba ugrupowania były przeciwko…

Można być jednak przeciwko, mając argumenty, a można głosować przeciw, bo ma się tylko nienawiść. Mogę być jako poseł przeciwko związkom homoseksualnym, ale to nie oznacza, że nie mogę spotykać się z osobami LGBT i z nimi rozmawiać. Sądzę, że tak źle jednak nie jest.

Przeczytaj także:  Zakończył się filmowy festiwal LGBT w estońskim Rakvere

W Rakvere spotkałem polityków EKRE, którzy zbierali podpisy pod nowelizacją konstytucji, by zagwarantować małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety.

W naszym programie także znajduje się podobny zapis. Problem polega tylko na tym, że on jest bardzo trudny do wprowadzenia. Bo trzeba mieć większość dwóch trzecich w dwóch następujących po sobie parlamentach. A z tym może być ciężko w Riigikogu, znając stanowisko innych partii. Ja jednak powiedziałbym, że patrząc na estońskie życie polityczne to może nie jest najważniejsza obecnie kwestia. Sądzę, że o wiele ważniejsze jest to, że mamy niski przyrost naturalny w Estonii, a więc kwestie demograficzne. Podobnie jak sprawa bezpieczeństwa, wagi języka estońskiego czy edukacji. To są kwestie w sumie ważniejsze niż nowelizacja konstytucji.

Partia Reform i EKRE opowiadają się za estonizacją systemu edukacji. Wasze ugrupowanie także zawsze to popierało, ale z kolei jeśli spojrzeć na pozostałe ugrupowania koalicyjne, które tworzą rząd Jüriego Ratasa, to one mają na ten temat inne zdanie.

Sądzę, że bardziej postawa Partii Centrum jest problematyczna, bo oni mówią, że trzeba czasu na taką reformę. Ja jednak uważam, że powinniśmy to zrobić szybko. Zasługą naszej partii jest to, że może Pan znaleźć teraz gimnazjum estońskie w każdym powiecie. Może tylko nie na wyspie Hiuma. Z kolei gimnazjów rosyjskich Pan wiele nie naliczy. Uważam, że dzięki temu młodzi absolwenci mają lepsze szanse na rynku pracy.

Przeczytaj także:  Reforma oświaty na Łotwie wejdzie w życie, polskie szkoły w Łatgalii i Rydze zostają

Wróćmy do różnic między Wami a EKRE. Co Was jeszcze różni, polityka międzynarodowa?

Jeśli spojrzy Pan na program naszej partii z 1992 roku, na jej ówczesną wizję Estonii w Europie, to widzi Pan, że większość z tych wizji została zrealizowana. Członkostwo w NATO, w Unii Europejskiej, gospodarka rynkowa. Może nie do końca zmiany w sądownictwie, ale my, inaczej niż EKRE, opowiadamy się za niezależnym sądownictwem. Oni z kolei mówią dużo o reformie, ale nie sądzę, by którakolwiek partia, nawet jeśliby weszła do koalicji z EKRE, zgodziła się realizować pomysły ich reform w tej dziedzinie. Co innego jest krzyczeć na trybunie, a co innego pewne rzeczy robić w praktyce.

Czy wyobraża sobie Pan bycie w tej samej koalicji co EKRE?

W estońskiej polityce nie należy nigdy mówić „nigdy”. Była taka „czerwona linia” w stosunku do Partii Centrum. Mówiliśmy, że nigdy nie wejdziemy do rządu tworzonego przez jej lidera Edgara Savisaara. Ale Savisaar odszedł i okazało się, że potrafimy współpracować. Sądzę zatem, że możliwa jest koalicja także z EKRE. Podam przykład Finlandii, gdzie także doszło do koalicji Partii Centrum, konserwatystów oraz nacjonalistycznych „Prawdziwych Finów”. Timo Soini, były lider tej partii, a od 2015 roku minister spraw zagranicznych, to inna osoba teraz, inna osoba trzy lata temu. Władza odmienia bowiem polityków. Jeśli sprawuje się funkcję, nie można mówić tego, co ślina na język przyniesie.

