Myliłem się. Później, zwłaszcza kiedy nastała wiosna, Ryga wydostojniała, jakby strzeliła ku górze. Wtedy poczułem, jak widok tego nobliwego miasta hanzeatyckiego wkrada się do mojego serca, wymuszając przestrzeń sympatii i pamięci obok Warszawy, Krakowa, Gdańska, Wrocławia. Ryga jest miastem wielonarodowym, w czym odciskają się tradycje hanzeatyckie; następnie – od XVIII wieku – profilowano je wedle kanonu imperialnego: wszechrosyjskiego i sowieckiego. Po drodze kosmopolityczność Rygi, po kilku wiekach władztwa niemieckiego Zakonu Kawalerów Mieczowych, dłutowana była przez Rzeczpospolitą oraz przez Szwecję. Z niejaką dumą patrzyłem w 1997 roku na afisz promujący w łotewskiej stolicy wystawę pod tytułem Ryga pod polskim i szwedzkim panowaniem. Historyczna mozaika Kiedy w XIX wieku zaczęła się krystalizować łotewska świadomość narodowa, formowała się ona między dwoma kamieniami młyńskimi. Po pierwsze, wielowiekową supremacją niemiecką, ucieleśnioną przez baronów inflanckich i kurlandzkich – potomków komturów i rycerzy zakonnych z bordowym krzyżem i mieczem na płaszczach. Przed pierwszą wojną światową Niemcy jawili się Łotyszom jako ciemiężcy. Po drugie, imperialnym przytłoczeniem przez Rosję. Atoli obecność rosyjska na Łotwie nie była natrętna, nie dławiła hegemonizmem. Masowo na terenie dzisiejszej Łotwy Rosjanie zaczęli się pojawiać od końca XVII wieku, po reformach moskiewskiego patriarchy Nikona, jako wyznawcy prawosławia przednikonowskiego (staroobrzędowcy). Po zwycięstwie Rosji nad Szwecją w Wojnie Północnej, po 1721 roku (pokój w Nystadt) na ziemiach łotewskich pojawiły się garnizony rosyjskie, a w 1730 roku tron carski objęła Anna Iwanowna, bratanica cara Piotra I, będąca naówczas księżną kurlandzką. W latach 60. tegoż stulecia Rygę odwiedziła cesarzowa Katarzyna II, która – jak wieść niesie – cierpiała, wskutek nimfomanii, na popularną wówczas niedyspozycję zwaną w Rosji „chorobą polską” (w Rzeczypospolitej nazywano ją „chorobą francuską”). Dolegliwości tej choroby caryca zaleczyła ponoć słynnym „balsamem ryskim” – mocną nalewką ziołową, która po dziś dzień raduje nie skarżących się na żadne choroby miłośników tego aromatycznego trunku (polecam!). Nieuciążliwość panowania rosyjskiego na Łotwie polegała nade wszystko na tym, że prawie wszystkie ważne funkcje administracyjne pełnili baronowie i szlachta niemiecka z Nadbałtyki, afiszujący się teraz ze swoją lojalnością wobec samodzierżawia. Carat wykonał ten prosty zabieg, kierując się praktyczną przesłanką: niemiecka arystokracja nadbałtycka, w odróżnieniu od szlachty polsko-litewskiej, nie knuła przeciw carowi-dobrodziejowi, zgoła popisywała się gorliwym carosławiem. Dla Łotyszy zaś pozostawała głównym wrogiem. W takim ustawieniu carowie jawili się jako super-arbitrzy w obliczu niesnasek narodowych w prowincjach nadbałtyckich. Rozgrywka owa przyniosła wymierne dywidendy po wybuchu I wojny światowej. Świadom mocnej germanofobii Łotyszy, carat zdecydował się na posunięcie nowatorskie – stworzenie formacji czysto łotewskiej w ramach…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

