Jānis Iesalnieks. Zdj. Ernests Dinka, Saeima / CC BY-SA 2.0. Jānis Iesalnieks urodził się w 1984 r. w Windawie. Ukończył lokalne gimnazjum, po czym podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Łotewskim. W 2006 r. znalazł się wśród założycieli młodzieżowego ugrupowania nacjonalistycznego „Visu Latvijai!” („Wszystko dla Łotwy!”). Wiele razy kandydował bez powodzenia do Sejmu z listy narodowców, zaś w lipcu 2014 r. został sekretarzem parlamentarnym (wiceministrem) w Ministerstwie Sprawiedliwości kierowanym przez działacza narodowców Dzintarsa Rasnačsa. Jesienią 2018 r. uzyskał mandat posła na Sejm XIII kadencji z ramienia Sojuszu Narodowego. Jest żonaty, ma dwójkę dzieci. Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: W połowie marca odbył się w Rydze marsz Legionu Łotewskiego, Pan na nim był. Jak spodobało się Panu to wydarzenie? Jānis Iesalnieks: Było tak jak zawsze. Organizujemy marsz od 2004 r. Legioniści stają się coraz starsi, więc pomagamy. Obecnie zostało już zaledwie parudziesięciu legionistów, z czego na marcowym marszu było może jakichś paru. Dlaczego ten dzień jest dla Pana ważny? Bo w każdej łotewskiej rodzinie jest osoba, która walczyła w legionie. Moja rodzina nie jest wyjątkiem, gdyż walczył tam mój dziadek. Także ojczym mojej matki zaciągnął się do Legionu Łotewskiego. Dla Łotyszy to jest „rodzinna historia”. Gdzie walczyli członkowie Pana rodziny? Na froncie wschodnim, nie walczyli z Amerykanami, Anglikami czy Francuzami, ale z armią sowiecką. Niektórzy Łotysze próbują zastąpić rocznicę 16 marca datą o jeden dzień późniejszą. 17 marca 1944 r. Centralna Rada Łotewska wydała swoje memorandum niepodległościowe. Znam tę historię, rzeczywiście to ważna data, choć niestety nie jest tak bardzo znana. Niemcy w czasie II wojny światowej włożyli dużo wysiłku, by ta deklaracja pozostała nieznana. Czy dalej jest tak, że na marszu legionu spotkać można tylko przedstawicieli Sojuszu Narodowego? Oficjalnie angażuje się w to nasza partia, więc są obecni jedynie członkowie Sejmu, władz czy szeregowi działacze naszego ugrupowania. Natomiast nie wiem, może nieoficjalnie byli reprezentowani przedstawiciele innych ugrupowań. Na pewno takie osoby były na późniejszej uroczystości na cmentarzu w Lestene, gdzie pochowane są ofiary wojny, w tym legioniści. Tam zawsze przychodzi więcej osób. Skupmy się na polityce wewnętrznej Łotwy. W 2018 r. mieliśmy wybory sejmowe, teraz będę europejskie i prezydenckie. Czy jest Pan zadowolony z rządu Krišjānisa Kariņša? To trudny rząd, bo składa się z pięciu partii. Te partie mają różne ideologie, różne cele, więc potrzeba wielu kompromisów. Więcej niż w rządzie Mārisa Kučinskisa, w którym braliśmy udział i który składał się zaledwie z trzech ugrupowań. Na razie nowy…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