Przeczytaj także:  Edgar zabrał ze sobą Taaviego, czyli zmiana rządu w Estonii

Przeczytaj także:  Opozycja obejmuje władzę w Finlandii

Czy najbardziej pożądanym wariantem dla waszej partii jest koalicja obecna, czyli centrystów, socjaldemokratów i konserwatystów?

W październiku wyszła moja książka „Moje ministerstwa”, w której opisuję swoje doświadczenia w różnych rządach. Jest tam rozdział o koalicjach, które zawsze były trudne. Każda partia ma bowiem własną agendę. Często trudno jest znaleźć punkty wspólne. Wracając do pytania o koalicję, to pewnie najbliżej byłoby nam do Partii Reform. Ale zawsze po wyborach dzieje się tak, że trzeba wziąć do ręki kalkulator i liczyć jaka większość jest realna. Problemem nie jest to, jakie partie wejdą do koalicji, a jakie będą ustalenia i w jaki sposób zostaną wprowadzone w życie. Kolejna ważna rzecz, to odpowiednia większość w Riigikogu. Żeby nie zaczynać rządzenia od pięćdziesięciu jeden szabli w parlamencie, ale żeby mieć co najmniej sześćdziesięciu posłów, by mieć z czego tracić w trakcie kadencji. A później zaczynają się negocjacje. Sądzę jednak, że mądrzy ludzie, jeśli działają w polityce, to potrafią znaleźć rozwiązanie.

Pracował Pan w rządach czterech premierów, ostatni z nich to Taavi Rõivas, reformista, i Jüri Ratas, centrysta. Czy potrafi Pan ich porównać?

Każdy z nich był inny. Juhan Parts, z którym współpracowałem w latach 2003-2005, był bardzo dobrym analitykiem. Jego premierostwo przypadło na czas integracji europejskiej, mieliśmy wtedy bardzo dużo pracy z dostosowywaniem naszego prawodawstwa do norm unijnych. Pamiętam, że dużo się wtedy kłócono o wydzielenie specjalnych stref dla palących i niepalących w restauracjach. Dziś już jest to oczywistością, ale wtedy narzekano, że zbankrutują restauracje. Nic takiego nie nastąpiło. Z kolei Andrus Ansip jako premier był bardzo odważny w podejmowaniu decyzji, czego świetnym przykładem jest usunięcie pomnika Brązowego Żołnierza w Tallinnie, co wywołało konflikt z Rosją. W dodatku uwielbiał statystyki, co także nadaje jego umysłowi status analityczny. Jako politycy zastanawialiśmy się, po co nam w Estonii urząd statystyczny z tak wielką biurokracją. Moja odpowiedź była zawsze taka, że Andrus Ansip używa tych wszystkich danych (śmiech).

A Taavi Rõivas i Jüri Ratas?

Ten pierwszy był bardzo młody i bardzo pewny siebie. Ale miał w życiu tylko jeden zawód, czyli bycie politykiem. Pamiętam, że w 2003 r., gdy zasiadałem w rządzie, on był już doradcą jednego z ministrów. Dla Rõivasa była zawsze ważna nie tylko treść polityki, ale jak jest opakowana. Zawsze przywiązywał wagę do wyglądu zewnętrznego. Z kolei Jüri Ratas ma bardzo dobrą kindersztubę. Myślę, że jest bardzo popularny ze względu na swoją kulturę, grzeczność. Kiedy Andrus Ansip męczył nas długimi posiedzeniami rządu, to Jüri Ratas zawsze mówił, że jeśli nie ma nic ważnego do omówienia, to lepiej zakończyć posiedzenie i spędzić czas w grupach roboczych, by ustalić jakieś konkrety.

Przeczytaj także:  Estonia: upadek rządu Taaviego Rõivasa

Straciliście jako koalicja większość w parlamencie, jak to wpłynie na prace rządu?

Do wyborów jest bardzo blisko, nie sądzę więc, by dużo się działo. Może w sprawach ponadpolitycznych czy ponadpartyjnych znajdziemy wspólny język, ale to jest wszystko. Odrębnym problemem pozostaje budżet na 2019 rok. Sądzę jednak, że powinniśmy go w grudniu uchwalić, bo była minister przedsiębiorczości z Partii Socjaldemokratycznej Urve Palo, opuszczając ugrupowanie, zapowiedziała, że będzie głosowała razem z koalicją.

