Daleki kraj tysiąca jezior? Prezydent Kyosti Kallio (z lewej) z marszałkiem Carlem Gustafem Mannerheimem (z prawej) opuszczają kościół po nabożeństwie. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe. Wypada zacząć od pewnego uporządkowania. Stosunki między Warszawą a Helsinkami nie były tak intensywne jak choćby polsko-estońskie, mimo prób polskich elit politycznych wciągnięcia Finlandii w obręb „państw buforowych”, zagrożonych przez Rosję Sowiecką. Finlandia, która stała się w 1922 roku stroną zawartego w Warszawie Związku Bałtyckiego, czyli porozumienia między Polską, Łotwą i Estonią, szybko wycofała się ze wspólnej gry z Polakami, częściowo z powodu zniknięcia zagrożenia sowieckiego w Karelii Wschodniej, częściowo z powodu wpływów niemieckich. W każdym razie Eduskunta nie zgodziła się na ratyfikację paktu warszawskiego. Decyzja podjęta przez parlament w Helsinkach, podobnie jak parę późniejszych kroków, spowodowała, że stosunki polsko-fińskie nie wyglądały w dwudziestoleciu tak, jakby mogły wyglądać, gdyby Finowie zdecydowali się budować z Polakami coś w rodzaju Międzymorza, o czym marzył marszałek Piłsudski „Finlandia i Polska inaczej postrzegały swoje bezpieczeństwo w regionie. Zabrakło innych czynników (np. ściślejszej współpracy gospodarczej, związków handlowych, inwestycji kapitałowych), które mogłyby bardziej przybliżyć oba kraje do siebie. Wspominane wcześniej proniemieckie sympatie Finów poparte były więzami gospodarczymi, przykładowo 5/6 fińskiego handlu orientowało się na Niemcy (...) Tak więc pomimo szeregu sprzyjających okoliczności różne spojrzenia na układ sił w regionie w kontekście własnego bezpieczeństwa nie pozwoliły Polsce i Finlandii – na początku lat dwudziestych – na drogę wiążącej współpracy polityczno-wojskowej” – pisze współczesny badacz dr Janusz Czechowski. Szczególnie fińska socjaldemokracja była przeciwniczką związków z Polską. „Politykę zagraniczną Finlandii opanowało dążenie do neutralności. Po niepowodzeniu z Warszawą starano się unikać wszelakich paktów. Miało to wpływ także na stosunki z Polską. Rząd pod przewodnictwem A.K. Cajandera, z ministrem spraw zagranicznych Carlem Enckellem, zdecydował się odejść od propolskiej orientacji. »Accord Baltique« wyczerpał się” – przypomina estoński historyk Raimo Pullat w swojej książce poświęconej stosunkom polsko-fińskim w międzywojniu.
Jednak święto? Mimo tego, że stosunki Polski z Finlandią nie były nigdy tak intensywne jak choćby stosunki polsko-łotewskie czy polsko-estońskie, rokrocznie dyplomatyczna Warszawa obchodziła święto niepodległości północnego „sąsiada”. Początkowo prasa polska niewiele miejsca poświęcała dacie 6 grudnia, ograniczając się do krótkich, zdawkowych notek z tej okazji. Jednak nawet w latach dwudziestych Polacy wiedzieli, jak się zachować wobec dalekiego, północnego kraju. „Dziś w dniu święta narodowego Polska przesyła swej przyjaciółce wyrazy radości, że Finlandja z każdym rokiem rośnie w znaczenie. W związku z dzisiejszym świętem, współpracownik naszego pisma otrzymał…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

