Gabriele Burbulytė-Tsiskarishvili urodziła się w 1978 r. w Kłajpedzie. Studiowała nauki polityczne i administrację publiczną na Uniwersytecie Kłajpedzkim, po czym podjęła pracę jako wykładowczyni na macierzystej uczelni. Zajmuje się naukowo lokalnym samorządem, administracją regionalną, geografią polityczną i geopolityką, a także litewską geografią społeczną. Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Co Panią najbardziej zaskoczyło w wyborach samorządowych w Kłajpedzie, które odbyły się na początku marca? Gabriele Burbulytė-Tsiskarishvili: Szczerze mówiąc nic. Chciałabym podkreślić trzy sprawy, które można traktować jako główne zmiany w stosunku do wcześniejszych rad miejskich wyłanianych w Kłajpedzie. Przez długi czas mieliśmy w naszym mieście stabilną radę z dominującą większością. Nie dało się zatem uniknąć tego, że wyborcy będą chcieli zmian. W rezultacie otrzymaliśmy radę, w której 61% radnych zasiada w niej po raz pierwszy. Reszta, czyli 39%, składa się z osób, które zasiadają w niej po raz kolejny: drugi, trzeci czy nawet ósmy. Oznacza to, że balans między „nowicjuszami” a „starymi” został mniej lub bardziej osiągnięty. Niektórzy politolodzy byli zaskoczeni tym, że w tych wyborach komitety wyborców były tak samo popularne, a w niektórych samorządach nawet popularniejsze, niż partie polityczne. Szczerze mówiąc to nie jest zaskakujący fenomen, jeśli weźmie się pod uwagę, że część dużych partii politycznych na Litwie przeszła przez zmianę pokoleniową, tak jak choćby socjaldemokraci, czy była wstrząśnięta przez skandale korupcyjne, jak Ruch Liberałów. W rezultacie to zawsze prowadzi do osłabienia lokalnych oddziałów tych partii, a to z kolei to powstania bezpartyjnych komitetów. Takim komitetem był ten stworzony przez urzędującego mera Kłajpedy Vytautasa Grubliauskasa. Jemu udało się zdobyć dziewięć miejsc w radzie miejskiej, spośród 31. Nawet druga co do wielkości siła polityczna, która uzyskała siedem mandatów – Litewski Związek Chłopów i Zielonych (LVŽS), a więc partia dominująca w Sejmie i w rządzie, bardziej przypominała komitet wyborczy niż typową partię polityczną. Żaden z siedmiu wybranych radnych nie jest bowiem członkiem LVŽS, ale byli zaproszonymi na listę gośćmi. Jeśli spojrzymy na segment rosyjski w tych wyborach? Zacznę od tego, że według ostatniego spisu ludności z 2011 roku mniejszości narodowe w Kłajpedzie stanowią 25-26% mieszkańców. Największa ich część przypada na tzw. rosyjskojęzycznych, czyli na Rosjan, Ukraińców i Białorusinów (łącznie 23% mieszkańców miasta, przy czym Rosjanie stanowią 19%, zaś mniejszość polska jedynie 0,33%). We wcześniejszych radach miejskich w Kłajpedzie, wybieranych w 1995, 1997 czy 2000 r., reprezentantami tej społeczności były różne narodowości, a więc Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini czy nawet Polacy. Jednak od wyborów w 2003 r. tylko Rosjanie byli reprezentowani, zresztą w sposób…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

