Ówczesny I sekretarz Komunistycznej Partii Czechosłowacji Alexander Dubček, który rozpoczął reformy w partii oraz przywrócił ludziom wolność słowa i prasy, naiwnie wierzył, że socjalizm może być humanistyczny – z ludzką twarzą. Zniesiono cenzurę, rozpoczęto reformy polityczne i ekonomiczne.
Dubček został jednak zaproszony do złożenia wyjaśnień w Moskwie i tam pojmany. Kreml znalazł kolaborantów. Praska Wiosna została stłumiona.
Czesi i Słowacy witali okupantów okrzykami: „Okupanci, wracajcie do domu, to nasza sprawa”, „Iwan, do domu!”, „Breżniew = Hitler”. W starciach z okupantami zginęło 108 Czechów i Słowaków, stu zostało rannych. Na Zachód uciekło ok. 300 tys. ludzi.
Po zdławieniu Praskiej Wiosny w Czechosłowacji zapanowała cisza. Zdaniem wielu czeskich intelektualistów, odbywające się w ramach „procesu normalizacji” psychologiczne i moralne łamanie ludzi było bardziej dotkliwe niż sama sowiecka inwazja. Moralne zastraszenie stało się nieodłączną częścią życia osobistego.
W okupacji Czechosłowacji uczestniczyły także tysiące Litwinów wziętych pod przymusem do sowieckiej armii. Wydaje się, że żaden z naszych historyków nie policzył jeszcze, ilu ich było. Jak dotąd wiadomo tylko tyle, że w czasie operacji „Dunaj” zginęło trzech Litwinów – służący w okupacyjnej armii sierżanci Edmundas Augulis, Sigitas Merkevičius i Algirdas Sinkevičius.
I my sami nie zdajemy sobie sprawy, jaki los przypadł w udziale tym, którzy nie ze swej woli stali się okupacyjnymi oprycznikami w próbującym odzyskać wolność kraju. Wiedząc, że oficerowie Armii Sowieckiej cenili żołnierzy litewskich, nie powinniśmy odrzucać możliwości, że także w Czechosłowacji Litwini dali się poznać jako nazbyt gorliwi wykonawcy woli reżimu.
Czy takich okupantów Czechosłowacji pod przymusem powinniśmy potępić z mocą wsteczną? Uchowaj Boże, na pewno nie. „Nie mam ojczyzny, bo niewolnik nie może mieć ojczyzny, a jeśli nawet ją mamy, to okupują ją komuniści” – pisał w tamtym czasie w swoim dzienniku rosyjski aktor Gieorgij Burkow.
Według nieżyjącego już rosyjskiego aktora „pomogliśmy faszystom spustoszyć Europę, a Chinom – Azję, nie myśleliśmy o ludziach, nie wierzyliśmy ludziom, bo naszym ideałem było stado. I koniec końców zbudowaliśmy najgorszy z możliwych wariantów wspólnego domu”.
Słowa Gierogija Burkowa i dzisiaj brzmią jak ostrzeżenie dla wszystkich ludzi broniących swojej wolności: „Łatwość, z jaką wchodzimy do obcych krajów – Czechosłowacji, Węgier, Polski, NRD, Kuby, Chin, Wietnamu i innych – dowodzi tego, że Zachód nie na darmo się zbroi. Jesteśmy profesjonalnymi agresorami. I jak dotąd nie porzuciliśmy myśli o panowaniu nad światem”.
W sierpniu 1968 roku, 12 lat po powstaniu węgierskim i 7 lat po wybudowaniu muru berlińskiego, prysły ostatnie złudzenia, że system komunistyczny może służyć ludziom.
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