Czy po wyborach będzie wam bliżej do Partii Centrum czy do Partii Reform?

Zdecyduje matematyka. Jeśli mówimy o ideach, to pewnie bliżej nam do Partii Reform, jeśli zaś o możliwościach praktycznej współpracy, to nie ma różnicy. Jednak jeśli obie partie zdobędą sześćdziesiąt mandatów w Riigikogu, to pewnie nie będą nas potrzebowały do koalicji.

Przeczytaj także:  Andreas Kaju: W rządzie Ratasa dobrze się pracuje, ale wdrażanie polityk nie wychodzi

Partia Reform bardzo krytykuje zmianę wprowadzoną przez wasz rząd, czyli bezpłatny transport w regionach.

I my także jesteśmy wobec tego krytyczni. Ten system doprowadza do tego, że ludzie wsiadają do autobusów po to, by się ogrzać, a nie gdzieś pojechać. Sądzę, że to nie rząd powinien podejmować decyzję o bezpłatnym transporcie, a lokalne centra autobusowe. Szczebel niżej ludzie wiedzą lepiej, jak przyjmować trafne rozwiązania. Oczywiście jestem zdania, że z bezpłatnego transportu powinni korzystać emeryci i uczniowie.

Partia Reform chce podwyższyć emerytury o dwieście euro.

Sądzę, że dalej idzie propozycja Partii Centrum, by każdy emeryt miesięcznie dostał sto euro więcej. Tego nie da się sfinansować z podatku socjalnego. Trzeba by było wziąć dodatkowe pieniądze z kieszeni podatnika.

Ile procent dostanie wasza partia w marcowych wyborach?

Myślę, że możemy liczyć na dwanaście mandatów i to jest realistyczne. Podobnie twierdzi Partia Wolności, ale dla nich chyba nie ma takich szans. Wiem, że mamy obecnie w sondażach pięć procent i dla nas dwanaście miejsc w Riigikogu jest całkiem dobrym rozwiązaniem. Problemem tych wyborów jest to, że mamy różne okręgi, niektóre są bardzo małe i w nich przebić się jest trudno. Kolejna kwestia to osobowości.

Na przykład EKRE nie ma tylu twarzy i ich wynik ostatecznie może być gorszy.

My jednak tego nie wiemy w tym momencie. Wybory są zawsze zaskoczeniem. Gdyby mnie ktoś zapytał w marcu 2015 roku, w przeddzień wyborów, czy Partia Wolności wejdzie do Riigikogu, zaprzeczyłbym. Ale weszli i mają osiem mandatów.

Sądzę, że na pewno w przyszłym parlamencie będzie pięć partii: Partia Centrum, Partia Reform, EKRE, socjaldemokraci i my.

Nie wierzy Pan, że wejdą Zieloni?

Nie sądzę, choć byli w latach 2007-2011 w parlamencie. Ja pamiętam jednak, że wtedy nikt nie wiedział o co im chodzi, jaki jest program tej partii, jeśli mowa o sprawach politycznych, gospodarczych czy społecznych, bo mieli tylko agendę ekologiczną. Podobnie Partia Wolności, która skupiła się na swoim rozumieniu demokracji. Ostatnio wymyślili, żeby zredukować liczbę ministerstw. Tylko kogo tak naprawdę interesuje, czy ministrów będzie dwunastu jak oni chcą, czy piętnastu, jak jest teraz.

Przeczytaj także:  Estońscy Zieloni wychodzą z cienia. Będą współrządzić Tallinnem

Czy wasza partia przygotowuje się także do wyborów europejskich?

Owszem. Problem polega tylko na tym, że wybory do Riigikogu są w marcu, a europejskie już w maju. Może być zatem trudno. Obecnie jednak Estonia będzie miała siedem miejsc w Parlamencie Europejskim, zamiast sześciu, co jest wynikiem Brexitu. Teraz każda partia będzie mogła zgłosić dziewięciu kandydatów i my taką liczbę na pewno zgłosimy. Będzie na niej nasz europoseł Tunne Kelam, który wykonał w ostatniej kadencji bardzo dobrą i wartościową pracę. Trudno jednak na razie mówić o kolejności, bo wciąż nie mamy jeszcze listy nawet do wyborów krajowych.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj