Algirdas Raslanas: w drugiej turze mógłbym głosować na Juozaitisa

-

Mieliśmy wielu kandydatów na prezydenta, w tym dwie kobiety bardzo zaangażowane w sprawy europejskie: europosłankę Viliję Blinkevičiūtė, która już kiedyś kandydowała na prezydenta, a także Orintę Leiputė. Zdecydowaliśmy się jednak poprzeć Vytenisa Andriukaitisa, komisarza europejskiego ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności. Wiem, że Šimonytė jest związana z prawicą, więc poparcie dla niej w II turze byłoby dziwne. Nie zagłosuję także na Skvernelisa. Jest jednak także bardzo dobry filozof, były sportowiec, brązowy medalista w Montrealu w 1976 r., znam go bardzo dobrze. To Arvydas Juozaitis – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim wiceprzewodniczący Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej, wieloletni sportowiec, Algirdas Raslanas.

Algirdas Raslanas jest litewskim wioślarzem, pedagogiem, wykładowcą, a także działaczem politycznym. Urodził się w 1956 r. w rejonie jezioroskim. W 1975 r. ukończył szkołę średnią w Prenach, później zaś studiował w Litewskim Instytucie Kultury Fizycznej. W latach 1978-1979 był członkiem litewskiej drużyny wioślarzy. Od 1979 do 1981 r. pracował jako nauczyciel wychowania fizycznego, po czym podjął zaoczne studia z dziedziny kultury fizycznej w Leningradzie. W 1981 r. został także wykładowcą w Katedrze Wioślarstwa, Żeglarstwa i Turystyki macierzystej uczelni w Wilnie. W 1987 r. obronił doktorat z dziedziny kultury fizycznej w Moskwie. W 1990 r. został dyrektorem generalnym Departamentu Kultury Ficzynej i Sportu przy rządzie Litwy, zaś trzy lata później zastępcą dyrektora Republikańskiego Centrum Szkolenia Sportowców. W 2002 r. uzyskał habilitację z dziedziny sportu, został także profesorem Katedry Kultury Fizycznej w Wileńskim Uniwersytecie Pedagogicznym. Sprawuje funkcję wiceprzewodniczącego Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej, był jej kandydatem w wyborach lokalnych w 2015 r. oraz wyborach sejmowych w 2016 r.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Pan jest z Wilna, ale w 2016 r. kandydował Pan do Sejmu z okręgu Jeziorosy-Wisaginia…

Algirdas Raslanas: Pochodzę z tego regionu. Urodziłem się w 1956 r. w Dusiatach w rejonie jezioroskim. Ale mieszkam poza tym terenem i osobie z zewnątrz było trudno się przebić. Miałem pomoc młodzieży czy ludzi z organizacji sportowych, oni coś nowego proponowali z dziedziny tematyki ekonomicznej czy socjalnej, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło…

Otrzymał Pan parę procent głosów w tym okręgu, który jest dość trudny, bo zamieszkiwany przez mniejszości narodowe…

Trochę się to zmieniło. Jest mniej Rosjan niż było wcześniej. Ale nadal korzystają oni ze swoich mediów, do których ciężko się przebić.

A Pan prowadził kampanię w dwóch językach?

Po litewsku i po rosyjsku. Część ludzi nie rozumie w języku państwowym. Oficjalnie niby jest po litewsku, ale na spotkaniach trzeba było rozmawiać po rosyjsku.

Region jest ogółem trudny dla socjaldemokratów.

W Jeziorosach – nie. Mamy tam swojego mera. Z kolei w Ignalinie mer Henrikas Šiaudinis jest ze Związku Chłopów i Zielonych, zaś w Wisaginie – Dalia Štraupaitė pochodzi z partii Zuokasa.

Zeszły rok był trudny dla socjaldemokratów, bo ulegliście rozłamowi.

Nie, to nie był rozłam.

Nie było rozłamu w partii?

