Wielka radość, jeszcze większe wyzwania Euforia spowodowana wypadkami w listopadzie 1918 roku musiała ustąpić miejsca szybkiej i sprawnej organizacji aparatu państwowego i sił zbrojnych. Największe zagrożenie czyhało na wschodzie. Bolszewicy nadal żywili nadzieje na eksport rewolucji do Niemiec, w których obalenie Hohenzollernów niektórzy postrzegali jako wstęp do rządów proletariatu. Droga do Berlina wiodła przez odradzającą się Rzeczpospolitą. Wkrótce rozpoczęła się wojna polsko-bolszewicka, która pochłonęła najwięcej sił i uwagi młodego, nie w pełni ukształtowanego państwa. Również na zachodzie sytuacja nie była stabilna. Choć powstanie wielkopolskie jednoznacznie określiło przynależność państwową Poznania czy Gniezna, nadal niepewnie rysowały się wypadki na Górnym Śląsku i Pomorzu. Zmagania o jak najszerszy dostęp do Morza Bałtyckiego napotykały zarówno na ogromny opór Niemiec, jak i niechęć mocarstw sprzymierzonych, obawiających się rozwoju wypadków w Rosji sowieckiej i groźby jej zwycięstwa w wojnie z Polską. Kwestia Pomorza oddziaływała na sąsiednie obszary niemieckie. Wskutek przekazania Polsce pasa ziemi od Torunia po Władysławowo przestała istnieć prowincja Prusy Zachodnie. Z jej zachodnich rubieży i resztek prowincji poznańskiej utworzono Marchię Graniczną (Grenzmark), wschodnie zaś przyłączono do Prus Wschodnich. O ile niemiecką przynależność państwową tych ostatnich podważali jedynie radykalniejsi działacze polityczni (Roman Dmowski postulował utworzenie niezależnego państwa wschodniopruskiego po jego uprzednim okrojeniu), o tyle jej obrzeża stały się przedmiotem ostrego sporu. Strona polska podnosiła, że na Warmii, Mazurach i Powiślu ponad trzy czwarte ludności mówią po polsku (co miało znaczyć, że są Polakami). Tymczasem Niemcy podawali ośmiokrotnie niższą liczbę. W Wersalu ustalono, że rozstrzygnięcie przyniesie plebiscyt. Tymczasowa… Porażka II Rzeszy w wojnie światowej i powstanie niepodległej Polski doprowadziły do dużego chaosu: wiele osób polskiego pochodzenia decydowało się na powrót do kraju. Jako że w Niemczech żyła ponadmilionowa polska diaspora, istniało również wiele spraw natury prawnej, które mogły wymagać profesjonalnej pomocy: śluby, pogrzeby, spadki, procesy sądowe. Stosunki z Niemcami – w ich całej napiętości i złożoności – należały przy tym do najważniejszych dla odrodzonej Rzeczypospolitej. Ich budowę i reprezentowanie interesów Polski w nowych uwarunkowaniach należało powierzyć zawodowym dyplomatom. Początkowo – ze względu na płynność sytuacji i nieuznawanie przez Republikę Weimarską rzeczypospolitej – było to niemożliwe. Wyjściem z sytuacji było posłużenie się urzędnikami konsularnymi, których praca nie wymagała nawiązania stosunków dyplomatycznych. Z tego powodu już 15 listopada 1918 roku do Berlina przybył konsul generalny RP Karol Rose. Początkowo pracował pod opieką Carla Poula Moltkego, posła duńskiego. Widok zewnętrzny gmachu Konsulatu Generalnego Polski w Królewcu. 1932 r. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe. Zadaniem Rosego była…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

