Zima przełomu lat 1653–1654 musiała być najcięższą, jaką przyszło spędzić szwedzkim kolonizatorom na relatywnie niewielkim skrawku lądu nad rzeką Delaware, nazywanym dumnie Nową Szwecją (Nya Sverige). Minęło już sześć lat od kiedy za horyzontem zniknęły żagle powracającego do Szwecji „Svanen”. Od sześciu lat żadnych nowych wieści ani towarów z metropolii, oprócz tych przekazanych być może pośrednio przez Holendrów, Anglików czy napotkanych Hiszpanów. „Örnen”, dziesiąty z jedenastu statków szwedzkich, który dotrze do Nowej Szwecji, przypłynie dopiero na wiosnę, czego koloniści jeszcze wiedzieć nie mogli. Do tego czasu trzeba było radzić sobie samemu, co stawało się coraz trudniejsze. Brak nowych towarów na wymianę z rdzenną ludnością utrudniał wzajemne relacje. Również holenderscy sąsiedzi z kolonii Nowe Niderlandy mieli już dość szwedzkiej konkurencji. Przed przetrzebioną chorobami Nową Szwecją, liczącą u swego schyłku kilkuset osadników, pozostał niespełna rok nad rzeką Delaware. Zres...
Pozostało jeszcze 94% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


