Anna Michalczuk-Podlecki – opolanka, absolwentka filologii polskiej i doktor nauk humanistycznych Uniwersytetu Wrocławskiego, członkini Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury, tłumaczka literatury estońskiej. Ta profesja łączy jej największe fascynacje: język, literaturę i Estonię. Po tym, gdy studiowała oraz pracowała jako lektorka języka polskiego na Uniwersytecie w Tartu, często powraca do swojego ulubionego kraju, odwiedzając przyjaciół i estońskie księgarnie. Powieści Andrusa Kivirähka w Twoim przekładzie już dwa razy znalazły się na liście książek nominowanych do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus. W 2021 roku była to powieść Człowiek, który znał mowę węży (Wydawnictwo Marpress 2020). Rok później – Listopadowe porzeczki (Wydawnictwo Literackie 2021). Listopadowe porzeczki to podobno powieść tak kultowa, że każdy Estończyk ma ją w swojej domowej biblioteczce. Na czym polega fenomen Andrusa Kivirähka? Andrus Kivirähk tworzy teksty, które głęboko, na wielu poziomach, wchodzą w obieg kultury estońskiej, i to już od lat 90. ubiegłego wieku. Ukazała się wtedy jego powieść Ivan Orava mälestused (pol. „Wspomnienia Ivana Orava”), opowiadająca o fikcyjnej postaci, która z wielkim humorem i niemal brutalnym, zdroworozsądkowym podejściem „prostego Estończyka” rozprawia po kolei z estońskimi prezydentami: najpierw pierwszym w historii, urzędującym w latach trzydziestych, Konstantinem Pätsem, a potem pierwszym po odzyskaniu niepodległości, Lennartem Merim. Opowieść ta z kart książki przeszła na sceny teatrów, powiedzenia Ivana Orava weszły do języka estońskiego, a po jakimś czasie Orav perorował również z prezydentem Toomasem Hendrikiem Ilvesem. Podobnie dzieje się z innymi utworami Kivirähka. Najpierw są rozczytywane, a potem adaptowane jako przedstawienia teatralne (jak Człowiek, który znał mowę węży czy Listopadowe porzeczki), operowe (Człowiek, który znał mowę węży), a nawet balet (Tilda i kurzołek). Nie zapomnijmy o bardzo dobrej adaptacji filmowej pod tytułem Listopad z 2017 roku w reżyserii Rainera Sarneta. Jeśli dodać do tego pisane od wielu lat satyryczne kolumny w jednym z dużych estońskich dzienników oraz udział w stałej audycji radiowej, to okaże się, że jest to jeden z najbardziej czytanych, słuchanych i dyskutowanych głosów w tej kulturze. Andrus jest też scenarzystą i lubianym autorem literatury dziecięcej. Trafia więc do bardzo różnych czytelników. Parę tytułów z długiej listy jego książek rzeczywiście stało się w Estonii „kultowymi”. Na przykład Rehepapp, ehk november z 2000 roku (Listopadowe porzeczki, pol. wyd. 2021), powieść, która doczekała się w swojej ojczyźnie kilkunastu wydań. Urmas Vadi, inny estoński pisarz, w komentarzach do szesnastego wydania zastanawiał się nawet „czy są jeszcze Estończycy, którzy nie mają tej książki? Może niektórzy skupują ją jak sól lub mąkę na niepewne czasy, i gdy niczego…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!






