Antanas A. Jonynas wydaje się wciąż zbyt mało znanym poetą w polskiej świadomości czytelniczej. Jego debiut na litewskiej scenie poetyckiej miał miejsce w 1977 roku. Od tego czasu regularnie wydaje na Litwie kolejne tomy poetyckie. To nie jedyna odsłona jego działalności – dużą część jego pracy twórczej stanowią tłumaczenia literackie, a w dorobku dominują przekłady z języka niemieckiego. Na szczególną uwagę zasługuje tłumaczenie Fausta Goethego na język litewski. Działalność translatorska Jonynasa nie pozostaje z kolei bez wpływu na jego twórczość poetycką. Czytelnik dostrzeże w niej wpływy poezji niemieckiej czy francuskiej, ale nie tylko. Swoje miejsce znajduje tu także – jak czytamy we wstępie do polskiego tomiku – powściągliwy i specyficznie litewski sposób myślenia. Zbiór wierszy Jonynasa w przekładzie Adama Pomorskiego i Rasy Rimickaitė daje polskiemu czytelnikowi wgląd w litewską wyobraźnię oraz styl myślenia: daleki od barokowych ozdobników i wcale nie tak minimalistyczny, jak mógłby się wydawać w swej prostocie, z lekką dozą mistycyzmu. Tom Inna się nocą zdaje delta dłoni podzielony został na dwie części. Pierwsza to zbiór sonetów. Jonynas chętnie sięga po tę formę w swojej twórczości i doskonale sobie z nią radzi. W genialny sposób zdejmuje z niej jej królewską naleciałość po to, by w powtarzających się sekwencjach czternastu wersów pomieścić wrażenia ulotności czasu, przemyślenia o przybliżaniu się do granic wieczności czy o poszukiwaniu Boga (zwłaszcza ostatni sonet Ślady Boga w szuwarach). Część pierwszą otwierają dwa sonety ze słowem napój w tytule, w których wraz z podmiotem lirycznym schodzimy ku dolinie. Być może cała ta dolina to spojrzenie w głąb naczynia, które wystarczy wprawić w lekki okrężny ruch, by wzbudzić wir wydarzeń? W każdym razie, bohaterom w ich wędrówce towarzyszy wiatr – spokojny i cichy obserwator czasu przemijania, który wcieli się jeszcze w niejedną rolę: przerodzi się w wielki wiatr wzbudzony przez błędną kometę, będzie gasił uliczne latarnie, zetrze uśmiech Amora. W kontekście przemijalności poeta stawia pytania o sens i owoce swojej pracy twórczej. Wiersz Grób pastora zaczyna się słowami: nie wiem czy zacne było moje życie. Głos ten aż chce się utożsamić z poetą, który podobnie jak tytułowy pastor wciąż od nowa w glebę dusz ludzkich rzuca ziarno słowa. Czy właśnie nie taka mogłaby być rola poety, który chciałby spełnić swe powołanie, lecz nie ma pewności i jak sam mówi: nie wiem czy oczy otworzyłem komu? W drugiej części książki zostawiamy za sobą ramy dostojnego sonetu. Spodziewamy się większej różnorodności w zakresie formy i znajdujemy wiersze, w…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