Mówimy o odejściu niektórych ludzi. Mamy osiemnaście tysięcy członków, było trochę więcej, ale ci, którzy odeszli to zaledwie dwieście osób w skali całej Litwy. Najwięcej straciliśmy w Sejmie, gdzie odeszło od nas paręnaście osób. Ale w regionach tego nie widać. Wyszli ci, którzy liczyli na swoje stanowiska.

Przeczytaj także:  Juozas Olekas: partia Kirkilasa nie jest dla nas zagrożeniem

Straciliście czterech merów.

Nie czterech, a dwóch. Sądzimy, że to naturalna kolej rzeczy. Jeśli ktoś nie szanuje statutu partii, musi odejść.

Dlaczego Pan się zdecydował zostać w partii?

Sądzę, że polityka, którą prowadzimy teraz, zorientowana jest na przyszłość, inaczej niż w partii Kirkilasa, oni są skoncentrowani na przeszłości. Polityka Gintautasa Paluckasa skierowana jest na zmianę mentalnościową na Litwie. Patrzymy dalej. Mamy 125 lat za sobą jako partia i liczymy, że przeżyjemy trochę więcej. Jeśli jednak patrzymy na Europę, to wszędzie socjaldemokracja jest w kryzysie. W Niemczech jest to SPD, ale to dotyka także innych krajów. Nie jest to łatwe, dlatego na Litwie robimy ankiety społeczne. Teraz robiliśmy sondaż, co jest ważne dla Litwinów. Tam było dużo parametrów, zobaczyliśmy, na co ludzie reagują najbardziej. Okazało się, że na pierwszym miejscu są praca i sprawy socjalne, emerytury, ubezpieczenie zdrowotne czy kultura. Dalej jest oświata. Oznacza to, że Litwini odwołują się do spraw, które ważne są dla socjaldemokracji. Jest więc perspektywa dla silnej lewicy na Litwie. Obecnie co prawda w sondażach są na pierwszym miejscu konserwatyści, ale to my patrzymy na socjalne sprawy…

Sądzi Pan, że partia Kirkilasa jest lewicą?

Nie sądzę, żeby mieli jakiś program. Ich celem jest bycie u władzy. Dla tego zrobią wszystko. To są ludzie, którzy przyzwyczaili się do tego, że są na górze…

Przeczytaj także:  Na Litwie powstaje nowa lewicowa partia

To dobrze, że lewica opuściła rząd Sauliusa Skvernelisa?

Tak. Wcześniej zrobiliśmy wiele błędów, kiedy jeszcze rządził Algirdas Butkevičius. Mieliśmy hasło, że „człowiek jest na pierwszym miejscu”, jednak de facto poszliśmy w stronę ugrupowania prawicowego. Skoncentrowaliśmy się na sprawach ekonomicznych, na kodeksie pracy, na wspólnej walucie. To zniszczyło nasz socjaldemokratyczny program. W końcu pojawił się Związek Chłopów i Zielonych, który obiecał ludziom zrobić wiele rzeczy w dziedzinie socjalnej. Zajęli nasze miejsce. A my poszliśmy na prawo. Teraz w 2017 r. zrobiliśmy analizę, że musimy wracać do lewicowych wartości. Szukać swoich korzeni, patrzeć, skąd jesteśmy. Mamy teraz nową strategię, jak patrzymy na sprawy socjalne na Litwie.

Teraz widzimy, że rząd Skvernelisa także poszedł w prawą stronę, czyli zrobił to samo co wcześniej Algirdas Butkevičius. Wprowadzają ustawy, które nie są dla ludzi, a bardziej służą biznesowi. To jest teraz pole dla nas, żeby to punktować i krytykować. Wzięliśmy odpowiednie pomysły do naszego programu. Mamy struktury, sześćdziesiąt oddziałów w całej Litwie, w każdym rejonie, to jest największa struktura ze wszystkich partii. W 2017 r. był spadek w sondażach, chłopi zaczęli nas dusić, a teraz mamy całkiem dobre rejtingi.

Ile macie procent?

Średnio 8-10 procent.

A partia Kirkilasa?

Między 3 a 4.

A więc macie trzy razy więcej.

Mamy teraz wybory miejscowych władz. Wystawiamy listy we wszystkich samorządach, oni tylko w ośmiu. Z drugiej strony jest taki problem, że oni posiadają dostęp do gazet, telewizji, nie pracują dużo w regionach jak my, ale są widoczni w mediach. Ja dziś jadę do Oniszktów na konwencję socjaldemokracji związaną z rocznicą Steponasa Kairysa, a oni siedzą w telewizji. Mają także wpływ na zmianę ustaw. Ludzie w niektórych małych miejscowościach nie wiedzą, kto jest od Paluckasa, a kto od Kirkilasa. Możemy na tym stracić parę punktów.

W Oniksztach będziecie mówić o historii?

O wszystkim. Natomiast jeśli odnosimy się do historii, to musimy pamiętać, że to właśnie litewska lewica najmocniej w 1918 r. opowiadała się za niepodległością, czego symbolem jest właśnie Steponas Kairys. Wcale nie prawica, która akceptowała dominację Rosji i Niemiec. Strona klerykalna także była za Rosją. Od 1918 r. byliśmy wszędzie pierwsi, dopiero po 1991 r. przyklejono tam etykietę „byłych komunistów”, teraz ta opinia trochę się zmienia, ale wciąż pokutuje.

Przeczytaj także:  Dzień był mglisty i pochmurny. 99 lat temu uchwalono niepodległość Litwy

Dlaczego Pan się zaangażował w działalność na lewicy?

Mnie to pasuje. Mam lewicowe poglądy.

Jednak nie od początku tak było…

Byłem kiedyś mocnym konserwatystą. W 1990 r. i cztery lata, jak był „Sąjūdis”, nie działałem co prawda bezpośrednio u Landsbergisa, ale czułem się z nimi związany. Wyznaczono mnie na dyrektora generalnego Departamentu Sportu. Przyjechałem z Kowna do Wilna i popierałem prawicę. Później jednak zmieniłem poglądy…

Brazauskas Pana przekonał?

Nie tylko on, cała polityka socjaldemokracji mi się spodobała. Ich praca na rzecz ludzi. Działalność, którą ludzie widzieli. Mnie to pasowało. Formalnie do partii wstąpiłem w 2007 r. Obecnie jestem spokojny – mamy dużo młodych ludzi w naszej partii, którzy pracują na jej rzecz. Teraz kandyduję w Wilnie, aczkolwiek to nie jest dla mnie priorytet.

Gintautas Paluckas jest dobrym wicemerem?

Intelektualnie jest najlepszy. Jako prezes, jako wicemer, jako socjaldemokrata. Bardzo głęboko wszedł w sprawy socjalne. Szkoda, że nie kieruje oświatą, nad którą pieczę ma wicemer z AWPL Edyta Tamošiūnaitė. Paluckas dużo zrobił w sprawach społecznych. Warto wspomnieć choćby o miejscach w przedszkolach.  Nie sądzę, żeby w 2019 r. wygrał wybory, ale w sumie to zależy od nas, jak będziemy pracować. Jego oponenci chcą go zepchnąć na bok.

Przeczytaj także:  Gintautas Paluckas nowym liderem litewskich socjaldemokratów

Przeczytaj także:  Gintautas Paluckas: Litewska socjaldemokracja musi wrócić do swoich podstawowych wartości

Żeby uporządkować…

Zasługą Paluckasa są warunki socjalne, które panują w samorządzie wileńskim. Miasto Wilno dopłaca do lekarzy, a także do emerytur. Niestety sportem, czyli moją działką zajmuje się wicemer z Ruchu Liberałów Linas Kvedaravičius, były koszykarz. I sport jest w samorządzie na ostatnim miejscu.

