W końcu lat 80. XX wieku na fali takich haseł, jak „jawność” i „przebudowa” w części republik radzieckich pojawiły się tendencje separatystyczne i niepodległościowe. Ruchy narodowe uaktywniły się ze szczególną mocą w republikach bałtyckich. Rozpoczęła się tzw. „śpiewająca rewolucja”, w wyniku której już w marcu 1988 roku Estonia ogłosiła suwerenność. W jej ślad poszły inne republiki związkowe. Zjawisko to przeszło do historii pod nazwą „parady suwerenności”. Ostatecznie w marcu 1990 roku Litwa jako pierwsza spośród republik związkowych ogłosiła swoją niepodległość. Jeszcze w styczniu 1991 roku w Wilnie doszło do starć mieszkańców z wojskiem radzieckim. Władze centralne ZSRR próbowały zmusić Litwinów do powrotu na łono „rodziny radzieckiej”.
Związek Radziecki „pękał w szwach”. Punktem zwrotnym w historii upadku kolosa stał się sierpniowy pucz moskiewski, nazywany często „puczem Janajewa”. 19 sierpnia 1991 roku grupa konserwatywnych komunistów przeprowadziła zamach stanu, który był nieudolną próbą zachowania systemu komunistycznego i powstrzymania rozpadu państwa. Po jego upadku faktyczną władzę w państwie przejął Borys Jelcyn. Na jego wniosek 24 sierpnia 1991 roku zawieszono działalność Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KPZR), a 29 sierpnia ostatecznie ją zlikwidowano. 6 września władze w Moskwie uznały niepodległość Litwy, Łotwy i Estonii. Część pozostałych republik prowadziła negocjacje w kwestii uchwalenia nowego traktatu związkowego. Na początku grudnia 1991 roku przywódcy Rosji, Ukrainy i Białorusi spotkali się w Puszczy Białowieskiej we wsi Wiskule. Ostatecznie 8 grudnia 1991 roku został podpisany układ białowieski – dokument, który głosił, że ZSRR jako „podmiot prawa międzynarodowego i byt geopolityczny” kończy swoje istnienie, a w jego miejsce zostaje powołana Wspólnota Niepodległych Państw (WNP). Ze strony rosyjskiej dokument sygnowali Borys Jelcyn i Giennadij Burbulis, ze strony ukraińskiej – Leonid Krawczuk i Witold Fokin, ze strony białoruskiej swoje podpisy złożyli Stanisław Szuszkiewicz i Wiaczesław Kiebicz. Dwa tygodnie później do układu przystąpiły kolejne republiki ZSRR: Armenia, Azerbejdżan i Mołdawia. Z okazji zbliżającej się rocznicy wydarzenia, które miało fundamentalne znaczenie dla współczesnego świata i sytuacji międzynarodowej w naszym regionie, Studium Europy Wschodniej UW zaprosiło do Warszawy sygnatariuszy układu białowieskiego: Stanisława Szuszkiewicza, Leonida Krawczuka i Giennadija Burbulisa. Jak zauważył gospodarz spotkania, współorganizator i od 1990 roku dyrektor Studium Europy Wschodniej UW Jan Malicki, zabrakło Borysa Jelcyna – cieszy się on w Polsce tym większym szacunkiem, gdyż jako pierwszy przywódca Rosji upublicznił całą prawdę o Katyniu. W swoim wprowadzeniu, dyrektor Jan Malicki zaznaczył, że kluczowym momentem, w którym ważyły się losy ZSRR, był okres od sierpnia do grudnia 1991 roku, tj. kilka miesięcy od „puczu Janajewa” do podpisania układu w Białowieży. Dyrektor Studium Europy Wschodniej UW zwrócił się do swoich gości z prośbą o ocenę tamtego newralgicznego okresu. Zapytał też, czy jesienią 1991 roku istniały szanse na uratowanie Związku Radzieckiego. Burbulis: znaleźliśmy się i działaliśmy w takich warunkach, a nie innych Były sekretarz Rady Państwowej przy prezydencie RFSRR, nazywany czasem "czarnym kardynałem Jelcyna" Giennadij Burbulis z przejęciem wspominał wydarzenia sierpniowe, a następnie jesień 1991 roku. „W momencie, kiedy 22 sierpnia przeprowadzaliśmy manifestację i wszyscy skandowali „Wolność-Jelcyn!” i kiedy Gorbaczow podpisywał dekret o rozwiązaniu KPZR, trudno było uświadomić sobie tę bezpowrotność” – mówił Burbulis. Giennadij Burbulis rozpad Związku Radzieckiego porównał do katastrofy i określił mianem „politycznego Czarnobylu systemu totalitarnego”. Podkreślił on, że liderzy Rosji, Białorusi i Ukrainy działali w sytuacji ekstremalnej: „Znaleźliśmy się i działaliśmy w takich warunkach, a nie innych. Nie mieliśmy nawet projektu tekstu dokumentu. Mieliśmy tylko pragnienie zachowania pokoju na terytorium ZSRR”. Wypowiedź ta stanowi zaprzeczenie pojawiającym się często opiniom, że Burbulis przyjechał na Białoruś z gotowym dokumentem. Jak stwierdził, zamierzano negocjować warunki nowego traktatu związkowego, któremu kategorycznie sprzeciwił się reprezentujący w Wiskulach Ukrainę Leonid Krawczuk. Krawczuk nie zamierzał negocjować Według zgromadzonych, to właśnie jednoznaczna postawa przedstawiciela…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

