Początek sierpnia, piękny słoneczny dzień. Przechodzę koło Biblioteki Jagiellońskiej i myślę o tym, że już następnego dnia pojadę do Drycan. Oczywiście jazda nie była wcale taka prosta. Do miejsca urodzin Gustawa Manteuffla miałem podróżować via Warszawa z kilkoma przesiadkami. Najpierw była Ryga, do której dojechaliśmy z opóźnieniem, narażeni tym samym na dłuższe czekanie na kolejny transport do Rzeżycy (Rezekne). Na szczęście w ostatniej chwili udało się złapać autobus, którego kierowca już szykował się do odjazdu. Na miejsce dotarliśmy wieczorem.
Następnego dnia odwiedziliśmy Wielony i sąsiednie Warklany. Miejscowości niegdyś należące odpowiednio do Ryków i do Borchów. O dziejach tych miasteczek można przeczytać w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, więc nie będę mnożył bytów nad potrzebę. Odnotuję tylko, że w kryptach wielońskiej świątyni, ze zrozumiałych – konserwatorskich – względów, znajduje się kopia obrazu Michała Ryka. Oryginał, dzięki uprzejmości miejscowego księdza proboszcza, udało mi się zobaczyć w przyklasztornej bibliotece. Swoją drogą ciekawe są losy „peregrynacji” tego dzieła. Początkowo znajdował się w kościele, w międzywojniu przeniesiono go do zakrystii. Myślałem, że nie przetrwał wojny, ale w jednej z publikacji prof. Ruty Kamińskiej natknąłem się na jego reprodukcję. Dziś, jak już wspomniałem, zdobi wnętrze sali bibliotecznej. W zbiorach książkowych zachował się przynajmniej jeden egzemplarz dzieła należącego do fundatora wielońskiego kościoła i klasztoru. Zobaczyłem Wielony, głównie kościół, ale też m.in. kącik Stefanii Ulanowskiej w miejscowym muzeum.
Podobną wizytę odbyłem w sąsiednich Warklanach. Tam też koniecznie chciałem zobaczyć kościół, o którego formie architektonicznej wypowiadał się Manteuffel, ale też i bp Symon (w Dziennikach przechowywanych na Wawelu, z reguły nieudostępnianych). Faktycznie, bryle tej świątyni daleko do klasycznych ideałów, ale nie był to też taki architektoniczny niewypał, jak go malowano, czy raczej opisywano. Niedaleko świątyni znajduje się rotunda pełniąca funkcję kaplicy grobowej Borchów (spoczywa tam Michał Borch, warto sprawdzić kto to był!). Borchowie warklańscy (spokrewnieni później z książętami Sanguszkami) byli właścicielami wspaniałej biblioteki, z której nieraz korzystał Gustaw Manteuffel, a nawet robił wypisy z białych kruków (chociaż herb Borchów przedstawia Trzy Kawki/Kruki, ale czarne!) tam zgromadzonych. Sam pałac to dziś obraz nędzy i rozpaczy. Dawny pałacowy park zdziczał i bardziej przypomina pradawną puszczę niż założenie parkowe. Trudno uwierzyć, że w tych szlachetnych przecież murach (wewnątrz wciąż znajdują się ślady wspaniałych fresków) odbywały się bale dla najwyższej hierarchii katolickiej carskiej Rosji, dla arystokratów pochodzących z najbłękitniejszych rodów nadbałtyckich.
Powrót do Rzeżycy, zakupy i sen. Nie liczyłem kilometrów, kroków, ani czasu spędzonego na wędrowaniu od miejsca do miejsca,…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