Co się udało zrobić po 2015 r., jeśli chodzi o sport?

Nic. Okej, zbudowano jeden basen w ciągu czterech lat. To co jest dobre, to drogi dla rowerzystów. Šimašius to zrobił dobrze. Podobnie jak wyasfaltowanie ulic koło domów komunalnych. Myśleliśmy, że pójdzie dalej, ale tak się nie stało. Chcieliśmy zrobić specjalne miejsca dla dzieci, emerytów, ale…

Jaki program dla sportu ma socjaldemokracja, czego potrzebuje Wilno?

Małych miejsc do igrzysk sportowych, na osiedlach, renowacji stadionów koło szkół, później basenów, na razie budują go Leszczyniaki. A także stadionu lekkoatletycznego. To kosztuje, a miasto nie ma strategii  jak to zrobić. Ja kiedyś zrobiłem taką strategię, to funkcjonowało w czasach mera Zuokasa, ale nic z tego później nie wyszło. O sport własnych dzieci troszczą się bardziej rodzice niż miasto. Płacą euro i uzyskują za to usługi.

Powinno być na Litwie Ministerstwo Sportu? W Polsce jest…

Wiem, funkcję tę pełnił wioślarz, wasz mistrz olimpijski (Adam Korol, minister sportu w rządzie Ewy Kopacz – przyp. red.). On przyjeżdżał na mistrzostwa świata, widywaliśmy się na forum europejskim, bo ja pracuję dla FISA, czyli Międzynarodowej Federacji Wioślarskiej. Mam także dobre kontakty z Ryszardem Stadniukiem, prezesem Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich, a także przewodniczącym Europejskiej Federacji Wioślarskiej. Patrzymy na Polskę, jako na kraj, który poradził sobie ze sportem. Jeśli zaś chodzi o Ministerstwo Sportu, to nie potrzebujemy na Litwie takiej jednostki. Niestety obecnie Departament Sportu włączony jest w struktury Ministerstwa Oświaty i w tym widzę problem. Wcześniej ten departament funkcjonował obok urzędu premiera i tak było najlepiej. Z połączenia oświaty i sportu nie ma nic. Politycy mówią: „wyższy standard”. Tak jednak nie jest. Swoją drogą sportowi na Litwie służyła centralizacja, wtedy mieliśmy dobre wyniki w lekkoatletyce, dobre przygotowania, dwa złote medale, parę medali na olimpiadzie w Londynie…

Czy litewscy politycy interesują się sportem?

Kiedy jest dobry rezultat, wtedy tak. Dobrze jest sobie zrobić zdjęcie ze sportowcem. Przy Sejmie działa Komitet Młodzieży i Sportu, przy prezydencie mamy doradcę ds. sportu. Prezydent zawsze nagradza naszych lekkoatletów. Przy premierze zaś zawsze był doradca i Departament ds. Sportu. Teraz wszystko jest w Ministerstwie Oświaty. Dobrze, jeśli nad sportem czuwa wiceminister, ale nie zawsze tak jest. Mamy teraz nową ustawę o kulturze fizycznej i sporcie, przewiduje się więcej godzin wychowania fizycznego w szkołach. Trzy godziny zamiast dwóch. W Polsce jest więcej, my jesteśmy na Litwie na ostatnim miejscu w Europie. Więcej pieniędzy będzie także na aktywność fizyczną i uzdrowiska.

A sportowcy interesują się polityką?

Rzadko… W Sejmie jest dwukrotny mistrz olimpijski Virgilijus Alekna, wybrany w 2016 r. z listy Ruchu Liberałów. Oprócz niego zasiada wybitny koszykarz Sergejus Jovaiša, konserwatysta, Viktorija Čmilytė-Nielsen, szachistka, także z Ruchu Liberałów, obecnie przewodnicząca frakcji.

