Od 2015 roku, przez most nad Sundem, do szwedzkiego Malmö i okolic przedostały się setki tysięcy muzułmańskich imigrantów – głównie z Syrii, ale także innych regionów świata. Przebyli tysiące kilometrów w poszukiwaniu skandynawskiej „ziemi obiecanej”. Część z nich dołączała do mieszkających tu od lat rodzin i krewnych, inni przybywali, by otworzyć tu nowy rozdział życia. Uciec od wojny i biedy – Szwecja, Norwegia czy Dania miały być tego gwarantem. Wysoki standard życia, rozbudowane państwo socjalne oraz polityka otwartych drzwi były wyjątkowo zachęcające. Jednak wbrew oczekiwaniom przybycie do Skandynawii wywróciło życie wielu z nich do góry nogami. Imigrant imigrantowi wilkiem? Pytam się Wilbringa, czy czuje się w Malmö bezpiecznie. – W środku nocy to może nie całkiem, ale z tymi strzelaninami nie jest tak źle, że wyjście na ulice to już kula w łeb. To są porachunki między gangami. Czytam, co wypisują w Polsce, i łapię się za głowę. Dziesięć lat temu Szwecja grała w tenisowym Pucharze Davisa z Izraelem i była zadyma grupy palestyńskiej. Ludzie do dziś robią z tego wrzutki do Internetu, że to niby teraz się dzieje. Jan Wilbring jeden z bohaterów reportażu jest polskim mieszkańcem szwedzkiego Malmö. Od ponad 20 lat prowadzi sklep Polonus kilka przecznic od mitycznego już Rosengård. Chyba najbardziej owianego złą sławą imigranckiego osiedla w całej Skandynawii. Choć jak sam twierdzi ma poglądy liberalne to głosuję na Szwedzkich Demokratów (szw. Sverigedemokraterna; SD). Szwedzką alt-prawicę od lat zbijająca swój kapitał polityczny na antyimigranckich sentymentach. Dlaczego więc liberał i imigrant Wilbring oraz wielu mu podobnych głosują na antyimigrancką prawicę? Odpowiedź jest prosta. Szwedzcy Demokraci będący pariasami szwedzkiej polityki łamali polityczne tabu i głośno mówili o problemach związanych z imigracją. Choć przez wielu SD jest uważana za partię faszyzującą, to Wilbring jak i wielu innych mieszkańców szwedzkiego południa, bez względu na (imigranckie) pochodzenie, masowo na nich głosuje. Nie jest to forma głęboko ukrywanej ksenofobii czy rasizmu, ale rzeczywista frustracja spowodowana coraz większymi problemami związanymi ze skutkami kryzysu migracyjnego w regionie: skokowym wzrostem porachunków lokalnych grup przestępczych, zmianami w lokalnej tkance miejskiej, stopniowym pogorszeniem warunków życia, a w końcu podkopaniem elementów szwedzkiego państwa dobrobytu. Właściciel Polonusa i jego nieoczywiste, a nawet z pozoru sprzeczne poglądy, szybko stają się kluczowe dla całej książki. Konstrukcja ta wprowadza nas do świata skandynawskich muzułmanów, który może się czasem wydawać wewnętrznie sprzeczny. W kolejnych ludzkich historiach spisanych przez Macieja Czarneckiego poznajemy wielu bohaterów, których postawy i poglądy nie wpasowują się w utarte wzorce.…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