Przeczytaj także:  Viktorija Čmilytė-Nielsen: Nasza partia łączyła zawsze „wielkomiejskich” i „małomiasteczkowych” liberałów

W 2019 r. są potrójne wybory. Pan powiedział, że macie kandydatów w wyborach lokalnych we wszystkich samorządach. Ale jak przygotowujecie się do wyborów prezydenckich i europejskich?

Partia wydzieliła środki na trzy kampanie, najwięcej na wybory samorządowe. Chcielibyśmy utrzymać status quo, jeśli chodzi o merów i radnych. To już zależy od lokalnej polityki i możliwości naszych działaczy w terenie. Mamy kandydatów na merów. Zobaczymy, jak będzie dalej. Jeśli chodzi o wybory europejskie, to mamy paru najważniejszych kandydatów: Viliję Blinkevičiūtė, która jest bardzo popularna, byłą minister finansów Rasę Budbergytė, szefa naszej frakcji w Sejmie i byłego ministra obrony Juozasa Olekasa, posła Juliusa Sabatauskasa, byłą posłankę z Kowna Orintę Leiputė, która jest szefową Litewskiego Związku Kobiet Socjaldemokratycznych. Oni są widoczni w mediach, aktywni. Ogółem liczymy w tych wyborach na trzy mandaty. Mamy już pełną listę.

A co z wyborami prezydenckimi?

Mieliśmy wielu kandydatów, w tym dwie kobiety bardzo zaangażowane w sprawy europejskie: europosłankę Viliję Blinkevičiūtė, która już kiedyś kandydowała na prezydenta, a także Orintę Leiputė. Zdecydowaliśmy się jednak poprzeć Vytenisa Andriukaitisa, komisarza europejskiego ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności. On nie może jednak na razie prowadzić kampanii, bo zasiada w Komisji Europejskiej. Czekamy aż wróci do nas, do Wilna, wtedy rozpoczniemy intensywną kampanię. On jest bardzo mocny, jeśli chodzi o zdecydowany przekaz lewicowy. Jest bardzo zaangażowany na rzecz tradycyjnych wartości lewicowych. Ale potrafi tłumaczyć swoją pozycję. Szkoda, że na razie nie ma go w rejtingach. Liczymy jednak na duży skok, kiedy wróci do Wilna. Czy wejdzie do drugiej tury, nie mam pojęcia.

Przeczytaj także:  Vytenis Povilas Andriukaitis kandydatem socjaldemokratów na prezydenta Litwy

Widziałem sondaże, gdzie do drugiej tury wchodzą Gitanas Nausėda i Ingrida Šimonytė. Na kogo by Pan wtedy zagłosował?

Nie ma decyzji partyjnej. Ja należę do partii, muszę głosować zgodnie ze wskazaniem Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej. Wiem, że Šimonytė jest związana z prawicą, więc poparcie dla niej byłoby dziwne.

A na Skvernelisa zagłosowałby Pan w drugiej turze?

Może lepiej nie…

Trzeba jeszcze ustalić.

Na pierwszym miejscu jest u mnie Andrukaitis. Jest jednak także bardzo dobry filozof, były sportowiec, brązowy medalista w Montrealu w 1976 r., znam go bardzo dobrze. To Arvydas Juozaitis. On mi się podoba. Gdyby przeszedł do II tury, a Andrukaitis się do niej nie dostał, to wtedy zagłosowałbym na Juozaitisa.

Przeczytaj także:  Litewscy konserwatyści zdecydowali: Ingrida Šimonytė powalczy o prezydenturę

Przeczytaj także:  Ingrida Šimonytė: musimy się zdecydować, czy jesteśmy Szwecją czy USA

Przeczytaj także:  Gitanas Nausėda: gdy mowa o dwujęzyczności, jestem bardzo ostrożny

Jak wejdziecie do rady miejskiej Wilna, zaraz pojawi się pytanie o koalicję. Będziecie chcieli współpracować z Šimašiusem?

Sądzi Pan, że on dalej będzie merem? Nie jestem pewien. Nie głosowałem na niego i nie będę głosować. Zrobił za mało. Obiecał dużo, ale zrobił za mało. Jesteśmy w koalicji, ale mamy swoją opinię na temat mera Wilna.

Przeczytaj także:  Wilno przyjazne mieszkańcom – rozmowa z merem Remigijusem Šimašiusem

A Zuokasa by Pan poparł?

On ma dobre strony, ma także słabości, ale objechał obecnie całą Litwę, obserwował jak pracują samorządy. Zbiera doświadczenie. Zuokas zawsze patrzy perspektywicznie, ale mniej na prostych ludzi, którzy „tu i teraz” czegoś potrzebują. Šimašius z kolei jako człowiek jest dobry, ale nie jako strateg. Ma także słaby zespół. Ze strony konserwatystów kandyduje Dainius Kreivys. Ale mer musi mieć charyzmę, a Kreivys tego nie ma. Zuokas jest zaś liderem w tej rywalizacji.

Ile macie osób w oddziale wileńskim?

Prawie dwa tysiące osób.

U Kirkilasa w Wilnie ile jest osób?

Może pięćdziesiąt, siedemdziesiąt? Jeśli liczyć, ile przeszło od nas, to od nas odeszło dwieście w skali całej Litwy, a oni mają teraz dwa tysiące. Czyli większość jest z dawnej Partii Pracy, która także złożyła się na Litewską Socjaldemokratyczną Partię Pracy. Natomiast ile jest w Wilnie działaczy partii Kirkilasa, tego nie wiem. Kirkilas nie jest mocny w lokalnej polityce, nie wróżę mu sukcesów. On swoją siłę ma w Sejmie, co obecnie wykorzystuje.

Przeczytaj także:  Gediminas Kirkilas: Naciski Brukseli na Polskę przypominają mi nasze przygody z Moskwą

Partia Kirkilasa zabrała wam część finansowania.

Nie partia Kirkilasa. Zabrano nam ogółem pół miliona euro. Źle rozliczono dotację, później dokumenty oddano do Głównej Komisji Wyborczej. Ostatecznie tych pieniędzy nikt nie dostał, zostały w budżecie państwa. Na razie partia Kirkilasa prosiła o dwieście tysięcy euro, na razie jeszcze tego nie mają, ale dostaną te pieniądze. Są w koalicji.

Jaki macie budżet na kampanię?

Nie mogę powiedzieć dokładnie, ale daliśmy tyle, ile możemy. To nie jest tak mało, patrzymy jak oszczędzić. To, co było obiecane regionom, to dostaną.

Kampanię będziecie robić…

…wszędzie. Dobrze, że przyszli nowi ludzie do biura. Młodzi dobrze pracują, dobrze komunikują się z dziennikarzami. Wcześniej było gorzej. Teraz stawiamy na młodzież.

Na pożegnanie niech Pan powie skąd Pan tak dobrze zna język polski.

Urodziłem się w Dusiatach w rejonie jezioroskim…

Ale tam nie ma Polaków.

Wcale nie mówię dobrze po polsku, tylko od czasu do czasu rozmawiam w waszym języku. Ale brakuje słów. Mam przyjaciół w Polsce. Ze strony mamy nasza rodzina, która pochodziła znad granicy białoruskiej, wyjechała w latach pięćdziesiątych do Wrocławia, Szczecina. Pierwszy raz Polskę odwiedziłem w 1968 r. Spotykałem się z rodziną i mówiliśmy po polsku. My do nich przyjeżdżaliśmy, teraz oni też do nas przyjeżdżają. Z drugiej strony w czasach sowieckich mieliśmy polską telewizję na Litwie. Ja słuchałem „Lata z radiem” w czasach komunistycznych. Słuchałem i powoli, powoli nauczyłem się języka polskiego. Ale nie umiem pisać po polsku. Nigdy nie pisałem, ale rozmawiam.

Dziękuję za rozmowę.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj